wtorek, 19 listopada 2013

Dawka nieśmiertelna



Gdyby Jane Austen słuchała Guns N' Roses, najbardziej lubiłaby Slasha. To nawet nie podlega dyskusji. A ja doszłam do wniosku, że nie potrafię rozmawiać z ludźmi o gramatyce. Nie mam cierpliwości, czuję narastanie kamienia w płucach, zalewa mnie wścieklizna. Nie warto. Głupie maniery stylistyczne rozprzestrzeniają się niczym syfilis, szkorbut i wrzody wśród marynarzy admirała Nelsona. Nie będę z tym walczyć. Ale odciąć się też nie można. Skazani jesteśmy. Nikt się nie przyzna do błędu, bo błędy nie istnieją. Wszystko jest dowolne, interpretacja osobista i wolność słowa. Naturalna ewolucja języka...

Nie potrafię też robić swetrów. Ale robię.

Nie lubię się kłócić. To prawda, mam w życiorysie kilka bujniejszych awantur, ale ze starością przychodzi rozum, konfliktowy charakter trochę mi się przeszlifował. Mam zasady, mam rację, nie muszę tego udowadniać. Tylko przykro mi jest czasami. Pocieszam się, że z przykrości jeszcze nikt nie umarł.

Nie mogłam sobie darować. Oba obrazki są moją recenzją "Cesarzowej".

"Cesarzowa" to film chińsko-hongkongski, złoty, spektakularny i dramatyczny. Zadawałam sobie pytanie, czy normalni ludzie się tak zachowują? Ale przecież rodzina cesarska to nie są normalni ludzie. Wszyscy charakteryzowali się jakąś skazą psychiczną, każdy inną. Może gdyby normalni ludzie byli na ich miejscu, też by postradali trochę zmysłów? Z przesytu - za dużo władzy, ludzi, bogactwa. Fabuła nie powala, ale sam film jest wizualnie niesamowity. Obrazki mówią więcej.

Zrobiłam jeden sweter, który będę nosić co sił. Właściwie przerobiłam stary, więc to nic nowiutkiego. W końcu zaczęłam przerabiać spódnicę. Ale będzie ładnie! Albo i nie... Zrobiłam porządek w torebce. Z tej też okazji chciałam się pochwalić tym, co dźwigam na ramieniu. Nie ma tam jednak niczego ciekawego. Może poza incepcją - noszę torbę w torbie. Skręciłam sobie również nowy ochronny odblask (Pani Matce również, ale w mniejszej formie) i będę go pokazywać, jak uruchomię aparat (nie dość, że zezowaty, to jeszcze nie mam natchnienia, żeby baterie naładować).

Torebkowa incepcja.
Wyraziłam już frustrację i zmęczenie, czas wracać do zdobywania metaforycznych górskich szczytów. Będę walczyć z zapięciem spódnicy. Planowo miała być skończona wczoraj, dzisiaj chciałam uwiecznić ją podczas małej sesji foto-foto, a około piątku silnie się chwalić, lansować. Nic z tego, wiatr w oczy, kłody pod nogi i nóż w plecy. Piękne jest życie, tylko codzienna dawka trutki za duża.

12 komentarzy:

  1. Wow, to masz takie zdolności, że sama przerabiasz swetry?! Jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję, że się pochwalisz:) Damska torebka to temat rzeka. Ja raz na jakiś czas wyrzucam wszystko i wtedy jestem zdziwiona pojemnością mojej torby:) Zawsze mogę w niej znaleźć coś, co mi zaginęło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim zamierzam się pochwalić, tylko nie mam okoliczności fotograficznych ostatnio :) Trochę się eksponatów nazbierało.
      Moja torebka też skrywa wiele tajemnic. Niektóre znaleziska nadają się do opisania w National Geografic ;)

      Usuń
  2. Mówią, że regularne zażywanie małych dawek trucizny uodparnia na śmiertelną dawkę w przyszłości. Szkoda, że to nie działa w przypadku słodyczy (ponoć to też trucizna) i ile by człowiek nie zjadł to tyje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś kiedyś powiedział, że najzdrowsze jest to, czego się nie zje :) Wmawiam sobie, że różnego rodzaju żelki mają wiele witamin i mikroelementów. Placebo najlepszym lekiem ;)

      Usuń
  3. Ja czasem mam wrażenie, że w ogóle nie potrafię rozmawiać z ludźmi... Rację już dawno sobie podarowałam. Komu ona w ogóle potrzebna? Wolę święty spokój:)
    Filmy chińsko-hongkongskie mnie przerastają, chyba mi Hollywood zrobiło z mózgu papkę, bo nie potrafię już skupić się na innych produkcjach, nawet europejskich, a przecież kiedyś, pamiętam, chętnie i z wielkimi emocjami oglądałam na przykład serial Abigel (węgierski), Kobieta za ladą i Szpital na peryferiach (czechosłowacki), a nawet radziecki - Przygody Elektronika. Gdy tak sobie zaczęłam wspominać, to przypomniało mi się całkiem sporo produkcji z różnych krajów, nie będę wszystkich wymieniać... A teraz... każda, inna od amerykańskiej, forma filmowego przekazu mnie drażni i odrzuca... To jakiś kanał jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sytuacja z filmami jest zupełnie odwrotna. Wolę nieamerykańskie produkcje, bo tak się przyzywyczaiłam do hollywoodzkich szablonów, że nic mnie w tych filmach już nie zaskakuje. Lubię intrygi, których nie można rozwiązać, jakąś przeszkodę dla mózgu. Oglądam co prawda amerykańskie seriale, ale nie gardzę angielskimi i koreańskimi. Jeśli chodzi o komedie, to Francja wygrywa w rankingach. A dramaty azjatyckie. :) Trudno się przestawić, to fakt. Jakiś czas temu wgryzałam się w koreańskie filmy i seriale, strasznie głupie mi się wydawały, ale już się przestawiłam.

      Usuń
  4. A dzisiaj kurier wysłał mi smsa, w którym napisał: bd u między 11-13. Zaniemówiłam na chwilę:)) Ja nie potrafię, a przynajmniej tak mi się wydaje, zwracać uwagi tak, żeby nie zostać odwbrana jako ktoś złośliwy. I w sumie to wychodzi na to, że albo się czepiam [zwracam uwagę:P], albo mam w dupie. Sama też popełniam błędy i fajnie mieć ich świadomość:)
    Za to kłócić się lubię. Chociaż i mój wybuchowy dość charakter został przytemperowany, a raczej stępiony. I to chyba właśnie kwestia dorastania do pewnych rzeczy i częstsze chodzenie na kompromis. Za to jak mnie coś bardzo zdenerwuję to drę się, mocno gestykuluję, i nie baczę na nic. A później siedzę cicho, aż przemyślę temat, i dojdę do wniosku że wypada przeprosić albo porozmawiać na spokojnie;)
    Poka poka sweter!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mam aż 2 swetry do pokazania :)
      Bardzo się staram zwracać uwagę w sposób nieczepialski, ale ludzie przeważnie z góry są źle nastawieni na wszystko. Może to kwestia wychowania, że perfekcja ma być za wszelką cenę, a błędy są domeną głupich.

      Usuń
  5. Ponoć ludziom od nadmiaru wszelkiego zawsze się przewraca. A jeśli chodzi o władzę to już w ogóle :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś powiedział kiedyś, że nic tak nie demoralizuje jak władza. Coś z tym przewracaniem jest na rzeczy, wszystko w nadmiarze szkodzi.

      Usuń
  6. To ten film z Li Gong? Podczas produkcji którego zrujnowano park narodowy? O, jaaaa... Chcę to obejrzeć!

    Ja też nie lubię się kłócić, ale ostatnio mam chęć wpaść do biura firmy, w której pracuję (a codziennie jestem blisko) i zrobić piekło w dziale HR. W sumie raz tam wpadłam, to dostałam dokumenty od ręki, bo przez miesiąc trudno było im przygotować i wysłać, a tak to w 15 minut ogarnęli... Dziadostwo się szerzy, a ręce opadają. Myślisz, że mają tam władzę, czy tylko im się poprzewracało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to podczas "Przysięgi" ten park wdeptano w pył. W "Przysiędze" był Jang Dong Gun, więc też warto.

      Mają trochę władzy, ale wystarczyło, żeby przedawkować. Nie musi być rząd dusz, żeby zwariować ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.