niedziela, 9 czerwca 2013

Co takiego niby wspaniałego jest w tej książce?

Po pierwsze - tytuł jest dobry. "Wstręt do tulipanów" to mroczna strona Holandii. Cebulki, których smak Joop zapamiętał na całe życie. Cynowe monety holenderskich nazistów - znienawidzone dziesięciocentówki z wizerunkiem tulipana. Kwiaty zbyt piękne, kiedy są żywe, a strasznie martwe, gdy zwiędną.

Po drugie - trudno się oderwać. Opowieść, którą czyta na jednym oddechu. Niezauważalnie szybko. Zamierzałam rozłożyć lekturę na dwa dni, ale nie udało się. Jeden wieczór, bum-trach-bach, i po wszystkim. A przeżycia kotłują się pod czaszką.

Robi wrażenie. Głównym bohaterem jest bowiem chłopiec w wieku szkolnym, który musi rozwiązać następujące zadanie matematyczne: Skoro potrzeba dwóch jajek dziennie, żeby utrzymać chorego Holendra przy życiu, a jedno jajko kosztuje na czarnym rynku 1,45 guldena, i skoro jeden ukrywający się Żyd jest po wydaniu wart 37,50 guldena. do podziału pół na pół z informatorem, to ilu trzeba Żydów, żeby utrzymać chorego Holendra przy życiu przez miesiąc?

Trudno stwierdzić jednogłośnie, co obezwładniło mnie najbardziej. Wydaje mi się, że presja, jaką odczuwał chłopiec. Ze wszystkich stron coś go uciskało i szarpało. Ojciec, który przestał go kochać. Bracia, którzy nigdy go nie lubili. Bojąca się wszystkiego matka. Wujek-nacjonalista. Kolega obserwujący każdy ruch. I życie dla krótkich rozbłysków miłości, bliskości, przyjaźni, uznania, podziwu. Czekanie na słowo pochwały od ojca.
Cały brzydki świat widziany oczyma dziecka. Właśnie ta perspektywa, punkt widzenia, jest największą zaletą. Szalone zawirowania wojenne obserwowane bez całkowitego zrozumienia. Tłumaczenie sobie, wyciąganie wniosków na podstawie strzępków informacji oraz polityczne dyskusje na boisku szkolnym. Czy Niemcy wyżynają polskie świnie dlatego, że nie mają świń w Niemczech? Czy będzie olimpiada? Czy Rosjanie zepchną Niemców do morza? Kto jest dobrym Holendrem, a kto nie? To nie wszyscy Żydzi są bogaci?
I Anna Frank w jednym mgnieniu oka. Tak inna i tak podobna.

Co takiego niby wspaniałego jest w tej książce? Trzeba ją przeczytać. Żeby poczuć, jak trudno jest ocenić czyjeś postępowanie, jak trudno osądzać. Kiedy słyszy się sam fakt: chłopiec, który wydał Annę Frank, od razu przychodzi na myśl potępienie tego czynu. Że źle, że jak mógł, że to bezduszne i nie mieści się w głowie. Kiedy już go poznamy, kiedy ma na imię Joop i jest nam go żal, bo od niego zależy tak wiele, musi dźwigać ciężary, jakich dzieci nie powinny nawet znać, trudno będzie jednoznacznie określić jego postępowanie. A gdybyśmy nie znali Anny, nigdy nie usłyszeli nawet jej nazwiska? Ile było bezimiennych osób wydanych przez bezimiennych chłopców? Ilu jest ludzi, którzy nie urodziliby się, gdyby ich krewny nie wydał nazistom, czy innym agresorom, miejsca pobytu ukrywających się automatycznie skazanych na zagładę? A ilu jest ludzi, którzy się nie urodzili z tego powodu?


A teraz: wpływ lektury na moje życie. Od kilku dni usilnie przekopuję różne archiwa, kombinuję i knuję. Szukam umarłych przodków, jakichś ich śladów. Bo przecież każdy człowiek to historia, to opowieść. Każde imię i nazwisko to człowiek, życie. Szokująca prawda jest taka, że zamiast się poremontowo (międzyremontowo, bo jeszcze łazienka będzie) ogarnąć, czytam różne dokumenty przedwojenne i wojenne. Okazuje się, że gloryfikowany pradziadek prawdopodobnie nigdy nie był w żadnym obozie koncentracyjnym. Wielkie śledztwa mam przed sobą. Prawdopodobnie porzucę część z nich, bo chwila niedogodna. Ale wrócę, znajdę i dowiem się. Nigdy mnie przeszłość tak bardzo nie interesowała. Wiem, że niektórzy lubią rozgrzebać, jakieś szlachectwo sobie znaleźć. Wydawało mi się to zabawne, śmieszne nawet. A teraz ja sama... Nie szukam szlachectwa. Szukam dziejów, losów, miejsc. Nie wiem, jak zareagowałabym, gdyby jakaś tulipanowa prawda wyszła na jaw. A przecież nie można tego wykluczyć.

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba Twoja recenzja i chętnie przeczytam "Wstręt do tulipanów". Masz rację tytuł jest bardzo intrygujący. I ta przyciągająca oko okładka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Trochę się obawiałam, że recenzja jest bardzo skrótowa, ale jeśli Cię zachęciła - świetnie :)

      Usuń
  2. Ale jaja - mam podobny "problem", chcę znależć przodka, który kiedyś dawno wyemigrowawszy ze oceany, zaginął, a legenda została....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te legendy... Naprawdę robi się problem, bo się człowiek uchwyci tych "faktów" i nie wiadomo, kim naprawdę był ten mityczny przodek.
      Powodzenia w poszukiwaniach! Podobno czasami da się sprawdzić listy pasażerów niektórych statków, czy coś w tym rodzaju. Ale nigdy nie próbowałam.

      Usuń
  3. Ostatnio głośno jest o tej książce. Twoja recenzja mnie zaintrygowała i zachęciła do przeczytania, wpisałam na listę książek, które muszę przeczytać i jak tylko pokończę te zaczęte, to się zabieram za "tulipany".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, sięgnęłam dlatego, że jest o niej głośno. Słuchałam fragmentów w radiu i dałam się złapać. Też mam zaczętych kilka i właściwie w przerwie między czytaniem jednego, drugiego i trzeciego, chwyciłam "tulipany" :)

      Usuń
  4. Szczerze mnie zaciekawiłaś. Cholerka, życia mi nie wystarczy na przeczytanie tego wszystkiego co wrzucam na listę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak tu znaleźć czas, żeby się nudzić? Moja lista też jest coraz dłuższa. Sterty rosną, bo nawet już fizycznie te książki mam. Tylko oczy za mało, żeby je wszystkie czytać jednocześnie. Kiedyś często jeździłam pociągami, jakoś tak mi się składało, w dłuższe trasy. I wtedy bardzo dużo czytałam. Osiadły tryb życia nie sprzyja, mimo wszystko.

      Usuń
  5. Kiedyś na swojej liście książek umieściłam Dzienniki Anny Frank. Jeszcze ich nie przeczytałam, ale chętnie dopiszę do niej historię "z drugiej strony". Choć tak naprawdę nie jest to "z drugiej strony" tylko całkiem nowa opowieść, bo rzeczywiście jakie znaczenie ma, że to była Anna Frank? Wojenna rzeczywistość pełna jest takich trudnych wyborów, które w normalnych warunkach nie mieszczą nam się w głowie. Chętnie sięgam po takie opowieści, bo uczą mnie one pokory i powściągliwości w ferowaniu ocen.
    Bardzo Ci dziękuję za tę recenzję!
    Ciekawa jestem w jakich źródłach badasz swoją historię. Też bym chciała. Tylko wyobrażam sobie, że to musi być strasznie trudne i sobie odpuszczam. Moja ciekawość odnośnie historii mojej rodziny wynika dokładnie z tych samych pobudek, co Twoja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam Annę Frank tylko we fragmentach. Ale pewnie sięgnę po całość. Z ciekawości, może trochę porównam. W sumie wydaje mi się, że możnaby uznać "tulipany" za równoległą opowieść.

      Moje poszukiwania pradziadka zaczęłam od sprawdzenia w archiwum obozu w Majdanku (bo tam według legendy przebywał). Później trafiłam tutaj. Teraz rozszerzam bardziej szczegółowo moje poszukiwania. Zamierzam podpytać różne rodzinne źródła, nazbierać jak najwięcej informacji. Póki co niewiele jeszcze wiem. Nie mam nawet daty urodzenia. Tylko jakieś około/prawdopodobnie/być może.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.