czwartek, 3 października 2013

Najśmieszniejszy sposób

Opowieść o poświęceniu i zmaganiach z przeciwnościami. Dopadł mnie wirus, a jednak skończyłam tutorial włosowy. Teraz mogę odebrać honorowy tytuł w Ministerstwie Bohaterstwa. Jeśli opis będzie niejasny, proszę o wybaczenie, this girl is on fire, temperatura głowy przekroczyła dopuszaczalną wartość.
Nie może też zabraknąć piosneki. Bo trzeba się rozweselić.


Konkrety, czyli recepta na powyższą fryzurę. Potrzbne są:


1. Garść skarpetek. Podstawą jest 6 sztuk, czyli 3 pary. To jeszcze zależy od gęstości włosów, można liczbę skarpetek zmniejszyć lub powiększyć.
2. Grzebień i woda w butelce spryskującej. Niech nikogo nie zmyli, że moją butelkę ozdabia etykietka. To zupełnie najzwyczajniejsza woda.
3. Włosy w długości pozwalającej na kręcenie.

Proces:


Podział na sekcje prezentuje obrazek pierwszy. Litery oznaczają skarpetki z tej samej pary. Żeby była symetria, bo wiadomo, że bywa różnie, czasem się więcej nawinie. Sekcje o oznaczone tą samą literą powinny mieć mniej więcej równą sobie powierzchnię.

Skręcanie zaczynamy od górnych sekcji. Jest łatwiej w ten sposób. Skręcamy do tyłu, zatem supeł ze skarpetek będzie widniał z przodu. Jeśli chodzi o boczne sekcje - skręcenie następuje od dołu, więc kokardy skarpetowe będą na górze.
Nie jest zabronione kombinowanie i pracowanie przy mniejszej/większej ilości sekcji. Przy najcieńszych włosach można podzielić włosy na 3 - góra i boki. W tym przypadku 2 boczne sekcje to para skarpetek, a górną zabezpieczy skarpetka-singielka. Tak w skrócie wygląda system.

Po oddzieleniu każdej sekcji spryskujemy ją wodą, rozczesujemy, a dopiero potem zawijamy. Ogólnie włosy powinny być suche przed rozpoczęciem, sposób nie sprawdza się na mokrych lub wilgotnych, bo zwyczajnie nie schną, zmarnowany czas.

Kiedy już wszystko zostanie zwinięte, udajemy się na zasłużony spoczynek. Spanie w skarpetkach na głowie nie jest uciążliwe. Przestroga - wiązanie ciasnych supłów nie ma sensu, zwijanie naciągające skórę głowy jest niepotrzebne.

Rano owijamy głowę chustką lub innym czepcem, wszystkie normalne funkcje życiowe wykonujemy bez paniki. Kiedy już skończymy nakładać makeup, możemy przystąpić do formowania fryzury. Na początek pozbywamy się skarpetek. Odbezpieczamy, rozwiązujemy, rozplatamy. Ukazuje się widok okołotaki:


Blond głowa ilustracyjne demonstruje następną czynność. Nachylamy głowę, opuszczamy w dół i, w miejscu wskazanym przez czerwoną strzałka (za uszami potyliczna część), zanurzamy obie dłonie i wstrząsamy włosami. Loki rozdzielą się, staną się bardziej podatne na formowanie. Zatem formujemy ostateczną fryzurę, uwieczniamy lakierem, gotowe!


Uwagi końcowe.
1. Przed nałożeniem skarpet można wklepać w masę włosową preparaty utrwalające, typu pianki (ja tego nie robię, bo nie lubię mieć dużo produktów na włosach, a nie potrzebuję dodatkowego utrwalania).
2. Obrazki pomocnicze są w kolorze blond, ponieważ pomyślałam, że będą bardziej czytelne.
3. Jeśli coś przeoczyłam, zapomniałam wytłumaczyć, wystarczy zapytać.
4. Nie muszę chyba wspominać, żeby wyprać skarpetki przed rozpoczęciem procedury?

30 komentarzy:

  1. Skarpety we włosach- świetny pomysł! :D
    Uwielbiam Twoje usta. Są przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł nie do końca mój, wyparzony gdzieś, już nie pamiętam gdzie. Ale skuteczny bardzo!
      Dziękuję za komplement! (◡‿◡✿)

      Usuń
  2. Skarpety używałam do tej pory jako wypełniacz koka. W roli loko-twora jeszcze nie ;)
    Fajna fryzurka i co najważniejsze prawie sama się robi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że skarpetki mają więcej zastosowań, o których nie śniło się nawet filozofom ;)

      Usuń
  3. bardzo fajny lokowany bałagan na głowie :D achhh kusi, by sobie też taki zrobić, ale znając moje włosy, zupełnie by się nie przejęły moimi chęciami, jak zresztą nie przejmują się większością zabiegów, jakie na nich wykonuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Moja siostra ma taki sam problem. Może robić wszystko, a i tak nie będą słuchały. Problem ze strukturą włosa i komunikacją ;)

      Usuń
  4. Zdrowiej!!!! Pamiętaj dużo pić i leżeć w łóżku. Ja z tego chorowego lenistwa stworzyłam kolejną bransoletkę:) Pozdrawiam negatyfffka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Z tym leżeniem to nie do końca daję radę, bo nuda straszna.

      Usuń
  5. A to ci! Skarpetki? Hmm, hmm..... no to jutro sobie wypróbuję, akurat na sobotę nie mam planów a dzisiaj muszę umyć głowę. Co prawda u mnie ostatnio deficyty skarpet, ale ze trzy pary może gdzieś wygrzebię. Gorzej że nie mam pianki, ale jutro odwiedzę mamę to wysępię od niej lakier do włosów:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, jak wyszło :) Mam nadzieję, że wystarczyło Ci skarpetek.

      Usuń
    2. Łoo, wystarczyło, i nawet się trochę trzymało. Zastanawiam się nad weselną fryzurą, a na wesele idę za tydzień, jeszcze raz sobie tak zakręcę i przemyślę jak to wygląda z sukienką:))

      Usuń
    3. W takim razie powodzenia! :D

      Usuń
  6. Ale masz lwią grzywę! Moje włosie też jest długie, ale zdecydowanie mniejszej objętości, liczę że dzięki Twojemu tutorialowi stanie się skarpetkowy cud! Myślę, że powinnaś dopisać, że jeśli ewentualny wąchacz loków jest skarpetkowym fetyszystą to lepiej ich nie prać;P hm, ponoć istnieją miłośnicy okołostopowych tematów, nie można ich dyskryminować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Objętość rzeczywiście się powiększa :)
      Wolę się nie mieszać w ludzkie dziwactwa. Polecam higieniczną wersję. Jakieś bhp musi być! :D

      Usuń
  7. Może kiedyś spróbuję. Masz fajna fryzurę!

    emeraldsandnutella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Koniecznie spróbuj - nie jest trudne, a efekt może zaskoczyć :)

      Usuń
  8. Ja nie mogę :)) Idę wyprać skarpetki. Ale trzeba przyznać, że efekt iście holiłódzki (co komplementem w tym wypadku jest!) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Hollywood ze złotej ery, jak Rita Hayworth ;)
      Powodzenia w nowym zastosowaniu skarpetek :D

      Usuń
  9. Ale super:) Wypróbuję choćby z ciekawości, mimo, że z lokami nigdy się sobie nie widziałam... Niejakie doświadczenie już mam, bo w młodości próbowałam papiloty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loki lokami, ale choćby dla samej objętości warto zainwestować w skarpetki ;)

      Usuń
  10. umarłam! papiloty ze skarpetek! uwielbiam Cię!
    masz przepiękne włosy, takie z reklam szamponów! idealne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zareagowałam podobnie, kiedy pierwszy raz się z kręceniem skarpetkowym spotkałam. Pomysł nie jest mój, ale nie mogę znaleźć źródła, z którego go pozyskałam (ale był na 3 pary, ja go rozbudowałam dla lepszego efektu).

      A moje włosy to rodzinna tradycja z północno-wschodnich rubieży II RP. Muszę dbać, bo to najlepszy spadek po przodkach ;)

      Usuń
  11. Tak jak ta blondyna na ostaniej fotce obok Ciebie wyglądałam za młodu, zanim moje włosy nie zaprostestowały i postanowiły zostać prostymi badylami, a poza tym daję Ci błogosławieństwo do zrobienia graficznego medalu za bohaterstow który będziesz wręczać komu będziesz chciała, sobie dziewczęta będą na blogi wlepiać zamiast tych durnawych wyróżnień :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amerykańscy naukowcy, zamiast badać życie na Marsie i inne nieistotne sprawy, mogliby się zastanowić, dlaczego niektóre włosy z upływem lat zmieniają stan skupienia. Moje kiedyś były proste, później ładnie falowały, a teraz zależy od pogody albo moich starań.
      Przemyślę sprawę medalu :D

      Usuń
  12. Rozumiem, że partie włosów owijamy wokół skarpetki, a potem ją zawiązujemy, tak?
    Fajny ten pomysł :) Muszę spróbować. Twoje włosy wyszły bajecznie. Jak gwiazda filmowa :)

    Ostatni punkt mnie rozłożył :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak, dobrze rozumiesz :)
      Dzięki i powodzenia! :)

      Usuń
  13. Donoszę, że u mnie i osób o włosach podobnych do moich by się nie przyjęło. Za to przyjęło się tak: mycie, podsuszenie, w ostatniej fazie wilgoci pianka z Syossa super-duper trzymająca. Po wyschnięciu rozczesanie i lokówka Rowenta (o ile dobrze pamiętam, taka z rękawicą, bez języczka łapiącego włosy, nastawiona na 160-180). Na koniec roztrzepać lekko, spryskać lakierem i tak uparte proste włosy udało się nakręcić na całe wesele i poprawiny. No, dobra, po jakichś 20 godzinach zaczęły się prostować, ale to i tak długo. Ładnie pofalowane były jeszcze 31 godzin po zrobieniu, kiedy je umyłam.
    I to jest jedyna słuszna wersja dla osób z uparcie prostymi włosami. Polecam, byle nie za często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jest mi przykro, ale nie mogę niczego zrobić. Twój sposób jest dla mnie zbyt skomplikowany, nie mam lokówki Rowenta, innej też, nie udało mi się wyłudzić od producenta (nie poddam się tak łatwo, znajdę sposób). Termoloki by Ci się sprawdziły. Ale kto ma czas, ochotę i narzędzia?

      Usuń
  14. Patent ze skarpetkami uważam za genialny w swej prostocie. Jak tylko lekko zapuszczę swoją czuprynę na pewno przetestuję. A pomysł z blond głową jest świetny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsza jest prostota :) Powodzenia w zapuszczaniu włosów! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.