sobota, 7 grudnia 2013

Kieszeń w głowie

Jamnik musi być. Stare zdjęcie, ale jamnik młody.

Dzisiaj miała wystąpić spódnica, ale sesja nr 1 nie wyszła, będę powtarzać. Jak tylko trochę zmieni się pogoda. Bo chcę mieć lepsze światło, a przy sztucznym to nie jest tak, jak powinno być. Dlatego dzisiaj będą literki. O różnych rzeczach, sprawach, problemach... w kilku punktach.

1. Księżycowe obietnice (Das Blaue vom Himmel). Film z 2011 roku. Krótko - filmy o kobietach zawsze są ciekawsze. Jakaś gęstsza struktura emocjonalna, szeroki horyzont przeżyć, moc perspektyw. O facetach można na palcach jednej ręki policzyć - Piękny umysł, Co gryzie Gilberta Grape'a... i może kilka jeszcze by się znalazło. A tak to Rambo, Rocky i Terminator. O tym ostatnim mogę powiedzieć tylko, że szafa gdańska gra! Bo Sly to aktor dobry, z umiejętnościami. Arnie za to fantastycznie spełnia funkcję nieco przeżartej przez korniki kłody. Ale miało być o kobietach i ich przeżyciach.
Das Blaue vom Himmel (ten tytuł o wiele bardziej trzyma się fabuły) to opowieść o matce i córce, o braku miłości, wyrzutach sumienia, traumatycznych przeżyciach. Wszystko zapowiadało się pięknie - Marga wyszła za Jurisa, miłość swego życia, kolor swego serca, powietrze swoich płuc. A Jurmala była piękna tego roku. Marga to bałtycka Niemka, Juris - Łotysz. Pobrali się na krótko przed wojną. W roku 1991 ich córka, dziennikarka niemieckiej telewizji, montuje reportaż o radzieckich republikach - Litwie, Łotwie i Estonii, które chcą wystąpić ze związku, odzyskać niepodległość. Jej szef zatwierdza materiał i dodaje, że przydałaby się jakaś osobista historia, która dopełniłaby całości. Historia rodziców Sofii wydaje się pasować idealnie. Rzeczywistość znacznie przerasta oczekiwania.
Film zagrany jest świetnie. Wielkie brawa dla aktorek (i aktorów). Trzeba też być uważnym widzem - od samego początku otrzymujemy podpowiedzi, strzępki całości, które musimy łączyć, żeby w pełni zrozumieć i szybko wykryć cały sekret. Zdjęcia? Przepiękne kompozycje, fantastyczne kolory, tworzą niepowtarzalny nastrój i budują napięcie. Na muzykę nie zwracałam uwagi tak bardzo (jak na przykład przy oglądaniu Służących). Genialne zgranie wydarzeń historycznych - z jednej strony druga wojna światowa, z drugiej strajki niepodległościowe. Analogie na każdym kroku, nie uniknie się porównań. I to, co lubię najbardziej - złożoność, komplikacje. Nie można osądzić bohaterów jednoznacznie, nie można powiedzieć, kto jest sprawcą nieszczęść, bo wszyscy zostali zamieszani. Bardzo dobry film. Nie wybitny, ale bardzo dobry.

2. Coś weselszego. Sam & Mickey. Alternatywne przygody Barbie w wersji poklatkowej. Zabawne dialogi, wartka akcja. Niestety, wersja tylko anglojęzyczna. Odcinki ukazują się raz w miesiącu, ale pozytywnie wpływa to na ich jakość. Barbie jest płytka, skoncentrowana na sobie i cierpi bardzo widowiskowo. Warto zobaczyć!



3. Sunny. Słodko-gorzka opowieść o przyjaźni. Koreański film przedstawiający historię siedmiu przyjaciółek z liceum, które postanawiają się odnaleźć, a przy okazji odnajdują swoje marzenia. Przy okazji można się dowiedzieć, że markowa torebka może być całkiem niezłą bronią, a z królowej przekleństw może wyrosnąć dystyngowana, elegancka dama. Tak jak wspominałam w pierwszym punkcie, filmy o kobietach są ciekawsze.

4. Książka. Arno Geiger, Stary król na wygnaniu. Rzecz dotyczy ojca autora, niszczonego przez chorobę Alzheimera. Nie będę pisać streszczenia. Ograniczę się do dwóch zdań, które spodobały mi się najbardziej. Ostatnie zdanie na stronie 80: Jeśli rozum źle się sprawi, nim dojdzie do zawarcia małżeństwa, będzie się potem płaciło lichwiarskie procenty. I w drugim akapicie na stronie 73: Swoje wspomnienia przekuł na charakter, a ten mu pozostał.
Godne uwagi jest, że pisarz nie niuńcia się ze swoim schorowanym ojcem, nie walczy z nim, ale stara się wspierać, dać poczucie bezpieczeństwa, zrozumieć, przyjaźnić. Nie odmawia mu prawa do bycia dorosłym człowiekiem, nie lekceważy. I to jest chyba najważniejsze, a jednocześnie najtrudniejsze.

I to póki co będzie tyle. Myślę, że to ciekawsze niż "co noszę w torebce?", bo to w sumie rzeczy, które noszę w głowie, w jednej luźnej kieszeni, gdzieś z tyłu głowy.

Sprawy organizacyjne:
Konkurs powinien pojawić się w przyszłym tygodniu, nagroda zaczyna powoli wyglądać. Nie wiem, czy będzie się komuś podobała, ale udział w konkursie to indywidualna, dobrowolna decyzja. Zasady już spisałam, tylko kwestia nagrody... Staram się! Naprawdę! Jeśli ten przyszły tydzień wypali, to wyniki będą w styczniu. Bo musi być trochę czasu.
Pracuję teraz nad czymś większym, dlatego moja blogowa aktywność trochę zanikła. Poza tym jestem bardzo niezadowolona ze zdjęć, więc prezentacja dzieł odzieżowych zawisa w próżni. To nie ucieknie, ale odwlecze się.

4 komentarze:

  1. a skoro jamnik musi być to proszę: http://www.pinterest.com/pin/366691594629523136/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamierzam pójść za Twoją radą i spróbować odwyknąć od amerykańskich produkcji. Nawet niedawno obejrzałam film niemiecki, wprawdzie przez przypadek, bo akurat się zaczął w telewizji, a ja byłam w trakcie klejenia-malowania-lakierowania i nie miałam jak szukać czegoś innego, i tak obejrzałam (wysłuchałam) do końca, i nawet mi się podobało:) Więc jest dla mnie jeszcze nadzieja:)
    Das Blaue vom Himmel - baaaardzo zachęcające! Będę szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię niemieckie filmy, pod warunkiem, że to nie komedie. Mam nadzieję, że znajdziesz "mój" film, bo chciałabym przeczytać, co o nim myślisz :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.