środa, 1 maja 2013

Very very extraordinary

V.

Trochę wymądrzania się na temat V inspirującego. Dlatego już na pierwszym obrazku Veruschka.

Zacznę od anegdoty okołotematycznej, która nie będzie miała dużego wpływu na niczyj rozwój intelektualny. Kiedy byłam mała, dużo mi się wydawało. Myślałam, że order za męstwo wojenne nazywa się Tutti Frutti Militari. Jakież było zaskoczenie, kiedy odkryłam Virtuti. Bo "virtus" to doskonałość charakteru, nieustraszoność oraz męstwo. A przecież V to o wiele więcej.
W tym miejscu wspomnę również o czymś, co wydaje mi się wspomnienia godne. Wszyscy pewnie słyszeli o esperanto, że najbardziej udana próba stworzenia sztucznego języka. Tolkien również przetrwał próbę czasu, nawet Doda sobie tatuaż zrobiła w sindarinie, chyba. Tak, wiem, jest różnica między artystycznym i użytkowym. W każdym razie, dawno temu, żył sobie człowiek, który stworzył język bezużyteczny - Volapük. Nazwa języka stała się synonimem zagmatwania i niezrozumiałego bełkotu. Idealnie! Bo dalej nie będzie niczego innego.

Może być niebezpieczne. V jak vendetta, przecież. Jakiś czas temu przeżyłam konfrontację z terminem "v-line". Ktoś tam sobie wymyślił, że idealny kształt azjatyckiej żuchwy to ostra broda zamykająca się w 45 stopniach. Tak mówi internet, a ja nie chciałam niczego mówić, bo to trochę przerażające, że ludzie sobie myślą, że ładność da się kątem zmierzyć. Wszystkie te zdjęcja japan style z rączkami przy twarzy, dziwne dziubki i inne skrzywienia, powstają właśnie po to, by wytworzyć złudzenie posiadania magicznej linii podbródka. Ok, co kraj, to obyczaj, nie będę innych ludzi oceniać. Poza tym - oto coś lepszego:


Takich cudownych mechanizmów znajdziemy w sieci mrowie. Moja koleżanka kiedyś sobie uszy przyklejała do głowy taśmą, żeby jej nie odstawały. Myślę, że poziom doskonalenia urody jest w tych przypadkach zbliżony. Ale pogoń za olśniewającą prezencją dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem. Wystarczy przypomnieć sobie, również nieobcą dla litery V, Donatellę.

Jeśli vis attractiva, zapomnieć nie można o Wenus (po staremu Venus). Kultowym wręcz dziełem stał się obraz Botticellego przedstawiający narodziny bogini. Nie jestem wykształcona odpowiednio, ani nawet wrażliwości estetycznej nie posiadam w takim stopniu, żeby malowidło interpretować. Gdybym się uparła i wytężyła siły, coś tam by może wyszło. Ale rękę, nogę, mózg na ścianie odnalazłam po konfrontacji z poniższym dokonaniem artystycznym:


Skradłam oczywiście (wszystkie obrazki ilustrujące bieżący tekst zostały skradzione). Ale nie zatajam źródła, nie będę całkowitym piratem z Karaib. I tutaj już można interpretować. Całość jednak pochłonęłaby za dużo czasu i przestrzeni, toteż odniosę się jedynie do pandy wiszącej na drzewie, być może niekoniecznie bambusowym (a bambus to nie drzewo przecież). Panda wielka jest zwierzęciem zagrożonym wyginięciem, więc z jej ukrycia w tle, wywnioskować możemy, że prawdziwa, wysoka sztuka (bo się panda wspięła na wysokość) jest równie zagrożona. Niechaj nie zwiedzie nas radosny wygląd pierwszoplanowych postaci.

Przeciągając temat Venus, kolorków i uroku - Hello Venus!


V to także Wiedeń, czyli Wien lub Vienna. Znowu chciałabym tam pojechać. Bo już raz chciałam, jakieś 6-7 lat temu. Skończyło się kupieniem praktycznego przewodnika. Po niemiecku rozmawiam na poziomie: wie sagt mann das auf Deutch?, więc nie jest najgorzej.


Vintage - ekskluzywna nazwa staroci. I tutaj następuje zastanowienie - w którym miejscu zaczyna się vintage? Bo jeśli lata 80. XX wieku, wtedy ja też jestem już vintage... W każdym razie - lubię rzeczy z historią, po przejściach. A pojęcie jest szerokie, wszystko można do tego kufra wrzucić. Ja wyciągam i odkurzam następujący plakat z 1987 roku (aktualny również dzisiaj):


I można tak pisać i nie skończyć. Literka V stała się tematem zastępczym, ponieważ jestem w trakcie czynienia tysiąca rzeczy, którymi chwalić będę się później.

Ostatnia rzecz - rzymska cyfra, której używa się do skrótowego nazywania miesiąca. Dawna, pradawna nazwa maja to trawień (przetrwała w ukraińskiej mowie). Taka tam ciekawostka.

4 komentarze:

  1. V jak VHS lub vansy:) tak mi się skojarzyło bo miałam wieki temu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdawałoby się, że taka niepozorna literka ;)

      Usuń
  2. Mam Ci do przybicia co najmniej dwie piątki. Za jamnika po pierwsze. Szorstkowłosa Figa mimo, że ma piętnaście lat, prawie nic nie słyszy, ale przytula się...głową, za co, jak byłam mała, wydawało mi się, że kocham ją bardziej, niż rodziców. Druga jest za arts no ads!
    I obiecuję sobie, jutro rano do kawy dosypać waniliowego cukru. Że też wcześniej na to nie wpadłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przybijmy 4 piątki, każda za jedną jamniczą łapkę ;)
      Najdłuższe pieski świata towarzyszą mi przez całe życie. Nie wyobrażam sobie świata bez nich. Jeśli chodzi o arts no ads - zastanawiałam się nad przejściem na ciemną stronę, ale zrezygnowałam (chociaż póki co), bo nie chcę niczego psuć.
      Mam nadzieję, że kawa Ci smakowała... :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.