poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Wielokropek nad i


Początkowe zdjęcie niesie za sobą retoryczne pytanie, na które nonszalancka odpowiedź brzmi: Takie tam, wakacje...

O cieszeniu się codziennością nie będzie, bo byłoby, że znowu uderzam w banał. Cieszę się natomiast, że wiosna w końcu się prawdopodobnie zaczęła. I w związku z tym zrobiłam milion bezużytecznych zdjęć. Jamnikowe pomijam, bo już tak dużo razy się pojawiały, że mnie jamnik pozwie o naruszanie prywatności. Dzisiaj o poszukiwaniach tak zwanej inspiracji i obijaniu się to tu, to tam.
 



Film instruktarzowy i słowa szydełkowej zachęty. Serdecznie dziękuję za ten prezent!



Poza tym krótkie sprawozdanie obrazkowe z "wakacji" w miejscowości turystycznej. I to jest bardzo ciekawy widok - latem mrowie ludzi przelewa się ulicami, a poza sezonem szczere pustki.

 




I więcej z serii "Świat u stóp":




Nie daruję sobie, jeśli nie napiszę. Spotkałam się kiedyś z literką "i" uszlachetnioną czymś w rodzaju wielokropka. W czasach trochę wcześniejszych niż teraz, miałam styczność z różnego rodzaju zapisami fonetycznymi i tego typu sprawami. Poza tym pamiętam, że ktoś, spisując opowieści folklorystyczne, opracował tego typu znaki w celu uchwycenia niuansów głoskowych. Słowo daję, że widziałam taki zmutowany umlaut. Gdzieś muszę jeszcze mieć materiały z tym związane.

16 komentarzy:

  1. Kocham takie szczere pustki. O wiele bardziej niż nieszczery tłum!
    Kropki nad "i"???? Hm....Jak się natknę, to dam Ci znać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w takiej pustce jest miejsce na zastanowienie się. Najlepszy wypoczynek świata. Poza tym jestem jednostką wybitnie niepływającą, więc mi nie żal, że zimno.
      Widziałam 2 rodzaje ułożenia 3 kropek nad i. W trójkąt i w linię. Każde znaczyło coś innego, ale już nie pamiętam. Będę czekać na znak ;)

      Usuń
  2. Giżycko!!!
    zagubiona owca mnie powaliła!

    taaa, miejscowości turystyczne mają to do siebie. Kiedyś byłam w Łebie poza sezonem - miasto widmo dosłownie. nawet ze znalezieniem jedzenia był problem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam o tyle dobrze, że mój pobyt w Giżycku wiązał się z rodzinnymi odwiedzinami, więc jedzenia nie musiałam szukać. Nawet trochę pogotowałam. Ale to prawda - większość lokali gastronomicznych w takich miastach to sezonowe miejsca.

      Zagubiona owca jest... inna. Aż musiałam zrobić to zdjęcie :)

      Usuń
    2. Aż się wtrącę, bo tu jakieś "wielkorestaracyjne margrabinie" się odezwały.W Giżycku dobrze karmią i w sezonie, i po sezonie.
      I zdecydowanie Giżycko nie jest widmowym miastem...

      Graszka

      Usuń
    3. Dzięki za sprostowanie. Mimo wszystko - poza sezonem jest pusto w miejscach wysoceturystycznych (jak port i inne atrakcje historyczno-rekreacyjne), a wiele jadłodajni otwiera się tylko na pół roku.

      Usuń
  3. Wolę miejscowości turystyczne poza sezonem, tylko że urlop wolę brać jednak w sezonie, bo i cieplej, i dni długie... Ale w ostatnich dwóch latach z rzędu tłok (i upał) skutecznie psuł mi przyjemność z wypoczynku więc niewykluczone, że wreszcie zmienię swoje zwyczaje wakacyjne. Rachunek korzyści coraz bardziej zachęca do urlopowania się poza sezonem. A w Giżycku jeszcze nie byłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjściem z tej sytuacji są miejscowości nieznane szerokiej rzeszy turystów. Nawet zastanawiam się, czy znam takie miejsca na Mazurach. Może by się coś znalazło.
      W Giżycku najważniejszą atrakcją jest bar Omega. A tak poważnie - lokalizacja miasta jest świetna, historia ciekawa i port żeglugi mazurskiej.

      Usuń
    2. Kiedyś byłam w lipcu w Jabłonce (koło Nidzicy) - było świetnie! Prawie pusto, całe jezioro nasze! Dostęp do rowerków wodnych tanio i na cały dzień. Dookoła bezmiar lasów i leśnych dróżek. Całkiem godne warunki bytowe, niezła kuchnia... To były bardzo udane wakacje, choć spędzone w 30 stopniowym upale, ale na rowerach temperatura aż tak nie dokuczała, za to pokój na poddaszu dał nam trochę w kość;)

      Usuń
    3. Dobre trafienie to połową udanych wakacji :)

      Usuń
  4. Francuzi używają ï, żeby je przeczytać jako i. Czasem. (Bez cudzysłowów, bo z nimi gorzej widać ;))
    Do zapisywania jakichś niuansów w gwarach też chyba było stosowane, ale ja się nie znam, w "moich" gwarach z dziwnych znaków czasem się rosyjski "ы" się pojawia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turcy też używają tej literki. Nie wiem w jakim celu... ;)
      A "normalnych" jerów nie masz w "swoich" gwarach?

      Usuń
  5. Fajne fotki :) Miło się tak poobijać tu i tam. Fajny prezent na pewno Ci się przyda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Z prezentu jestem bardzo zadowolona. I już się przydał :)

      Usuń
  6. A ja mieszkam w nieturystycznej miejscowości, a i tak latem obce psy nachodzą moje włości. Takie miastowe, co to domowych zwierząt nigdy nie widziały i usiłują je poznać. Organoleptycznie, ma się rozumieć. A miastowe pańcie dziwią się, że na wsi nie można kupić twarożku i jajek i mleczka prosto od krowy. Nie dociera do nich, że Unia Europejska wymusza na wioskowych ludziach różne dziwactwa, a pewnie agroturystyka dla nich (pań z miasta) za droga.
    Też lubię takie sezonowe miejscowości po sezonie, albo nawet i przed. ładniejsze są, bez śmieci...

    Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, śmieci jest poza sezonem dużo mniej. Przychodzą turyści i zawsze jakiś ślad dziejowy w postaci puszek po piwie rozrzucą po przestrzeni.

      Takim pańciom trzeba łagroturystyki, żeby wiedziały jaki trud jest w uzyskiwaniu twarożku, jajeczek i mleczka ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.