sobota, 11 maja 2013

10+5


Zepsuł mi się laptop.
- Przecież twój brat naprawia sprzęt tego typu.
Pewnie, że naprawia, ale cudze. Szewc chodzi boso, a siostra naprawiacza komputerów zajmuje ostatnie miejsce w kolejce. Nie narzekam, tak już jest. I mam naprawione najlepiej.

Jestem do tyłu ze sprzątaniem. Świat wyprzedził mnie o tydzień, albo może dwa. Planowałam, że umyję okna, odpajęczę łazienkowe zakamarki. Nic z tego. Stoję na balkonie, palę papierosa... To znaczy: wcale nie, bo nie mam balkonu i nie palę. Siedzę w fotelu i żuję gumę o smaku pieprzowej mięty. Palenie to zwyrodniały nałóg. Poza tym mamy XXI wiek, jak można jeszcze palić? Kokaina z coca-colą to co innego...

Kopnęłam się w krawężnik. Na szczęście nie złamałam niczego, ale rewelacyjnie też się nie czuję. A że jestem niezwykle inteligentna, dźgnęłam się w uszkodzoną stopę parasolem. O!

Mój dentysta uciekł na Karaiby (albo nie wiem, co się z nim stało, zupełnie zniknął), z dentystą zastępczym umówiona jestem na poniedziałek. Zawsze to lepiej niż w czerwcu, co również mi zaproponowano (w innym miejscu). Idę niepublicznie, płacę i jeszcze mam do czerwca czekać? Myślałam, że zwariuję, ale przypomniałam sobie, że bardziej już nie można, więc teraz zalewa mnie fala spokoju wewnętrznego. Czekam na poniedziałek. Z dentystą jest jak z fryzjerem - trzeba dziadowi ufać. Nie można iść ot tak, bo jest. To nieodpowiedzialne. Nie ufam osobie, która będzie mi dłubała w paszczy w poniedziałek. Nie i już. Ale cieszę się, że horror zębowy prawdopodobnie się skończy. W sumie chciałabym mieć domową maszynkę do naprawiania zębów. Bo zawsze mnie trafia jakieś nieszczęście w dzień wolny, lub nawet w długi weekend, w święto, w ciąg festiwalowych dni, podczas których wszystko jest zamknięte na głucho i cierpieć trzeba w milczeniu. Bardzo długim milczeniu. Nie jestem typem cichego cierpiętnika, więc moi bliscy więdną od natłoku smutków wydobywających się z moich jakże niezniszczonych paleniem płuc.
Jeśli zaś chodzi o dentystę-uciekiniera - z nami koniec.

Zepsułam najlepsze słuchawki świata.

W dalszym ciągu nie skróciłam ślicznej, zielonej spódnicy. A taki kolor już niejednokrotnie by mi pasował, przydał się i dodał elegancji, pewności siebie oraz elementu wiosenności.

Wyciągnęłam wiosenne ubrania, ale nie potrafię schować zimowych, sytuacja wymknęła się spod kontroli, tonę w szmatach, szafa pęka w szwach. Bardzo proszę mnie uratować, kapitanie Żbiku.

Nie mam czasu mieszkać w domu. Posiedzieć, poobijać się... Nie ma szans. Niby właśnie siedzę, ale jest sobota, jestem zmęczona i okaleczona (patrz wyżej: noga + ząb). Czasami jest taki czas, kiedy wszystko się już zrobi, pojawia się satysfakcja i nowe pomysły na życie. Ja przekroczyłam dozwolony poziom ujemny. Mniej niż zero, o o o o. Tyle do zrobienia! Więc posiedzę przed telewizorem. Nie mam telewizora? Mam internet!

Zepsułam kosiarkę (kiedy? w chwilę rozpoczęcia weekendu, do naprawy dopiero w poniedziałek, yes!), a trawa rośnie, chwasty rosną, wszystko rośnie. Może chociaż jakiś książę przybędzie, bo domek z ogródkiem zacznie za chwilę przypominać porośnięty bluszczem pałac śpiącej królewny.
Żartowałam, I don't need a man. Taki książę nie będzie przecież kosił, gdyż dłonie jego szlacheckie, do wyższych celów stworzone. A ja nawet lubię. O ile trawa nie jest zbyt wysoka. I o ile jamnik nie wyryje dziury, w której zmieści się królik, Alicja, wyposażenie pałacu śpiącej królewny i największy sklep IKEA w Polsce. Jamniki weszły właśnie w fazę paleontologiczną.

I można tak narzekać bez końca, ale przecież wszystko dookoła rekompensuje te druzgocące straty moralne. Kwiaty, drzewa, liście, ptaki wszystkie. A ptaki to kurczaki zielonóżki. Gatunek endemityczny, prawnie chroniony, o wartości czarnorynkowej przekraczającej 300 euro za pisklę. Niektórzy podrabiają kurki zielononóżki, malując zwykłym kurczakom egipskie oko eyelinerem (a przecież nie wolno po zwierzętach maziać) i kolorując lakierem do paznokci kurczacze łapki. Nie jest to wszystko prawdą. Kurki zielononóżki to zwykłe kurki, dostępne i możliwe do hodowania. Ja znalazłam komplet pod krzakiem jaśminu. Nikt nie przyznał się do bycia właścicielem, więc zamiast oddać do schroniska, postanowiłam wychować wesołą gromadkę na cyrkową drużynę. Część już potrafi połykać ogień, którym zionie druga połowa. Jeden pisklak nauczył się żonglować, a dwa inne świetnie radzą sobie z tresurą dzikich zwierząt, takich jak tygrysy oraz lwy... Na słoniu nie jeździ żaden kurczak. Bo i nie dysponujemy słoniem.

Po co ja piszę to wszystko? Zamiast przyznać: w maju mam mniej czasu, ale postaram się coś bardziej lub mniej sensownego wrzucać tu co kilka dni. Muszę się bardziej stroić w niecodzienność, w moje wytwory dawne i nowsze. A będzie materiał blogowy. Dekupażowe pudełeczko czeka na skończenie. Znalazłam też ozdobność do trzech świeczników. Zapomniałam pochwalić się odmalowaną własnoręcznie doniczkową osłonką. A jutro upiekę nowy chleb, bo drugi szybko się rozszedł i zapomniałam zrobić zdjęcia ze smalcem i ogórkiem. Wszystko do nadrobienia. Fighting!








15 komentarzy:

  1. Po pierwsze - dentysta jest jak fryzjer, jak znajdziesz idealnego to za skarby swiata nie zmieniasz. Wierna jesteś do grobowej deski. No chyga, że zwieje:p
    Po drugie - podoba mi się sformuowanie: 'ubierac sie w niecodziennosc':) bardzo, bardzo ladne:)
    Po trzecie - uwielbiam kosic trawę:)

    To jest bardzo dobra sobota. Domowe ciastka, full chillout i jeszcze Twoj wpis. Lubie bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Ubranie w niecodzienność skradłam. Jak się nie jest ze snu, to chociaż niecodzienność zostaje... ;)

      Usuń
  2. Opis tej plagi nieszczęść czyta się jednym tchem i prosi o jeszcze! Tfu! Więcej opisów, nie plag :D


    Nie cierpię kur i kurczaków, brrrr... - ale opis mnie rozwalił! Mozna drukować? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinnam autobiografię fabularyzowaną napisać? Albo chociaż spis nieszczęść? Drukować i rozklejać na słupach przydrożnych, ku przestrodze! ;)

      Usuń
  3. Ja bardziej od dentysty nie lubię fotografów, na wszystkich zdjęciach w dokumentach nie jestem podobna do siebie, po wyjściu od dentysty również, ale przynajmniej nie mam tego w dowodzie;) Kurki masz świetne, w sumie nie dziwę się, że zieją ogniem, ponoć ptaki wywodzą się od dinozaurów a te to już prawie jak smoki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że kurki zielononóżki wytępiły dinozaury. Strasznie dużo jedzą, potwory, więc nie wielkie wybuchy, komety i meteory - to kury zjadły wszystkie pradawne gady.
      Na szczęście fotografa godnego zaufania znalazłam jakiś czas temu. Może on nie ucieknie? A do zdjęcia dowodowego mam załączoną długą historię, więc może kiedyś będzie okazja do opowiadania z serii "za górami, za lasami".

      Usuń
  4. Myślałaś o tym żeby napisac książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że myślałam. Podejmowałam też jakieś tam próby, ale na tym się skończyło. Nie mam wystarczająco dużych pomysłów. :)

      Usuń
    2. moze to nic odkrywczego, ale myślę, że najlepsze pomysły rodzą się we śnie. Postanowiłam kiedyś, że jak tylko wstanę zapiszę chociaż hasłami to co mi się śniło, o ile uznam, że warto. Jednak mój plan zawiódł, bo zazwyczaj nie budzę się sama z siebie, tylko budzą mnie moje małe pierdoły, więc pierwszą rzecz jaką muszę zrobic to mleko, a jak już jest wypite i chwytam za długopis to w głowie pusto. Pamiętam mimo wszystko jeden sen - był w nim Wałęsa w długim czarnym płaszczu, spod niego wystawały czarne pióra (tak na prawdę był krukiem, tylko głowę miał człowieczą) chciał zgładzic świat!

      Usuń
    3. Dobry pomysł :) Mi się ostatnio Jack London śni. A kruk-Wałęsa i zagłada świata to już materiał na film katastroficzny ;)

      Usuń
  5. Jej, fajne zdjęcia.
    Mam nadzieję, że już po dentyście i nic nie boli? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      W sumie jestem w trakcie dentysty. Na pewno cykl wizyt skończy się w tym miesiącu.

      Usuń
  6. Dziennik Bridget Jones chowa się przy Twojej narracji!
    Też proszę o więcej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja! postanowiłam przeczytac calego bloga - jak książkę od deski do deski, troche mi to zajmie, bo wolnego czasu nie mam dużo, ale wiem, że warto! Nie znalazłam jeszcze bloga, którego czytanie tak wciąga! I mimo "narzekań" na ból zęba itd napawa mnie pozytywnym nastrojem :)

      Usuń
    2. Poczekam, aż jakieś nowe plagi się pojawią ;) Z pewnością będę opisywać.
      Bardzo mi miło, że moje marudzenie wciąga i napawa pozytywnym nastrojem. Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że różne małe nieszczęścia mogą być powodem do uśmiechu, bo przecież zawsze znajdzie się coś większego, czym można się poważnie martwić.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.