środa, 7 sierpnia 2013

Niewidzialna zmiana

Nie robi się latem swetrów! A ja zrobiłam. Było zimno przez jakiś czas, chciałam jeden serial skończyć, a o suchych rękach mam wyrzuty sumienia. Tak powstał kolejny trochę szeroki workowaty wytwór, z którego jestem całkiem zadowolona. W pasmanterii spodobał mi się kolor. Pastelowa brzoskwinia, taki słodki, taki śliczny... Od razu zaczęłam wizualizować sobie jakieś zgrabne dziergadełko. Zgrabne nie wyszło. Teraz pracuję nad drugim egzemplarzem, który prawdopodobnie podaruję (taki był pierwotny zamiar, jak mi się spodoba za bardzo, zatrzymam sobie). Zdjęcia na człowieku zrobię, jak spadnie temperatura ogólna, gdyż nie dysponuję klimatyzacją, a na półkulę południową nie wybieram się w najbliższym czasie. Chociaż chciałabym pofrunąć do Argentyny na przykład. Takie nieszkodliwe marzenie.

Druga, bardzo ważna kwestia - włosy. Obsesja obsesją, nie chcę poruszać tego tematu w stopniu dogłębnym, ale trochę postanowiłam go rozwinąć, ponieważ kilka osób rozmawiało ze mną na ten temat dość intensywnie. Dla ułatwienia sobie życia, postanowiłam opisać różne aspekty dotyczące moich włosów letnią porą.
Jeśli chodzi o czesanie, z powodu upałów muszę uczepić się opcji przewiewnej dla głowy. Posiadanie czupryny króla lwa jest fajne, ale można też się nieźle poddusić. Dlatego warkoczące warkocze.
Wersja pojedyncza nie wchodzi w grę - włosy są długie, robi się zbyt ciężki splot. Staram się zaplatać po bokach, a później kombinuję resztę.

Opcja nr 2 częściej występuje.


Zebrałam się na też odwagę i sama, własnoręcznie, bez pomocy i z nastawieniem nikt mi nie powie, wiem co mam robić, szklanką o ścianę rzucam, chcę wychodzić, rozjaśniłam sobie kilka kosmyków końcowych. Zrobiłam to źle, nieumiejętnie i tak dalej, ale nauki zostały wyciągnięte, nie wygląda to najgorzej (mogło być bardziej tragicznie). Tak naprawdę prawie nie widać efektów, więc tylko dla mojego psychicznego komfortu można mówić o jakiejkolwiek zmianie. Wprawne oko zobaczy, reszta ludzkości się nie zadziwi.

I uwagi dla ludzi, którzy planują taką operację na sobie. Po pierwsze - uwaga na oczy. Ja sobie oczywiście trzasnęłam mazią w gałę, bo nie byłabym sobą, gdybym choć trochę okoliczności autodestruktywnych nie dodała. Na szczęście szybko przemyłam zimną wodą i mogę nadal cieszyć się wzrokiem. Brawo, za szybką reakcję oraz reanimację. Przytomność umysłu dobrem największym. Druga sprawa dotyczy potencjalnej możliwości zniszczenia włosów. Dużo czytałam/słuchałam o takiej ewentualności, więc przed zabiegiem rozpyliłam olejek, który zastąpił mi naturalne soki skórne. Czy to pomogło? Nie wiem, ale nie zaszkodziło. Niczego nie spaliłam, nie przesuszyłam nadmiernie, wszyscy przeżyli. Trzecie odkrycie - jeśli chodzi o zwijanie folii aluminiowej zabezpieczającej przed rozpanoszeniem się rozjaśniającej emulsji, najpierw należy zwinąć ją w górę, a dopiero na końcu zagiąć po bokach. Lepiej się trzyma. Sama to odkryłam, prawdopodobnie wszyscy już o tym wiedzą od pokoleń. Bardzo ważnym narzędziem jest stary ręcznik, który ochroni skórę (szyja, ramiona) przed konfrontacją ze żrącym specyfikiem. Dla ludzi o zbliżonych do moich zdolnościach autodywersyjnych polecałabym również stary ręcznik skrywający odnóża. Nie dość, że ostatnio słońce mnie pogryzło, to jeszcze poprawiłam sobie toksyczną mazią... Samo życie!
Póki co porzucam myśli o całkowitej metamofrozie w blondynkę. Do fryzjera nie pójdę, bo jedyna osoba, której w tej dziedzinie ufałam, uciekła w świat, a poza tym jestem dusigroszem bojącym się, że coś pójdzie źle. Wolę siebie obwiniać.

Proces i szczęśliwe, nieefektowne zakończenie.

Następnym razem będzie ciekawiej, gdyż pojawi się zapowiadany już podarunek dla pana ojca. Poza tym przyswajam technikę wytwarzania wstążkowych kwiatków ozdobnych. Czuwaj!

Na koniec - w ramach poszukiwań letnich hitów, wróciłam do słuchania nie tak bardzo wschodniej muzyki.

15 komentarzy:

  1. Robi się swetry latem - zrobiłam dwa niedawno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przodownico pracy! Ja zrobiłam 1,5 :)

      Usuń
  2. Bardzo podobają mi się rozjaśniane kosmyki i fryz z pierwszego zdjęcia. Podziwiam Twoją umiejętność samodzielnego zaplatania warkoczyków po boku głowy! Bardzo ciekawam dziergadełka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Warkoczyki mają swoją historię. Moja mama nigdy nie umiała ich robić, nie miała cierpliwości, więc musiałam się nauczyć.

      Usuń
  3. Ponoć konsekwentnie stosowany sok z cytryny fajnie rozjaśnia włosy, znaczy we włosy go trzeba wcierać:)) ale pić też, na upały świetny z miętą i miodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że z sokiem z cytryny na głowie trzeba wyjść na słońce na 15 minut i dopiero wtedy działa. Tak samo ktoś mówił o miodzie. Zbyt łakoma jestem na takie naturalne specyfiki. Wolę pić :)

      Usuń
  4. Ja rzeczywiście latem swetrów nie dziergam, włóczka mnie parzy od samego patrzenia;) Ale różne rzeczy dłubię bez przerwy, bo z powodu "suchych rąk" też miałabym wyrzuty, zwłaszcza, że zaczęłam kolejny serial - 6 stóp pod ziemią - niespecjalny, ale lekko się ogląda, jak CSI Miami;)
    Włosy miałam kiedyś blond i po tamtych czasach zostało mi przekonanie - nigdy więcej! Nawet w pasemkach. Taki mam uraz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że "suche ręce" to nie tylko moja zmora :)
      Też kiedyś miałam blond, ale koleżanka mi pomagała. Sama się boję. Pewnie głupio będę wyglądała, ale już od dłuższego czasu za mną chodzi złocistość :)

      Usuń
  5. Jak chcesz bezbolesne rozjaśnianie bez niszczenia, to powiem, jak: bierzesz najsilniejszy rozjaśniacz z drogerii, i wrzucasz na włosy, wszystko wkoło wysmaruje się samo, nie wiem, jakim sposobem, ale tak będzie. Potem odżywkę, potem następnego dnia powtarzasz, z tym, że przed odżywką kładziesz kolor właściwy. U mnie działało. Z prawieczarnych też. Znaczy u mnie się nic nie zniszczyło, bo miałam mocne włosy, teraz pewnie wyszłoby siano, ale teraz włosy same się rozjaśniają nadmorskim słońcem :) (Wreszcie nabrały takiego koloru, jaki chciałam mieć :) Nadmorskie słońce też polecam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekam, aż się spotkamy i zrobię to pod opieką kogoś dorosłego ;)
      Ciesz się tym słońcem! Chyba powinnaś tam zamieszkać. Mogłabym Cię odwiedzać...

      Usuń
    2. To poczekaj jeszcze 2 lata, akurat planuję się tu przeprowadzić :)
      A na rozjaśnianie z miesiąc poczekaj, aż będę w okolicy ;)

      Usuń
  6. pierwsza fryzura wymiata! gdybym tylko miała dłuższe włosy... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! A Twoje włosy zawsze mogą urosnąć, to nie taki problem, jeśli nic nie stoi na przeszkodzie ;)

      Usuń
  7. Kurde ja nie zrobiłam w życiu ani jednego swetra i teraz mi głupio ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest do nadrobienia. A dzierganie nie jest takie trudne :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.