poniedziałek, 30 grudnia 2013

Mój ulubiony kolor 2013

To moja ostatnie wypowiedź tutaj. Rok 2013 zamyka się z trzaskiem, a serduszko trzepocze z żalu, że tak szybko. Ale przecież wielkimi, stumilowymi krokami, glob obiegnie kolejny rok. Pełen nowych wyzwań, nowości samych, tylko ja utknęłam ze starymi stworkami, których jeszcze nie pokazałam. Żeby jednak nie zanudzać nadmiarem literek, wplatam między wizerunek mojego pierwszego filcowego czegokolwiek. Nie jest idealnie, ale to przecież pierwsza sztuka.


Lata mają kolory. Cyfry je mają, litery też, dlaczego więc 2013 miałby być bezbarwny? Dla mnie to zieleń i czerwień. Lubię nieparzystość. Jest bardziej ozdobna. Parzysta symetria to przepełnienie. W mojej głowie to wszystko ma sens, ale kiedy zaczynam opowiadać i tłumaczyć - brzmi beznadziejnie. Jak streszczenia książek sf. Taaaakie książki, do kosmosu sięgają, ale czy zachęcająca jest historia faceta, który trafia na obcą planetę, gdzie ludki telepatyczne są i różne niebezpieczeństwa, a potem znajduje spokój, którego w szerokiej galaktyce nie zaznał? Brzmi głupio.



Zdjęcia rzeczy (swetry, spódnice, różne dziadostwo, wszyscy przyjaciele królika) nie zostały zrobione, ale zastanawiałam się w międzyczasie (nie ma czegoś takiego jak międzyczas) nad wyglądem, urodą, ładnością. Wszyscy wymagają, chcą i dążą do tego, żeby ładnie wyglądać. A tak naprawdę to jest ciężka praca, dużo czasu. Wykonanie mojego podstawowego makeupu zajmuje niecałe 8 minut. Niby szybko, ale to tylko makeup-no-makeup, przystosowanie twarzy do wyglądu. Gdybym chciała lśnić urodą, musiałabym poświecić więcej czasu. Dalej są włosy. Układanie, zaplatanie, takie tam bzdury. Tutaj nie ma szybko. Długi włos trzeba podkręcić, przeczesać... Lekka medytacja, co powinno się zdarzyć, jak pogoda wpłynie na osiągnięty efekt. Wszystko to trzeba planować. Z ubraniem jest podobnie. Warunki atmosferyczne, przewidziana aktywność, temperatura gleby (czy but lekki, czy chłodoodporny)... Wszystko się liczy. I ma być jeszcze ładnie. Wcale się nie dziwię tym rozczochranym dresiarom, które odbierają dzieci z przedszkola. Nie można wymagać, żeby kobieta ogarniała współczesność i jeszcze się wystrajała na każdą okoliczność. Byłoby miło, ale czasami się nie chce. Zwyczajnie, tak po prostu się nie chce. Właśnie tego niektórzy nie rozumieją. Zapomnisz raz o tuszu do rzęs, albo całkowicie go olejesz, a za chwilę znajdzie się ktoś, kto powie, że wyglądasz na smutną i pewnie jest to spowodowane jakąś ogromną tragedią. Moje tragedie należą do mnie, jeśli nie chcę się z nimi dzielić, to nawet brak tuszu na rzęsach mnie do tego nie nakłoni.



Podsumowanie roku:
Było kilka chwil szczęśliwych, kilka gorzkich, parę razy oberwałam czymś ciężkim w głowę, aż nadpękło mi serce. Zwierzęta są mądrzejsze od ludzi, ale ludzie mają więcej ukrytych blizn.

Niby każda nowość sprzyja zmianom, nowy dzień, tydzień, miesiąc, rok... Coś wypadałoby postanowić. Więc ja też postanowiłam.
Postanowienia na rok 2014:
1. W terminie zakończyć jamnikowy konkurs. (Jeszcze można brać udział. Poważnie.)
2. Oddać Renacie, co mam oddać (i będzie z tego niewielki post).
3. Pochwalić się dziergadłami i innymi (utrapienie!).
4. Wydziergać koralikową bransoletkę (jeśli starczy mi cierpliwości).
5. Częściej bywać w formie.
6. Posprzątać łazienkę (ale to jeszcze w tym roku).
7. Coś tam się jeszcze dopisze.

Jakie są Wasze postanowienia? Kiedy w końcu weźmiecie udział w jamnikowym konkursie? Napisanie utworu rymowniczego może być świetnym postanowieniem...

Jeśli chodzi o moją rachityczną aktywność blogową, to dlatego, że jestem wielce zasmucona. JAMNIKOWY KONKURS! JAMNIKOWY KONKURS!!! Do piór, do klawiatur!
Bardzo proszę o pozytywne komentarze dotyczące królika. Wydaje mi się, że on ma uczucia i mógłby się zasmucić, gdyby ktoś wyraził się nieprzychylnie.

I nadszedł koniec, czyli czas na życzenia noworoczne.
Życzę sobie, żeby jak najwięcej osób wzięło udział w konkursie jamnikowym. To nie jest żart.

wtorek, 17 grudnia 2013

4 kolory

Nie mam ostatnio natchnienia blogowego, całą energię wyssał ze mnie jamnikowy konkurs. Nic w tym dziwnego, obrazem malowałam do ostatka sił, żeby jak najszybciej się pojawił.
Nie mam natchnienia do modelkowania. To trudna praca. Niektórym się wydaje, że tak raz, dwa, trzy, babajaga patrzy i ma ładne zdjęcie. Wcale nie. Zupełnie nie. Tym bardziej, jeśli ktoś nie ma koncepcji, ekspresji, niczego nie ma.

Zrobiłam naszyjnik. Następne koralikowe dokonanie postaram się wydziergać (już zaczynam, ale nic dobrego nie wychodzi). Naszyjnik został upleciony. Splotem chałkowym. Efekt nie jest najgorszy. Elementy metalowe do wymiany, nie podobają mi się za bardzo. Rzemień wspomagający jest sztuczny. Też jakiś wyplatany. Cztery kolory: niebieski, granatowy, zielony i fioletowy. Akurat pasują do moich zimowych ałtfitów.




Nie mam już niczego do powiedzenia, dziura w głowie, eksploatacja... Taką biedę koralikującą tu wklejam, zamiast się chwalić wydziergaństwami i przerobioną odzieżą. Kwestia modelkowania. Poza tym opycham się ostatnim słodkim wynalazkiem, więc tym bardziej nie będę mogła pozować do zdjęć. Wynalazek postaram się pokazać następnym razem. Łatwe, szybkie, smaczne. Kuchenna triada platońska ucieleśniona.


Zachęcam do brania udziału w konkursie, taka szansa już się nie powtórzy. Szczegóły TUTAJ. Nie tylko dla ludzi jamnikolubnych.

niedziela, 8 grudnia 2013

Konkurs z jamnikiem w roli głównej



Nadeszła ta chwila, oto ogłoszenie konkursu! Żeby zachęcić, przed zasadami nagroda. Do zgarnięcia jest namalowany przeze mnie obraz pod tytułem "Jamniczek". Przedstawia portret szczeniaka, nie jest zbyt udany, ale starałam się coś ładnego namalować. Obraz jest nieduży, 30x24cm, namalowany nietoksycznymi farbami akrylowymi, na nieekskluzywnym płótnie.


Namalowane techniką mazająco-plamlową. Impresjonizm... ;)



Zasady:
Aaaaby wziąć udział w konkursie należy napisać krótki utwór o tematyce jamniczej. Może to być:
  • lepiej,
  • limeryk,
  • sonet,
  • oda,
  • cokolwiek, żeby sie tylko rymowało.
Przykłady (lepiej i limeryk):

1.
Lepiej być jamnikiem małym,
niż wygłaszać komunały.


2.
Pewna właścicielka jamnika
zauważyła, że piesek utyka.
Uleczę go smakołykami!
- myślała - szynką, klopsem, wędlinami!
Lecz wada chodu nie znika.

Utwór literacki należy przesłać na adres mailowy widoczny w panelu blogo-informacyjnym po lewej (tak? tak, po lewej), dla przypomnienia: krysztally@gmail.com (z dopiskiem w temacie: "Konkurs z jamnikiem w roli głównej").
Nie ma limitów, każda osoba może napisać dowolną ilość wierszy. Byle nie tak dużo jak Juliusz Słowacki, ja to muszę przeczytać w jakimś sensownym czasie! Wszystkie utwory zostaną opublikowane w poście rozwiązującym konkurs. Zwycięski zostanie nagrodzony bohomazem widocznym na zdjęciach. O najlepszości zdecyduje jury składające się z dwóch (cyfrowo: 2) osób: ze mnie oraz mojej mamy. Podpowiedź od drugiej jurorki:
Jak się uchacham i umrę, to znaczy, że dobre.
Zastanawiałam się, czy nie kazać czegoś polubić, czy zaobserwować, ale doszłam do wniosku, że nie mam pomysłu. Nikt nie sponsoruje tego konkursu. Jeśli ktoś chce, może zostać obserwatorem krysztallowego bloga, gest bardzo mile widziany, może doda trochę punktów przy ocenie? Ale nie wymagam. Wieszcze nie muszą. Dodatkowo zachęcam do adopcji jamnika (a teraz zima, jak może być jamnik w schronisku?) - link także po lewej, a także tutaj: SOS dla Jamników. Dzięki stronie fundacji mam mojego Gustawka-Gryziutka, więc w ramach wdzięczności będę promować. A teraz jest tam drugi Gustaw, więc kto może, niech garnie i przytula na lata długie.

Terminy. Bo to ważne, nic nie może przecież wiecznie trwać. Nadsyłanie można rozpocząć w momencie zapoznania się z zasadami aż do godziny 23:59 dnia 7 stycznia 2014 roku. Rozwiązanie konkursu pojawi się najpóźniej 10 stycznia. Po skontaktowaniu się ze szczęśliwym zwycięzcą, będę starała się wyłudzić dane adresowe, ponieważ malowidło zostanie wysłane pocztą. Oczywiście zobowiązuję się odziać dzieło sztuki w opakowanie pocztoodporne. Jeśli ktoś zagraniczny chce wziąć udział, mam nadzieję, że nie mieszka na jakiejś kokosowej wyspie, do której trzeba wynajmować kuriera dysponującego własnym helikopterem, łodzią podwodną i tresowanym wężem boa. Bo w takie miejsca nie wysyłam, nie stać mnie. W ramach kontynentu nie będę dyskutować. Czytam po polsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku i ukraińsku. Każdy wiersz napisany w innym języku nie zostanie zrozumiany. Ale można pisać, wszystko można. Nie będę ograniczać wolności artystycznej. Jedyne, o co proszę, to nadsyłanie własnej twórczości.

Czy są jakieś pytania dotyczące niejasności zawartych w tekście powyżej? O, człowieku, po czymś takim 15 osób zrezygnuje z brania udziału...

Powodzenia w konkursie! Fighting!

Pamiętaj! Ma się rymować!

Mały druczek:
Wszystkie treści obrażające osobę jamnika będą automatycznie dyskwalifikowane. Ogólnie - jakiekolwiek obraźliwości zostaną ocenzurowane, a autor dostanie punkty ujemne, które będą się za nim ciągnęły do końca życia. Jeśli punkty karne nie są straszne, mam inną groźbę: bo naskarżę do skarbówki!
Konkurs organizowany jest z dobroci serca, nie wzbogaca materialnie żadnej ze stron, wartości są estetyczno-humanitarne, jamnikolubne. Konkurs ma na celu bezinteresowne promowanie rasy najdłuższej oraz rozsiewanie radości.


(。◕‿◕。)

sobota, 7 grudnia 2013

Kieszeń w głowie

Jamnik musi być. Stare zdjęcie, ale jamnik młody.

Dzisiaj miała wystąpić spódnica, ale sesja nr 1 nie wyszła, będę powtarzać. Jak tylko trochę zmieni się pogoda. Bo chcę mieć lepsze światło, a przy sztucznym to nie jest tak, jak powinno być. Dlatego dzisiaj będą literki. O różnych rzeczach, sprawach, problemach... w kilku punktach.

1. Księżycowe obietnice (Das Blaue vom Himmel). Film z 2011 roku. Krótko - filmy o kobietach zawsze są ciekawsze. Jakaś gęstsza struktura emocjonalna, szeroki horyzont przeżyć, moc perspektyw. O facetach można na palcach jednej ręki policzyć - Piękny umysł, Co gryzie Gilberta Grape'a... i może kilka jeszcze by się znalazło. A tak to Rambo, Rocky i Terminator. O tym ostatnim mogę powiedzieć tylko, że szafa gdańska gra! Bo Sly to aktor dobry, z umiejętnościami. Arnie za to fantastycznie spełnia funkcję nieco przeżartej przez korniki kłody. Ale miało być o kobietach i ich przeżyciach.
Das Blaue vom Himmel (ten tytuł o wiele bardziej trzyma się fabuły) to opowieść o matce i córce, o braku miłości, wyrzutach sumienia, traumatycznych przeżyciach. Wszystko zapowiadało się pięknie - Marga wyszła za Jurisa, miłość swego życia, kolor swego serca, powietrze swoich płuc. A Jurmala była piękna tego roku. Marga to bałtycka Niemka, Juris - Łotysz. Pobrali się na krótko przed wojną. W roku 1991 ich córka, dziennikarka niemieckiej telewizji, montuje reportaż o radzieckich republikach - Litwie, Łotwie i Estonii, które chcą wystąpić ze związku, odzyskać niepodległość. Jej szef zatwierdza materiał i dodaje, że przydałaby się jakaś osobista historia, która dopełniłaby całości. Historia rodziców Sofii wydaje się pasować idealnie. Rzeczywistość znacznie przerasta oczekiwania.
Film zagrany jest świetnie. Wielkie brawa dla aktorek (i aktorów). Trzeba też być uważnym widzem - od samego początku otrzymujemy podpowiedzi, strzępki całości, które musimy łączyć, żeby w pełni zrozumieć i szybko wykryć cały sekret. Zdjęcia? Przepiękne kompozycje, fantastyczne kolory, tworzą niepowtarzalny nastrój i budują napięcie. Na muzykę nie zwracałam uwagi tak bardzo (jak na przykład przy oglądaniu Służących). Genialne zgranie wydarzeń historycznych - z jednej strony druga wojna światowa, z drugiej strajki niepodległościowe. Analogie na każdym kroku, nie uniknie się porównań. I to, co lubię najbardziej - złożoność, komplikacje. Nie można osądzić bohaterów jednoznacznie, nie można powiedzieć, kto jest sprawcą nieszczęść, bo wszyscy zostali zamieszani. Bardzo dobry film. Nie wybitny, ale bardzo dobry.

2. Coś weselszego. Sam & Mickey. Alternatywne przygody Barbie w wersji poklatkowej. Zabawne dialogi, wartka akcja. Niestety, wersja tylko anglojęzyczna. Odcinki ukazują się raz w miesiącu, ale pozytywnie wpływa to na ich jakość. Barbie jest płytka, skoncentrowana na sobie i cierpi bardzo widowiskowo. Warto zobaczyć!



3. Sunny. Słodko-gorzka opowieść o przyjaźni. Koreański film przedstawiający historię siedmiu przyjaciółek z liceum, które postanawiają się odnaleźć, a przy okazji odnajdują swoje marzenia. Przy okazji można się dowiedzieć, że markowa torebka może być całkiem niezłą bronią, a z królowej przekleństw może wyrosnąć dystyngowana, elegancka dama. Tak jak wspominałam w pierwszym punkcie, filmy o kobietach są ciekawsze.

4. Książka. Arno Geiger, Stary król na wygnaniu. Rzecz dotyczy ojca autora, niszczonego przez chorobę Alzheimera. Nie będę pisać streszczenia. Ograniczę się do dwóch zdań, które spodobały mi się najbardziej. Ostatnie zdanie na stronie 80: Jeśli rozum źle się sprawi, nim dojdzie do zawarcia małżeństwa, będzie się potem płaciło lichwiarskie procenty. I w drugim akapicie na stronie 73: Swoje wspomnienia przekuł na charakter, a ten mu pozostał.
Godne uwagi jest, że pisarz nie niuńcia się ze swoim schorowanym ojcem, nie walczy z nim, ale stara się wspierać, dać poczucie bezpieczeństwa, zrozumieć, przyjaźnić. Nie odmawia mu prawa do bycia dorosłym człowiekiem, nie lekceważy. I to jest chyba najważniejsze, a jednocześnie najtrudniejsze.

I to póki co będzie tyle. Myślę, że to ciekawsze niż "co noszę w torebce?", bo to w sumie rzeczy, które noszę w głowie, w jednej luźnej kieszeni, gdzieś z tyłu głowy.

Sprawy organizacyjne:
Konkurs powinien pojawić się w przyszłym tygodniu, nagroda zaczyna powoli wyglądać. Nie wiem, czy będzie się komuś podobała, ale udział w konkursie to indywidualna, dobrowolna decyzja. Zasady już spisałam, tylko kwestia nagrody... Staram się! Naprawdę! Jeśli ten przyszły tydzień wypali, to wyniki będą w styczniu. Bo musi być trochę czasu.
Pracuję teraz nad czymś większym, dlatego moja blogowa aktywność trochę zanikła. Poza tym jestem bardzo niezadowolona ze zdjęć, więc prezentacja dzieł odzieżowych zawisa w próżni. To nie ucieknie, ale odwlecze się.

niedziela, 1 grudnia 2013

Drugi taki sweter, pierwszy taki chleb

Otis Taylor - nazwisko, które warto znać. Popracowałam chwilę nad poprawieniem mojej playlisty, teraz jest mniej kpopu, a więcej żywej, prawdziwej muzyki. I to taki wstęp jakby, żeby się zdawało, że mam coś do powiedzenia.

Piekę nie tylko ciasta. Upiekłam raz chleb żytni. Ktoś może powiedzieć, że co to za chleb na drożdżach? Proszę sobie mówić. Zamiast syropu, na który wskazuje przepis, użyłam melasy z chleba świętojańskiego. Chleb żytni pachniał jak prawdziwe, wiejskie, ciemne piwo! Może kiedyś jeszcze o chlebie coś napiszę, ale mam też drugi temat na dzisiaj.

Chleb piekący się.


Druga wersja swetra. Pierwszą pokazywałam w styczniu. Ale od tamtej pory moja osobowość uległa zmianie. Zawsze się zmienia. Jeśli nie - czas skonsultować się z lekarzem. Człowiek musi iść do przodu, nawet w kwestiach swetrów.


Ten obrazek nie ma sensu.



Sweter wołający do Yeti, wersja 2; męski t-shirt z poderżniętym gardłem; legginsy zimowe; kolczyki dostane; włosy w nieładzie. Hipsteria.

Nastał nowy miesiąc, nowy grudzień, nowe wyzwania, nowe może nie wszystko. Mam zamiar trochę pozmieniać, trochę odkurzyć, trochę sprzątnąć, poukładać. Zobaczymy, zobaczymy... I nowość pierwsza - można mnie śledzić na Twitterze (jak się komuś chce) pod kryptonimem @krysztally (co nie powinno być dziwne ani zaskakujące). Piszę o jamnikach i jedzeniu, więc nihil novi. I to nawet nie jest nowość, bo śledzić można już od paru miesięcy, jednak nie uznawałam tego za tak istotną informację. Poza tym chyba było o całym zdarzeniu na WikiLeaks.
Ale to nie wszystko! Będzie konkurs. Miało nastąpić rozdanie bez morderczej konkurencji i rywalizacji, ale zmieniłam zdanie. Niczego szybko nie obiecuję, dopiero niedawno zaczęłam robić nagrodę, więc ogłoszenie konkursu może nastąpić na początku stycznia (takie mam tempo, bardzo tępo), więc ostrzcie mózgi, ćwiczcie szare komórki na krzyżówkach i poezji młodopolskiej.

Pozdrawiam i życzę udanego nowego tygodnia!