niedziela, 17 listopada 2013

Masło orzechowe i szeryf Brody

Propozycja podania.
Kryzys - najpopularniejsze słowo dekady. Każdy sobieradek wie, że nie musi rezygnować z luksusów życia codziennego, każdą dziurę można jakoś załatać. Przez kilka dni (tygodni?) chodziło za mną masło orzechowe. Ale 10 złotych polskich za 300 gram malutkich to rozbój, przemoc i wyzysk. Krysztallowa ciocia dobra rada nauczy Was dzisiaj zrobić dwie rzeczy. Nie tylko wspomniane masło orzechowe, ale jeszcze coś, co ucieszy jamniczka lub innego burkowatego czworonoga. Ale pierwsze po pierwsze - masło orzechowe!

Przepis bezwstydnie ukradłam z cudzej książki kucharskiej. Bo na herbatkę u znajomych, leży sobie książka jakaś kolorowa, ja czekam na herbatkę, a może nawet kawę, i przewracam kartki... Niby potrzebny jest thermomix, ale co mnie obchodzi... Dziadów nie stać na thermomiksy, dziady radzą sobie inaczej.
Potrzeba: orzechów ziemnych w formie solonej lub nie, zależy od spożywczych preferencji konsumenta, oliwy (ostatecznie może być olej), maszyny siekająco-mieszającej. Ja użyłam orzechów solonych z jedynego słusznego marketu w kropki, cena 3,coś PLN, oliwy z oliwek hiszpańskiej (włoska jest zakazana). Podzieliłam na dwie tury mieszania, ale pewnie nie było to konieczne. Garść orzeszków została zjedzona na surowo, więc nie zmieliłam pełnego opakowania (chyba 400g). Po suchym przemieleniu samych orzechów dodałam ok. 2 łyżek oliwy do każdej porcji, czyli można liczyć, że 5 łyżek do całości. Masło musi mieć konsystencję, to wie każdy. Gotową maź przełożyłam do słoika po mięsiwach, których ja nie jem, ale słoik ma fajny kształt. Cały słoik z czubkiem za powiedzmy 5 złotych (bo prąd, oliwa, robocizna...). Dla żarłocznego dusigrosza to dobra cena.
Smak jest idealny, niczym nie odbiega od wyobrażeń o smaku masła orzechowego. Oczywiście można garść ziaren (orzechów) zmielić grubiej (mniej drobno), domieszać do całości, żeby wyszło bardziej rustykalnie.


Różne stadia mieszania.

Rzecz druga. Zabawki dla piesków to rzecz droga. Przy jamniku-rekinie, który wszystko rozszarpuje, zupełnie nieopłacalna. Zdarza się jednak na przykład awaria rajstop. Co z tego, że kolor był kobaltowy, jeśli barwne gatki zaczynają ewoluować w oczaste stwory? Można wyrzucić, można przemianować na szmatkę do kurzu (podobno dobrze polerują), a można zwinąć w kołtun, powiązać ściśle i oddać jamniczkowi. Nie pomyślałam, żeby zrobić zdjęcie przed konfrontacją ze Szczękami. Dlatego w formie sfatygowanej:

Po pierwszym dniu użytkowania.



18 komentarzy:

  1. Eeeej, też mam taki słoik! Propozycja podania bardzo mi się podoba, chociaż teraz za chiny nic ani nikt mnie nie zmusi do zjedzenia czegokolwiek, nawet karmelowej milki, bo jestem po obfitym obiedzie. A jeszcze dzisiaj wieczorem mamy w planach odwiedzić moich starszych, bo ten wczorajszy biszkopt w nocy zamienił się w tort:D Szkoda, że tak się nie stało z drożdżówkami, ale jutro na śniadanie w misce z gorącym mlekiem będą git. Masło orzechowe to jeden ze smaków mojego dzieciństwa. Rzadko bo rzadko, ale czasami mama nam kupowała takie rarytasy. Pamiętam też colę, która tak przyjemnie strzelała gazem ze szklanki, jak się nad nią pochylałam... :) o, i nostalgicznie się zrobiło:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te słoiki są najlepsze, bo nic w nich nie zostaje, konstrukcja umożliwia wydobycie całej zawartości :D
      Ciasto tortopodobne będę robić w czwartek, jeśli wyjdzie, będę się chwalić w weekend. Drożdżówka z mlekiem to mój smak dzieciństwa :) Moja mama nie kupowała coli, bo wychowywała fit i zdrowo. Ale masło orzechowe się pojawiało czasami.
      :)

      Usuń
    2. Moja też w zdrowym duchu nas chowała, dlatego taka świąteczna cola to tym bardziej był rarytas:P Z dzieciństwa nie znam natomiast smaku chipsów, a o tym co to woda gazowana dowiedziałam się od mamy koleżanki w podstawówce:P Ale to masło... Tak mi się też kojarzy trochę z Ulicą Sezamkową, jak jeszcze puszczali u nas amerykańską wersję z lektorem i Wielki Ptak miał kocyk z ruchomymi kropeczkami i wołał "juhu! kropeczki!"... i tam chyba Ernie i Bert wcinali te kanapki z masłem orzechowym. Tak przynajmniej coś mi świta:P

      Usuń
    3. Nawet był taki odcinek "Ulicy Sezamkowej", w którym pokazywali, jak i z czego robi się masło orzechowe! Dzięki za tak nostalgiczne przypomnienie. Ach, to były czasy... Colę czasami ktoś przywoził, więc nie mogę powiedzieć, że nie piłam w dzieciństwie. A wodę gazowaną pamiętam w szklanych butelkach, stała w skrzynkach na korytarzu, żeby chłód zachować. :D

      Usuń
    4. Ja to i mleko i śmietanę w szklanych butelkach pamiętam!:D Mleko było w dużych, bezbarwnych, śmietana w mniejszych, z brązowego szkła. I przykryte wieczkiem z folii aluminiowej:P

      Usuń
    5. Otworzyłaś puszkę Pandory! ;) Pamiętam, jak nienawidziłam marcepanu, a moja mama odświętnie czasami gdzieś kupowała i było mi głupio, bo wszyscy się zachwycali. Albo chodziłam z koleżanką do piekarni po chleb i raz zwiedziłam nawet całą piekarnię. Widziałam, jak pan piekarz wyrabiał ciasto, ktoś uklepywał bochenki chleba i stały takie blade, równe, całą armią. A później już, w innym pomieszczeniu, upieczone, rumiane i pachnące. Jeszcze ciepłe pani piekarka pakowała nam do szmacianych toreb i ostrzegała, żebyśmy nie jadły, bo się pochorujemy. I kefir był butelkowany jak mleko, tak mi się wydaje :D

      Usuń
    6. To się nazywa "wspomnień czar", taki przyjemny , bo wynikający z młodości pierwszej przeważnie :D


      G.

      Usuń
  2. Ooo, ja chcę takie masło! Kolor może ma niwyjściowy (zakładam, że oddany na zdjęciu wiernie), ale to nie ma wyglądać, to ma smakować! :D Zrób mi! (jako, że ja nie mam urządzenia kuchennego ;))
    A hiszpańskiej oliwy też bym zakazła. Greckiej używaj albo portugalskiej. W sumie jeszcze żaden Portugalczyk mi nie podpadł, a Grek jeden tak, więc portugalska najbezpieczniejsza, resztę gospodarki śródziemnomorskiej będę dzielnie rujnować nie nabywając ichnich produktów ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor masła orzechowego, nic specjalnego, ale przecież same orzechy też się tęczą nie mienią :P Kup orzechy, zmielenie i słoik dostaniesz gratis! ;)
      Czytałam, że włoska oliwa jest złej jakości, że mafia dolewa oleju słoniecznikowego i zakłamuje procenty natury. Niechęć do imiennych przedstawicieli tych narodów nie ma tu znaczenia ;)

      Usuń
    2. To jeszcze jeden argument, żeby u nich nie kupować. :D
      Dobra, nakupię orzechów :)

      Usuń
  3. no proszę, a ja masła orzechowego nigdy nie jadłam, bo właśnie za drogie żeby kupić tylko na spróbowanie ;)
    mojej chrzestnej sznaucer ma identyczną zabawkę rajstopową :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smak jest ten sam, co gotowego kupowanego, więc gorąco polecam przepis! :) Nie wiem, czy to takie delicje, ale ja bardzo lubię.
      Jeśli rajstopowe zabawki sa tak popularne, nie mogą być złe ;)

      Usuń
  4. O, jaki prosty przepis! I oszczędność:) A sposób na zabawkę dla psa też niezły. Wszystko to takie pomysłowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przez kryzys :D Najprostsze rozwiązania są najlepsze.

      Usuń
  5. Ten przepis jest tak prosty, że jestem w absolutnym szoku. Koniecznie muszę podsunąć go bratu, on uwielbia robić słodkie mikstury (chociaż ta bardziej z gatunku słonych). Dziękuję z ten inspirujący post:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo! :) W sumie zastanawiałam się, czy warto publikować takie banały. Cieszy mnie, że warto :)

      Usuń
  6. Masło orzechowe jest dla mnie równie podstawowe jak mleko;) Ale kupuję, bo tak się już przyzwyczaiłam... I w tym dobrobycie nawet mi nigdy nie przyszło do głowy, że można ukręcić sobie samemu! Ale ukręcę. Choćby z ciekawości:) Zwłaszcza, że jedynie słuszny sklep mam "tuż za rogiem", a jedynie słuszne słoiki również:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Wczoraj sprawdzałam ceny orzechów w innych sklepach, i ten jedynie słuszny jest naprawdę jedynie słuszny :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.