poniedziałek, 6 maja 2013

Jak upiec chleb i się nie załamać?

W poprzednim odcinku został zapowiedziany obrazek. I co? Ile było problemów! Najpierw nie chciał się przetworzyć odpowiednio (najpierw-najpierw to się narysować nie chciał, a jak już zaczął, to powstało chyba 5 wersji), później zaczęły się koloryzujące problemy, do tego tło, inne elementy... Naprawdę mi nie wychodzi. Koncepcja jest dobra. Więc może jeszcze następnym razem się pojawi. Chlebowy rysunek bardziej się udał.

rysunek zasłania nadgryzienie dokonane przez niecierpliwe konsumentki

Postanowiłam upiec chleb. Nie taki prawdziwy, bo drożdżowy, ale od czegoś się zaczyna. W sumie jest półprawdziwy, ponieważ odstał swoje, trochę się zakwasił. Jedna mądra pani, która pamięta czasy konieczności pieczenia chleba w domowych warunkach, powiedziała, że dodawało się trochę drożdży do ciasta zakwasowego, ale odstawało na długie zakwaszenie. Zatem nie złamałam prawa i przykazań, mój chleb jest chlebem.

Skład jest banalny, wykonanie w sumie też, tylko procesy długo trwają. Wymieszałam 1,5l mąki (1:1 żytnia chlebowa i orkiszowa), 0,5 łyżki drożdży instant, 2,5 łyżki soli. Kiedy suche składniki wyglądały w miarę jednolicie, zalałam je chłodną wodą (0,6l). Maszyna wymieszała za mnie. Szlacheckie rączki, co nie, nie wolno ubabrać w cieście... Wstyd, leniwy człowieku!
Następny krok - odstawienie na 18 godzin. W misce, pod przykryciem. Żeby ode mnie odpoczęło. Okazało się, że czasu minęło więcej, ale kto by się drobiazgami przejmował? Wyrośniętą masę wymieszałam jeszcze raz (maszyna mieszająca jest pusta, następuje zwolnienie blokady...). Następnie bawełnianą ściereczkę obsypałam mąką (żytnią), ułożyłam ciasto uformowane w jajowaty kształt. Bo nie mam garnka*, piekłam w brytfannie. Przykryłam ciasto resztą ścierki. Po godzinie przewróciłam na drugi bok. Na 20 minut przed końcem czasu wylegiwania się na drugim boku (druga godzina), wstawiłam do pieca naczynie wysmarowane oliwą (to był błąd, trzeba było wstawiać na sucho, wysmarować na gorąco, ale dobra tam...). Ciasto zapakowałam na 25 minut pod przykryte pieczenie, następnie zabrałam pokrywkę, żeby chleb się przyrumienił (kolejne 15-20 minut). Ku mojemu zdziwieniu chleb mój zaczął przypominać chleb. Zarówno wyglądem jak i zapachem.

*Opowieść o granku. Naczynie do pieczenie musi być odpowiednie. Chodzi o to, żeby go nie spalić, więc żaroodporne, żartoodporne i bez elementów, które rozpadłyby się pod wpływem wysokiej temperatury. Może to być garnek metalowy, ale wtedy taki z oznaczeniem wytrzymałości. Trzeba kierować się rozumem i oznaczeniami. Żaden tam nowoczesny garnek nie wchodzi w grę. Musi być toporna, tradycyjna konstrukcja. Straż pożarna ma co robić o tej porze roku. Ludzie podpalają trawy, mają wypadki samochodowe, szerszeniowe gniazda... Nie fatygujmy strażaków, nie podpalajmy sobie własnego, przytulnego mieszkania! W tym miejscu przypominam - garnek smarujemy tłuszczem (ja oliwą), dopiero kiedy jest nagrzany. Pędzlem kuchennym, szybkim ruchem, omiatamy wszystkie ścianki, uważamy na nasze szlacheckie rączki, nie produkujemy urazów, pogotowie ratunkowe to też zajęci ludzie.

Napisałam niezrozumiele, tak mi się wydaje, więc oto linia czasu:


1h ... 18h 19h 20h 21h 22h
Start, Wyrastanie ciasta po pierwotnym wymieszaniu. Ponowne wymieszanie, odstawienie na pierwszym boku. Przewrócenie na drugi bok.
Ok. 20:40 wstawienie garnka do piekarnika.
Wrzucenie ciasta do gorącego garnka, pieczenie. Ok. 21:30 zdjęcie pokrywy. Upieczenie ok. 21:50. Stygnięcie. Koniec.



Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że smak wyszedł nawet chlebowy, nie było zakalca i pieczywo rozeszło się jak świeże bułeczki (pół bochenka za jednym posiedzeniem, 4 osoby).
Nauka na przyszłość - chleb dłużej powinien się piec pod przykryciem. Skórka byłaby cieńsza i może by nie pękł tak bardzo. Po drugie, można dodawać mniej soli. Chociaż nie jest źle. Co jednak najważniejsze - mogę zaczynać różne próby. Chleb podstawowy się udał. I w sumie zadowolona jestem z kształtu. Garnkowy byłby okrąglutki, a jajowatość jednak bardziej do chleba pasuje.

8 komentarzy:

  1. Gratuluję udanego wypieku! A następnym razem sugeruję jeszcze dobitne zdjęcie słusznej pajdki z masłem - efekt ślinotoku u widzów murowany:)
    ...Choć ja nawet na widok świeżego bochna w całości, wyobrażając sobie chrupkość tej przypieczonej skórki i tak się zaśliniłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Następnym razem będzie pajdka z masłem :) Bo ten chleb jest wybitnie kanapkowy.

      Usuń
    2. Tak, zgadzam się, pajda musi być, ale ze smalcem i do tego kiszony ogóras! Niebo!

      Usuń
    3. Coś wymyślę... Poprzeczka została wysoko zawieszona :)

      Usuń
  2. Wow, wygląda pysznie, prawie czuję jak pachnie. Słyszałam, że dobry chleb powinien pęknąć, zatem twój jest dobry:) Ja piekłam kiedyś namiętnie, niestety drożdżowe, ale za to z różną wkładką np. ze słonecznikiem. Teoretycznie wiem już jak zrobić zakwas, więc chyba czas wznowić produkcję domową:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do następnego dosypałam słonecznik i dynię, ciasto jest w trakcie wyrastania, dzisiaj po południu będę piekła. Może coś ciekawego wyniknie?
      Teoretycznie też wiem, jak zrobić zakwas. Ale ktoś powiedział - jeśli można wyłudzić od kogoś, to lepiej to zrobić, niż kombinować samodzielnie.
      Dziękuję za miłe słowa! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.