piątek, 12 lipca 2013

Odległość nieskończona

Ten moment bezwładności. Kiedy już wiadomo, że dzieje się zderzenie, ale jeszcze nie jest ono zakończone. Kiedy oczy otwiera się szeroko, a jednocześnie odruchowo zamyka.

Kolejne ćwiczenie piśmiennicze, tylko tym razem słabo wyszło. Przygotowuję całą dłuższą wypowiedź na temat tych ćwiczeń, więc póki co zostawię owianie tajemniczością. Nie miałam pomysłu na wstęp, a trochę do tematu pasowało.
Dzisiaj będzie rozgawora o rozterkach, czarnych myślach i czarnym słońcu. Nawet leśne jagódki mają czarne serce, które biją im radośnie. Każdy przedszkolak doskonale o tym wie. Gdzieś się moja Julia Kristeva zagubiła (w kartonie, którego nie będę otwierać, żeby nie zaburzyć względnego ładu w delikanym ekosystemie), więc nie będzie poważnych tez i argumentów. Czarnym słońcem nazywam jamnika. I nawet pomyślałam sobie ostatnio, że żal mi ludzi, którzy nie mają czarnych jamników. Chociaż z drugiej strony, gdyby je mieli tylko dla podkreślenia swojego statusu, to lepiej nie. Jamnik jest istotą kruchą psychicznie, trzeba go kochać raz na zawsze.
Pikosław nauczył się ostatnio nowej sztuczki. W sumie zna już 4 i pół. Jestem z niego dumna, może go to zmotywuje do dalszej edukacji. Za kilka dni dopełni się dziesiąty miesiąc naszej znajomości.

Smutek i melancholia. Jakiś czas temu głośno było o pokoleniu emo, czy czymś w tym rodzaju. Muszę potwierdzić moją przynależność. A przy okazji oddać sprawiedliwość nożom kuchennym Fiskars (nie płacą mi za reklamę, ale powinni, chociaż małą rekompensatę). Takie dobre noże, że człowiek nawet nie wie, kiedy się tnie. Smutno ci? Wesoło? Nie szkodzi! Nawet nie zauważysz, jak krew zaleje twoją kuchnię! Nawet nie poczujesz!
Prawdopodobnie używam źle. Przyznaję się, że jestem łamagą kuchenną. Lubię gotować, piec, ale tydzień bez choć drobnego uszkodzenia jest celem nieosiągalnym.

Drugie uderzenie melancholii - żelki. Skończyły się moje ulubione jelly beans. Wyczerpanie zapasów w magazynie? Nie wiem, zupełnie nie można ich nigdzie kupić. Przynajmniej w mojej okolicy. Moja okolica nie jest bardzo industialna i zurbanizowana, więc prawdopodobnie ktoś doszedł do wniosku, że tutaj ludzie jedzą tylko ziemniaki, toteż nie opłaca się wprowadzać na rynek luksusowych produktów. Co więcej - należy je wycofać. Żelki to moje ulubione słodycze. Z przekonaniem rzuciłam się na dietę wegetariańską, ale na tyle bezideologicznie, że żelki z jadłospisu nie znikną. Jeśli chodzi o słodycze i napoje - preferuję przejrzystość. Jest to długi i zawiły temat, więc odkładam go na inny termin. Jednak w związku z moją słodką depresją - przerzucam się na czarne. Wiem, że wiele osób pała nienawiścią do lukrecji. Ja natomiast lubię te najbardziej obrzydliwe odmiany czerni - słony salmiak (w wersji katjesowych śledzi). Tutaj oczywiście ponownie odzywa się ruralizacyjna rzeczywistość. Kto będzie zaopatrywał swój przybytek handlu w produkt, którym interesuje się jedna szalona osoba? Na szczęście jest jeszcze lukrecja klasyczna, zwinięta niczym prostolinijna spirala mózgu winniczka. Są jeszcze opcje urozmaicone, upstrzone kolorami tęczy, ale nie przepadam specjalnie. Czarne to czarne.

I tym krótkim podsumowaniem zamknę tydzień, który niekoniecznie należy do najbardziej udanych. W przygotowaniu mam kilka radośniejszych postów. Między innymi o piśmienniczych ćwiczeniach dla umysłu i wyobraźni; o pastelowych kolorach; o książkach na lato. Teraz natomiast podzielę się myślą, która z pewnością zakwitłaby w głowie Paulo Coelho, gdyby tylko pisarz adoptował czworonoga:

Życie jest czarną, gorzką kawą. A jamnik jest doskonałą kostką cukru.

6 komentarzy:


  1. Myślę, że zasmakowałby ci cukier muscovado - jest bardzo ciemny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, ale chyba dzisiaj z czymś takim wypiłam kawę. :)
      Dzięki za sugestię!

      Usuń
  2. Stwierdzam, że jesteś szalona! Z całą sympatią stwierdzam - żeby nie było :D Istwierdzam to ja- CZARNY charakter :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
      Kiedy byłam mała wpadłam do beczki z wodą, na główkę. Myślę, że to miało duży wpływ na to, jak formowały mi się sklepienia pod ciemieniem. :)

      Usuń
    2. Prawie, jak Asterix, który dzieckiem będąc też wpadł. Do kociołka z magicznym napojem. Co dało mu nadzwyczajne moce. Myślę, że Ty też masz moce:) Na przykład, choć sama w smutku, masz moc rozweselania innych:)
      A złota myśl myślę sprawdza się w przypadku psa każdego rodzaju:)

      Usuń
    3. W takim razie moje moce są lepsze niż te, które miał Asterix :)
      Dzięki!

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.