wtorek, 2 kwietnia 2013

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Więc zaczęłam bardziej przykładać się do ćwiczeń rozciągających kości i mięśnie, zatem udaję różne dziwne lamparty patrzące na wschód słońca i kwiaty radości o poranku, oraz właśnie jaskółki na jednej nodze. Poza tym wyciągnęłam na światło dzienne zwiewną chustkę ozdobną, której mnogość jaskółczych sylwetek doprowadza do oczopląsu.

Źle znoszę ostatnie anomalia pogodowe. Wiele czasu poświęciłam ostatnio chorowaniu. A przecież są trzy miliony rzeczy do zrobienia, z czego milion to sprawy bardzo ważne. Tym razem jednak skupię się na tych bez dopłaty za priorytetowość.


Muchomorek przy torbie został zastąpiony serduszkami. Mój pierwszy taki szydełkowy wyczyn, dlatego serduszka są nieforemne. Mam zamiar nauczyć się lepiej operować zagiętym szpikulcem do estetycznego plątania nitek. Zobaczymy, czy się uda... Będę ćwiczyć na serduszkach oraz innych figurach w miarę prostych, żeby za szybko nie popaść w depresję szydełkową. Jako ciekawostkę dodam, że w gimnazjum, nie pamiętam już w której klasie, podczas rekonwalescencji po silnej chorobie oskrzelowej, opanowałam sztukę szydełkowania. Zapomniałam, jak to się robi. A gdzieś mam jeszcze dowody tych unikalnych umiejętności, jakąś kukiełkę. Tworzyłam nawet sensowne wzorki, a teraz nie mogę załapać, co z czym i do czego.

Na szczęście zapatruję się w różnorodne sploty i zaploty, czytam instrukcje, a nawet powoli zaczynam je rozumieć. To nie może być takie trudne, jak wydaje się na początku. Chociaż robienie na drutach jest o wiele prostsze. I nawet w temacie - kolejny sweter mi się wykluł, niedługo powinien się pojawić. Dzisiejsze serduszka zostały wykonane właśnie z resztek poswetrowych. Myślałam nad czapką, ale nie potrzebuję, więc zachowam włóczkę, może jeszcze kiedyś uderzy mi do głowy lepszy pomysł.



Druga sprawa, jeszcze niedokonana - moje dzieło sztuki, które powstaje bardzo powoli. Technika mieszana na płycie (płyta pilśniowa, wiórowa, nie wiem, w każdym razie laminowana).


Dzieło zamierzam skończyć w ciągu miesiąca, ale jeśli mi się nie uda, nie wpłynie ujemnie na moje samopoczucie. Mam jeszcze skrawek papieru, na którym Jacek Kleyff ciekawie wygląda, ale trochę mi się z uśmiechniętą Frau nie komponuje. Poza tym dzieło moje jest na temat miłości i postrzegania/dostrzegania piękna, więc obecność jedynie naocznie estetyczna nie wchodzi w grę.


A na koniec coś, czego nienawidzą już wszyscy - trzeźwiące spojrzenie w okno:

14 komentarzy:

  1. Nie tylko Ciebie dobija pogodowy wybryk za oknem. Nie ma na tyle obelżywych słów, którymi mogłabym opisać jak bardzo mi w tej chwili z tym śniegiem i mrozem źle;/ Przynajmneij trzy razy dziennie sprawdzam prognozy czy aby tli się jeszcze gdzieś jakaś nadzieja;/

    Serducha i dzieło zacne. Czekam na rozwój malowniczej i szydełkowej sytuacji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na prognozy nie chcę już patrzeć, bo oglądanie horrorów nie jest moim ulubionym zajęciem.
      Sytuacja powoli się rozwija, pomysłów mam więcej niż umiejętności, ale damy radę! :)

      Usuń
  2. Jak nie czyni wiosny, to fiaskółka. ;)
    Też się chyba porozciągam, przydałoby się ruszyć te zdrewniałe ścięgna.
    A ostatnie zdjęcie napawa optymizmem, bo to coś topniejącego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozciągaj się, to będą już dwie jaskółki, może i wiosna się pokaże? :P
      Mój optymizm się wyczerpał, nie mam nawet siły się napawać.

      Usuń
  3. Jak mówili w wiadomościach, takich anomalii to nie pamiętają nawet najstarsi górale. W kwestii ćwiczeń fizycznych, mnie się już nawet nie chce chcieć, tak mnie już te śniegi przybiły...
    Co do szydełkowych eksperymentów, to pierwsze koty za płoty! Serduszka wyszły uroczo i będę kibicować dalszym przedsięwzięciom:)
    Dzieło na płycie wygląda intrygująco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 1919 zamarzł wodospad Niagara. Gdzieś czytałam o tym. Ale mowy nie było o zaśnieżonym kwietniu.
      Operowanie szydełkiem jest jednak trudniejsze niż drutami, ale łatwo się nie poddam :)

      Usuń
  4. Dzieło płytowe mnie zaciekawiło...Serducha spoko. Na pewno dasz radę z szydełkiem - kumata bestia jesteś! A na temat tego co za oknem nit ma siły się wypowiadać. Byle do ...lata?! Też męczy mnie ciągłe przeziębienie, brak tlenu, ruchu itp. I chce mi się bardzo przeklinać, ale zmilczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Najważniejsze to nie dać się złamać pogodzie. Sytuacja jest krytyczna, ale nie będzie zima śniegiem pluć nam w twarz!

      Usuń
  5. ooo, i jest frędzlowata torebka w całej okazałości! a okazałość cała jest cudna :)
    ehh, też już bym chciała powyciągać zwiewne apaszki i szaliki. aura toruńska na to nie pozwala, dziś smaga mroźnym wiatrem. dość że nic nie pada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Moja aura też nie pozwala, dlatego noszę zwielokrotnione warstwy apaszek :)
      Torebka jest naprawdę świetna, tym bardziej, że prawdziwa skórzana, w stanie idealnym z drobnymi tylko uszczerbkami, kupiona w lupmku chyba za 10 zł.

      Usuń
  6. Hello, jestem "najstarsza góralka", bo pamiętam śnieg w kwietniu po kolana i lód na mazurskich jeziorach w maju.
    Dobrze wykorzystujesz tę niechętną zimie energię dziergając. Dobrze Ci idzie. No cóż, ARTYSTĄ trzeba się urodzić :)
    (Dobre geny dostałaś)

    Penelopa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre geny to jedna sprawa, ale ostatnio mam też nadliczbową ilość genów zmęczenia, więc artyzm schodzi na drugi plan. Ale damy radę!
      :)

      Usuń
    2. Bo to już przesilenie wiosenne ;). Organizm zna swoje prawa i pory roku.

      Penelopa

      Usuń
    3. Chyba lepiej zna te pory roku, niż one same siebie ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.