wtorek, 30 lipca 2013

Katastrofa w katakumbach

Krysztally to lajfstajlowy blog, a wszystko jest tematem lafjstajlowym. Maraton jest dobrym tematem. Jestem jednak zbyt leniwym człowiekiem, żeby pokonywać kilometry w tak wyczynowy sposób. Jedyny sport, który praktykuję, to ściganie się z jamnikiem, który i tak oszukuje, bo zabiega mi drogę. Tak, dzisiaj też trochę zapchajdziurowato, bo znowu nie zrobiłam niczego, czy można się pochwalić, ale bardzo bym chciała, jednak brakuje mi czasu, bo metaforyczny maraton opanował moje życie. Rzuciłam się w wir poważnego pisania i muszę odreagować. Literackie archiwowanie różnego rodzaju luźnych myśli bez sensu wychodzi mi najlepiej. Kiedy przychodzi chwila kończąca żarty, ucinająca wielką maczetą wszystkie formy śmieszkowania (- Jak się nazywała ukochana Szarika? - Pola Reksa.), dostaję ciśnienia, które blokuje moje twórcze moce. Nie jest bardzo źle, muszę nakreślić z sensem jeszcze tylko 15000 znaków. Ten post jest formą odetchnięcia, wywietrzenia mózgu. Trzeba było robić karierę w absurdalnym bredzeniu, zostać bohaterką "Mody na sukces"... Ale poważne sprawy też mają swoje plusy. Poznałam nowe słowo - szmuklerstwo.
Nie traćmy jednak czasu, bo  oto refluks umysłowy:

Nie mam gustu, podkreślam to za każdym razem, kiedy ktoś mnie pyta o zdanie w kwestiach mody, muzyki, filmu. Słucham koreańskiego popu i jakichś skandynawskich wynalazków, lubię bollywoodzkie rozterki. Moda? Styl? Odbiegnę truchtem otumanionego, rannego zwierza od tematu (samotność długodystansowca odbiegającego przy każdym rozgałęzieniu nerwowym, baterie w mózgu niklowo-kadmowe) - tyle się namnożyło ikon stylu, że nie wiem, co wybrać. Każda bardziej (lub mniej) znana twarz jest teraz ikoną stylu. Weronika Rosati, Joanna Horodyńska, jakaś babka z serialu, kilka babek z internetu. Ja bym nie powiedziała, nie nadała miana. A Roisin Murphy Björk zgapiają unikalny styl od Lady Gagi. Przed Lady Gagą cały świat ubierał się tak samo. Mam świadków (nie mam z nimi kontaktu, ale jakbym chciała, to może bym miała), że pojawiłam się na stołówce internatowej z ołówkami wplecionymi we włosy, zanim ktoś powiedział, że istnieje Lady Gaga, a hitem minionego lata była jakaś piosenka Wilków. I co? Jestem ikoną mody! Hipsterską do tego.

Ikona zawsze przywodzi mi na myśl malarstwo katakumbowe. Lubię słowo "katakumby". Brzmi jak jakaś rytmiczna onomatopeja, a tu katastrofa! Katakumba jako jama z grobami. Bez sensu te moje retrospekcje, wracamy do mody, stylu i ponadczasowego wdzięku.

Wiem, co jest ładne i brzydkie. Ale to nie są jedyne kryteria rządzące moim zmysłem estetycznym. Kolejne rozgałęzienie miałoby tytuł - ile zmysłów posiada człowiek? Zostawiam to do rozwinięcia nieznanej osobie w nieznanej przyszłości. Kiedyś może narysuję zbiór, jak w pierwszej klasie podstawówki, zakreślę w kółko czerwoną kredką i podpiszę "To mi się podoba, to mnie inspiruje". W tym miejscu krótka przerwa na kradzione obrazki inspiracyjne (ratunku, staję się inspiracyjną niunią!):

Kradę, co popadnie, ale tu jest źródło.
Nie jestem fanką H&M, ale włosy i kompozycja mi się podobają.
Lotos - moja ostatnia florystyczna obsesja.
Ellen Dittebrandt, "Above my head". Ale chodzi mi o perspektywę.

Koniec przerwy, jedziemy dalej.
Ostatnio staram się intelektualnie nie zastygnąć. Nie oglądam seriali (oglądam 1 serial), czytam książki (obecnie jedną arcyciekawą, o której bardziej szczegółówo wspomnę w pełnowymiarowym poście książkowym), słucham tego, czego normalnie bym nie słuchała, zaczęłam odgruzowywanie mojego Łucznisia, sterta szmat do przerobienia powoli się zmniejsza. Po weekendzie będę miała trochę czasu i pochwalę się dokonaniami. Już muszę, bo eksploduję. Naprawdę, powiększam tylko moją frustrację ignorując silną potrzebę chwalipięctwa. Takie ładne różowe szorty w kropki, a ludzkość jeszcze nie widziała! W powietrzu wisi też poważny tutorial, ponieważ w przyszłym tygodniu planuję zrobić mojemu arcywybitnemu tacie prezent godny jego arcywybitności. Wszyscy zawsze piszczą, że mamie prezent, że kwiatki, bratki, czekoladki. A o ojcach się zapomina. Więc będzie przypomnienie.

Chciałam zrobić sobie blond na głowie, ale trochę się obawiam, że nie warto. Podobno mężczyźni wolą blondynki, ale najlepszym przyjacielem dziewczyny są diamenty. Bo diamenty są forever.  Tak sobie pomyślałam kiedyś, że zrobię listę najlepszych piosenek świata i Shirley Bassey musiałaby się tam znaleźć. Oczywiście lista nigdy nie powstała. Ale odbiegłam od tematu. Mistrzostwo dywagacji, Lana Del Rey w mojej głowie.Wstrzymałam się z blondem, może z okazji letniej pogody jakieś refleksyjne refleksy namaluję? Sama, oczywiście, żeby nie oskarżać obcych ludzi o oszpecenie.

Już mi lepiej. Jeszcze tylko krótki spacer, głupia piosenka i mogę wracać do poważnych dywagacji epistolarnych.

Na koniec chciałabym bardzo, bardzo, bardzo podziękować Bluefairy za przewspaniały prezent. Nie spodziewałam się tak okazałej nagrody. Jednocześnie muszę przyznać, że niezmiernie ucieszył mnie jej jamnikowy charakter. Obiecuję, że będę nosić godnie i dumnie.

G-Pies i pani Żujka na definitywne zakończenie.

4 komentarze:

  1. Chyba od Bondowskiej pieśni jubilerskiej wolę materialistyczną naturę Marylin Monroe i jej pochwałę diamentów, poza tym ładnie śpiewała o tatusiu:)kto wie, może ten blond coś jednak zwiastuje, rychłe zamążpójście?:) Tak czy inaczej cieszę się, że bransoletka trafiła w dobre ręce, dzięki niej będziesz widoczna na spacerze z jamnikiem (rozpływam się na tym zdjęciem psiaka na galowo)a to już krok od wpadnięcia komuś w oko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, biżuterię ślubną już mam ;) Chyba powoli staję się crazy jamnik lady, bo the more boys I meet, the more I love my dog. Ale kto wie? Muszę jednak dać szansę temu blondowi, a jakiś Bond może się pojawi... :)

      Usuń
  2. Pani Żujka patrzy z takim żalem i tęsknotą na Gustawa.... Może zrób jej jakąś suczą (rany, jak to brzmi!) wersję, jakieś koronki, kokardki, czy cóś...
    Odnośnie Wypędzonych jestem w moralnej rozterce. Bo rozumiem, że to są ogromne dramaty ludzi, którzy musieli opuścić swoje domostwa, często nie mając nawet za wiele czasu na spakowanie dobytku.... Ale w końcu myśmy tej wojny nie rozpętali... To jak żałowanie seryjnego zabójcy, któremu życie również nie skąpiło cierpienia. Z drugiej strony stosowanie wobec narodu odpowiedzialności zbiorowej nie jest do końca sprawiedliwe....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Żujka jest wredną hrabiną, albo perły i brylanty, albo nic ;)

      Dzięki za to, co napisałaś o Wypędzonych. Póki co nie będę się wypowiadała w sposób rozbudowany, ale w przyszłym tygodniu opublikuję coś większego. Trudny temat, ale warto go poruszyć.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.