poniedziałek, 22 lipca 2013

Nikogo nie obchodzą bezcukrowe cukierki

Zanim opublikuję kolejne radosne opowieści o modzie, stylu i innych niepotrzebnie przyjemnych kwestiach (bo to w końcu blog o uciekawianiu życia), oto kilka wyjaśnień oraz przemyśleń bardziej poważnych. Normalnie jestem wesołym kurczakiem rozsiewającym tęczę oraz cukierki owocowe. Ostatnio jednak nie mam czasu na ogrodnictwo szczęścia, a cukierki kupiłam bezcukrowe. Co za absurd - bezcukrowe! Są z zielska, pobudzają oczy do otwarcia się (Narkomanka!) i nie smakują słodko. Padło mi już na głowę... Zastanawiam się, co ja robię z czasem, bo nawet moje włosy zaczęły wyglądać obrzydliwie. Więc tym bardziej nie mogę o modzie i stylu publikować, ponieważ musiałabym zrobić zdjęcia, a z obrzydliwymi, sianowatymi włosami nie mam odwagi się upubliczniać. Wystarczy, że ludzie na ulicy mnie wytykają (co nie jest prawdą, ale to będzie ważne nawiązanie do dalszych rozważań).

Wytykanie na ulicy, bardzo brzydka sprawa. Ja tego nie robię, ale nie, bo jakaś lepsza społecznie jestem. Jestem dość tępa, nie mam oka do wyhaczenia ludzi, których potencjalnie mogłabym wytknąć. Jak już patrzę, to mówię do współwędrującej ze mną osoby:
- Patrz, jaką babka ma torebkę!
I mówię to z nutą pochwały oraz zazdrości. Bo zauważam to, co mi się podoba.
- Jakie ładne dziecko!
- Ej, kaczka w środku miasta!
Nie zauważam natomiast moich znajomych. Ktoś mówi, że cześć, że dzień dobry, a ja dopiero po chwili załapuję. Dopiero dzisiaj zorientowałam się, że w sklepie z mąką sprzedaje moja koleżanka z dawnych lat.
Co mnie natomiast denerwuje, jest tematem ważniejszym. I znowu zaznaczę, że nie uważam się, za istotę przebywającą na wyrzynach dobroci i świętobliwości. Myślę, że mam normalne podejście do ludzi. Przecież życie uczy, że pozory mylą.

Widzisz kogoś, kto odstaje od normy, kto nie mieści się w foremce twojego wyobrażenia o normach wizualnych, czy innych cechach odznaczających się na pierwszy rzut oka.
Widzisz otyłego dzieciaka. Ha, ha! Jaki śmieszny! A może oburzenie, powinno się go odebrać rodzicom? Albo leniwy grubas, zamiast grać w piłkę, siedzi całymi dniami przed telewizorem? Nie zasługuje na pozytywną reakcję, nie zasługuję nawet na neutralną. Zmieść go z powierzchni globu, bo psuje krajobraz. Pewnie, że można ziać agrechą. Ale czy ten gruby bachor chce być gruby? Na pewno nie. Gdyby mógł, gdyby wiedział, co ma zrobić, co może zrobić, pewnie zmieniłby to. Jest już wystarczająco nieszczęśliwy, będąc codziennie grubym dzieciakiem, nie trzeba mu dokładać od siebie. Obcym okiem, obcym śmiechem zaganiać go przed telewizor. Bo będzie się wstydził wyjść z domu i zagrać w piłkę. Wie, że ludzie będą się gapić, śmiać powtarzając "Ale grubas, jak on biega!'. Bardzo motywujące, zaprawdę.
Kiedyś czytałam artykuł, że ludzie, którzy mają w którąkolwiek stronę problemy z wagą (niedowaga, nadwaga, nieodwaga), mają już psychiczne różne problemy w głowie, więc dodatkowe ciosy na pewno nie będą kopniakami na rozpęd. Raczej dobiją takiego człowieka bardziej. Bo wiecie, co ma każdy człowiek? To dziwne, ale każdy człowiek ma uczucia.
Spotkałam się ze stwierdzeniem, że taka Susan Boyle (ta pańcia od śpiewania) to jest za głupia, żeby śpiewać. Robi, co jej każą, a jej interpretacje są złe, nie rozumie, co śpiewa, bo jest za głupia, wykonuje tylko wyuczone sztuczki. Albo, że ludzie po siedemdziesiatym roku życia są brzydcy i nie powinni przychodzić na plażę. Staruszka w kolorowej sukience? Sfiksowała, wariatka jakaś. I to hipsterskie nastawienie - uuuu, facet na spacerze z beaglem - kupił se modnego psa, snob. Jeśli ma alaskańskiego wilkołaka - hehe, już nie są modne! Nakupują modnych, a później to się zmienia, a oni utknęli z rasą na kilka lat.
W tym miejscu mam kilka pytań retorycznych.
1. Kogo obchodzi iloraz inteligencji Susan Boyle? Kobieta wkłada w śpiewanie serce, ma umiejętności, głos. Ładnie śpiewa, moim uszom to wystarczy...
2. Czy człowiek z czasem traci status człowieka? Czy z wiekem zaciera się jego człowieczeństwo i traci przywileje przysługujące młodszym?
3. Co za różnica jakiego ma się psa? Wiadomo, nie każdy może być jamnikiem, ale nie bądźmy nazistami.

I ostatnie - jakie kompleksy trzeba mieć, żeby zupełnie niegroźni bliźni, tacy spotkani na ulicy, plaży, zobaczeni w przypadkowym telewizorze, stawali się skrzyżowaniem publicznego pośmiewiska ze spluwaczką? Nie wierzę, że zadowoleni z siebie ludzie, którzy nie mają sobie niczego do zarzucenia, potrzebują osoby, którą mogliby wyszydzać.

Już miałam zakończyć, ale nie marnuję drzew, marnuję prąd, więc jeszcze troszę pociągnę temat, w wersji bardziej rozwodnionej. Wydawało mi się kiedyś, że te głupie wojny typu "Republika jest lepsza od Lady Pank" (bo jest), kiedyś się skończą, wszyscy zainteresowani pójdą swoją drogą, każdy będzie słuchał swoich ulubionych dźwięków i nikt już nie powie, "Jesteś głupia, bo słuchasz głupiej muzyki". Miałam nadzieję, że wyrasta się z tego. I na przykład ja, niegdyś mała nirvana, wyrosłam. Słucham głupiej muzyki, ale wcale nie dlatego jestem głupia. Wręcz nie jestem głupia. A tu nagle, ludzie starsi ode mnie, gotowi są bić się, uderzać pięściami w skamieniałe (ze starości i poglądów) głowy, bo ktoś nie lubi jakiegoś zespołu, który dawno już nie istnieje, ale był prawdziwy, autentyczny oraz o wiele lepszy od tego gówna, co się teraz słucha. Wydaje mi się, że można słuchać nagrań archiwalnych, a poza tym - kogo obchodzi? Czy to jest najważniejsza rzecz na świecie? Czy od muzyki zależy nasze istnienie? Fakt, sztuka coś tam kulturze robi, rozbudowuje, a muzyka to też sztuka, jesteśmy cywilizowani, rozwinięci, mamy humanistyczne wartości. Ale żeby ze zgrzybiałych dziadków robić bożyszcza i wyznaczniki czegokolwiek? Są naprawde ważniejsze problemy. Na przykład artykuły do napisania. O kulturze, o śmieciach... Nie uważam, że kolegowanie się z kimś o skrajnie różnych upodobaniach muzycznych jest niemożliwe. Piłują nas, że tolerancja, tolerancja, a później pierwsi sięgają po hejterski kamień, bo ktoś słucha Britney Spears (klik, klik, moja ulubiona piosenka BS).

Słabo mi wychodzi aktywność blogowa i międzyblogowe komentarze. Ale jestem autorem (dostałam ten tytuł jakiś czas temu i jeszcze go dobrze nie używałam), piszę poważne artykuły (mam zaplanowane do napisania 3, jeszcze dobrze nie zaczęłam, ale spoko, pierwszy termin 31 lipca...), piszę powieść z kurczakami w tle (utknęłam w pierwszym rozdziale). Mam tunikę do przerobienia w koszulę, zaczęłam dziubać sweter w kolorze morelowym. Jest zimno, a to przecież lipiec. Wszystko mnie usprawiedliwia!
(。◕‿◕。)

Na koniec muzyczne przypomnienie (kiedyś słuchałam dobrej muzyki i byłam mądra):

15 komentarzy:

  1. To ja, Haneczka. Zacznę nieco od końca :) "The Way" to piosenka chodząca za mną od tysiącleci, przez lata nie moglam jej znaleźć, a teraz już nawet nauczyłam się ją grać i śpiewać. Jeśli chodzi o blogowanie... No własnie, w moim przypadku nie idzie w ogóle. Mam kilka pomysłów, ale pogoda jest zbyt ładna, żeby marnowac czas przed komputerem. :)Waśnie o muzyke są głupie. Nie ma głupiej muzyki, każdy znajduje coś dla siebie i o to chodzi. Bez sensu kogokolwiek przekonywać, że muzyka, której słucham ja jest lepsza, niż muzyka, której słuchasz ty. Przyjemnie jest natomiast dzielić się niedawno, albo i dawno odkrytymi utworami, refleksjami, jakie pojawiają się słuchając ich.
    Jeśli chodzi o wygląd i zwierzątka - mi sie podobają wszystkie psy bez względu na mode, a ze względu na warunki niestety nie mam żadnego. Też mnie wkurza, że społeczeństwo odmawia starszym ludziom prawa do czynności czysto ludzkich, takich jak uprawianie sportów ("babcia na rolkach? Szalona!", dbanie o wygląd poprzez ubiór, makijaż, długie/krótkie włosy itd. Nie wiem, czy Ci wysyłałam, ale jak masz chwilkę, to zobacz Advanced Style prowadzony przez Ari Seth Cohena - wprost uwielbiam patrzeć na te starsze panie oraz od czasu do czasu panow.
    Naprodukowałam się... Mam nadzieję, że ma to wszystko ręce i nogi. :) pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam tego pogodowego szczęścia. Jesień, biegun zimna. Ale prognozy są optymistyczne.
      Waśnie o muzykę, o gust, o ulubiony kolor, są na tym samym poziomie. Bez sensu zupełnie. Wszystko, co napisałaś ma ręce nogi. Widziałam Advanced Style, czasami zaglądam. Poczciwa inicjatywa, дуже цікаво.
      Nie przestawaj się dzielić muzycznymi odkryciami, moja głowa pochłonie wszystko.
      Odzdrawiam, Hannno ;)

      Usuń
  2. Zła muzyka istnieje. "Ona tańczy dla mnie" jest złe:) Ale nie muszę tego słuchać. Inni jak chcą niech słuchają, byle nie w godzinach ciszy nocne. Waśnie o muzykę są takie z siódmej klasy. Pamiętam jak w szkole były dwie grupy: Bekstrit Bojs i Keli Famili i jakie wojny prowadziły między sobą. Oczywiście ja byłam w dwuosobowym obozie Nirvany:D Jakie to było głupie. Ale miałyśmy 14 lat. Gorzej, że niektórym to zostaje.
    Najbardziej bawią mnie nie ci, którzy się czepiają, że coś ci się podoba, tylko ci, którzy mają pretensje, graniczące z ochotą by cię ekskomunikować, bo czegoś nie słuchasz. Moja przyjaciółka była jakiś rok temu na weselu i posadzili ją koło ludzi, którzy chcieli zjeść ją żywcem, bo śmiała się przyznać, że zespół Dżem jej nie zachwyca (ale jak nie zachwyca, skoro zachwyca i wielkim poeta był!) 30-letni ludzie:) Cóż, że ze Śląska (chyba), a na Śląsku to mają prawdziwego pierdolca z tym Dżemem.
    Ja w tego typu sporach obstaję tylko przy jednym: Xena była lepsza od Herkulesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w życiu nie słyszałam "Ona tańczy dla mnie", więc nie mam nawet prawa wypowiadać się na ten temat :) Czasami czuję się jak ostatni człowiek na świecie, który nie ma konta na fejsbuku i nie słyszał największego hitu diskopolo.
      Za moich czasów była wojna o Britney i Christinę, a ja oczywiście nienawidziłam twórczości obu pań i słuchałam jak Grechuta śpiewa Witkacego. Aż mi się mózg zamarynował. Teraz odbijam sobie za młodzieńcze lata snobowania.
      Kiedyś zapłaciłam grajkowi muzycznemu, żeby nie śpiewał Dżemu. Chyba nie mam czego szukać na Śląsku.

      Usuń
  3. Do Manki: Głupia jesteś. Herkules był lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysztally nie kasuj anonima. To nie hejter, tylko mój mąż, który wszędzie mnie wytropi by toczyć spór o Herkulesa i Xenę:)

      Usuń
    2. Xena była lepsza, przegłosowane, Herkules był głupi i nawet nieprzystojny, chociaż wypadałoby. A ten jego przyjaciel? Razem wyglądali jak Fred Flinstone i Barney Rubble. Poza tym Xena zagrała w Battlestar Galactica, za co ma dodatkowe punkty.

      Usuń
  4. Ale "Ona tańczy dla mnie" w wykonaniu Cezika było genialne;)

    Pod koniec podstawówki namiętnie słuchałam Modern Talking więc też byłam głupia i dobrze mi z tym;P I tu mnie nasuwa się pytanie, czy mam prawo współczuć, albo żałować człowieka, którego sytuacja MOIM zdaniem jest kiepska, a zdaniem jego samego zupełnie satysfakcjonująca? Czy w ogóle mamy prawo cokolwiek oceniać, skoro wiadomo, że oceniamy z własnego punktu siedzenia, który z natury rzeczy musi różnić się od innych punktów siedzenia? Osobiście nie znoszę tekstów w rodzaju, ale szkoda, że: nie byłaś, nie masz, nie widziałaś.... Komu szkoda, ja się pytam? Bo mnie nie jest szkoda. Chyba, że sama powiem, że szkoda, że: nie byłam, nie mam, nie widziałam... Innym wara od żałowania mnie. Bo nie mają pojęcia, czego potrzebuję i co mnie uszczęśliwia.

    Inna sprawa, że na co dzień tak jestem pochłonięta życiem w swoim wewnętrznym świecie (albo pracą zawodową), że nie mam już sił ani czasu na zagłębianie się w cudze światy. Nie jestem w stanie dostrzec znajomych na ulicy. Bliżsi znajomi wiedzą i jest OK, dalsi się obrażają, że ignoruję, albo, co gorsza, nosa zadzieram, bo im się w głowie nie mieści, że można kogoś minąć i go nie zauważyć. A można! Ja mogę. Nie ze złej woli wcale. Po prostu nie jestem już w stanie wykrzesać wolnej uwagi na lustrowanie otoczenia. Chyba że na tym otoczeniu się właśnie skupiam. Na przykład w górach....

    A poza tym, to przecież muzyka łagodzi obyczaje. Co innego polityka, czy sprawy społeczne... To dopiero niekończące się zarzewia nienawiści, uprzedzeń i przemocy...

    Nie mam pojęcia czy to na temat, ale takie luźne refleksje mnie naszły po Twoim wpisie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest na temat! Każda refleksja. :) Nie zdajemy tu przecież matury, nie trzeba nam "klucza" do wypracowania ;)

      Podobnie myślę o tych tekstach "żałuj, że nie byłaś", albo "musisz zobaczyć!". Bym chciała, to bym była. I wcale nie muszę zobaczyć - mogę. Tylko kaczkę w środku miasta muszę zobaczyć. Bez reszty mogę żyć.
      Pamiętam, jak słuchanie Michaela Jacksona było uznawane za obciach. A teraz wszyscy się rzucili, teraz to są arcydzieła. Więc poczekajmy jeszcze kilka lat, a Modern Talking dołączy do klasyki muzyki rozrywkowej ;)
      Zawsze mnie zaskakiwały dziewczyny kłócące się, która wyjdzie za mąż za jakiegoś lalusiowatego pieśniarza. To też były wojny muzyczne. Po pierwsze - który laluś jest lepszy, a po drugie - która będzie tą żoną. Bez sensu jeszcze bardziej niż nienawiść, uprzedzenia i przemoc.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz został usunięty na prośbę osoby komentującej. Nie jest to jakaś cenzura z mojej strony.

      Usuń
  6. Dobry tekst, przeczytałam z wielką przyjemnością. Obawiam się, że spora ilość ludzi by go jednak nie zrozumiała. Tolerancja jest może znana ale bardziej jako definicja niż sposób postrzegania innych. I chyba do końca życia nieszczęśliwi będą wyszukiwać takich, których będą starać się doprowadzać do gorszego stanu niż oni sami są. Wszak najważniejsze, by zawsze był ktoś kto ma gorzej. Wtedy jest jakoś łatwiej żyć z tym wszystkim. Czyż nie? :/

    A wiesz, że czasem łapię się, że dziwnie patrzę na kogoś kto nie docenia muzyki, którą ja lubię? :) Myślę sobie "no jak to? co Ty gustu nie masz?" :) Ale staram się cierpliwie samej sobie tłumaczyć, że to nie świadczy o człowieku, co mu się w muzyce podoba :) Choć podobna "wrażliwość" ponoć łączy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Podoba mi się, co napisałaś o tolerancji, dobre uchwycenie :) I straszne to porównywanie siebie do innych, na każdym kroku mierzenie, czy nie jest się jeszcze na końcu, spychanie innych, żeby tylko pokazać, że nie jest się pokrętnie rozumienym "ostatnim".
      Podobna wrażliwość powinna łączyć, ale niepodobna nie powinna argesywnie dzielić. Wydaje mi się, że niektórzy źle rozlokowali swoją obojętność. To nad takimi małymi problemami powinno się wzruszyć ramieniem.

      Usuń
  7. Wytykanie na ulicy - moje dziecko doświadcza tego, że się ludzie gapią na jego skórę, ktoś się śmieje, coś głupiego powie. To boli, ale hartuje na przyszłe sprawy. Ocenianie innych po wyglądzie - częste, nawet jak się o sobie myśli, że nie...Szufladkowanie, posługiwanie stereotypami...itp itd. To wszystko istnieje. Co ja mogę? Dużo, jak sie okazuje.
    Gusty muzyczne? Jeeeju, jak się jest młodym, to i radykalnym. Potem te sprawy są drugorzędne. Znam takich ze świetnym gustem muzycznym, a totalne świnie na codzień.
    Ciągle twierdzę, żeby mniej zajmować się życiem innych, a bardziej zagłębić nad swoim. Coraz bardziej się alienuję. Nigdy nadmiernie nie szanowałm społeczeństwa, a teraz to mi się nawet nie chce o nim mysleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się szanować społeczeństwo, ale pielęgnuję przy tym krytyczne nastawienie w moim zamarynowanym zgorzknieniem serduszku.
      Prawda, takie wytykanie hartuje, ale nie każdego. Znam kilka osób, które źle zniosły różnego rodzaju kpiny i drwiny, wcale nie zyskały odporności.
      Przyznaję, oceniam po wyglądzie. To prastare pierwsze wrażenie...

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.