poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jak malowane

Zawsze jestem w trakcie porządkowania szafy, bo kiedy skończę z pierwszą, zabieram się za drugą, a później jeszcze 3 szuflady, wieszak wolnostojący... Następnie zmienia się pora roku i trzeba z szuflady pod łóżkiem (niby do przechowywania poduszki w ciągu dnia, ale wypełniają ją bezatmosferyczne pokrowce na odzież) na nowy sezon coś wyciągnąć. I zawsze coś się znosiło, coś można przerobić, zmienić... A czasami już tylko zamykam oczy, żeby bez żalu wyrzucić. Doskonale rozumiem, co miała na myśli Jane Austen:
I ja mam niezłomny zamiar  sprawić sobie coś ładnego, gdy tylko będzie mnie na to stać; połowa garderoby, którą posiadam, tak mnie nudzi i zawstydza, że rumienię się na sam widok szafy, w której ją przechowuję.
W końcu udało mi się zakończyć długotrwały proces farbowania. Samo wrzucenie do barwnika i poczekanie, by kolor zakotwiczył się, nie trwało długo. Ale przygotowania, wybranie odpowiedniego dnia... Nieogarnięta jestem, naprawdę.

W każdym razie - oto, co się działo w czasie akcji właściwej. Do farbowania wybrałam niebieskie, nieciekawe gatki, składające się głownie z bawełny, w kolorze całkowicie niemrawym. Lubię niebieski, ale nie taki obliczalnie pospolity. Postanowiłam zatem dodać trochę głębi do przekazu.

Po pierwsze, dobry sposób na odchudzanie nóżek, pewnie wiele modelek go stosuje. Oplecenie nogawek na całej długości sznurkiem o ekologicznym wyglądzie. Bo wiadomo, wszystkie diety i ćwiczenia powinny być jak najbardziej naturalne.
Piesek jamniczek chętnie pomaga. To taka rasa, że nie może stać spokojnie i patrzeć, jak się bliźni męczy, zawsze wciśnie swój długi ryjek, by udzielić wsparcia.


W czasie, kiedy kałamarnica topiła się w kałamarzu, ja zatopiłam się w lekturze Listów wybranych Jane Austen (z których pochodzi również powyższy cytat). Poza tym czekolada w każdej postaci skraca czas wyczekiwania.


Krok kolejny, udokumentowany, to studzenie zapałów barwiących. Niech się ten śnieg już przyda, skoro jest. Właściwie instrukcja mówiła, żeby gotować w garnku emaliowanym, ale kupowanie specjalnego garnka do gotowania gaci uznaję za lekką przesadę. Po raz kolejny zaznaczam - nie jestem perfekcyjną panią domu.
Najbardziej absorbującą czynnością było wypłukanie produktu. Najpierw mniej więcej, a po rozsupłaniu sznurków, dokładniej. Przypomniałam sobie o farbowaniu włosów, że właściwie już powinnam, bo siwe promienie księżyca ujawniły się z kamuflażu. Ale poczekam do końca kwietnia. Od lutego urosło mi około 2cm włosów, co jest wynikiem zadowalającym. Co innego, że obcięłam 5cm. Jestem trzy miesiące do tyłu z hodowlą. To tak na marginesie.


I długo wyczekiwany efekt końcowy. Kolor nie jest równomierny, ale też odcienie nie kontrastują ze sobą zbyt intenstwnie. W sumie trochę na myśl przywodzi to mięśnie, i gdyby całość zmienić w różowo-czerwoną kompozycję, byłoby dziwnie. Albo wydaje mi się tylko.
W każdym razie - jestem zadowolona.


Podoba mi się ta głębia, cieszy zamalowanie brzydkiego błękitu. Myślę, że to nie ostatnia przygoda z barwieniem niekoniecznie zadowalających kolorystycznie ubrań.
Poza tym czekam na dobre okoliczności przyrody, żeby pochwalić się nowym swetrem, własnoręcznie wydzierganym. I poważnie zabrałam się za odnawianie różnych rzeczy. W kolejce do zdjęć czeka również doozdobiona tunika.
Z nieodzieżowych spraw - malarsko-kolażowe dzieło mojego życia stoi nietykane, ale wycinam już nowe elementy, które nakleję na jego powierzchnię. Rozpoczęłam również malowanie kamieni, które później (kiedy zniknie śnieg, a pojawi się ogródek) pojawią się między roślinkami. Walczę ze swoim brakiem umiejętności dekupażowych. Maluję puszki, które wystąpią w roli doniczkowych osłonek. Oraz usilnie staram się pojąć zasady obsługi szydełka. O tym ostatnim będzie tu jeszcze głośno.
Czytam przeczytane książki. Nigdy nie przepadałam za czytaniem wielokrotnym, ale z braku dobrej literatury nieznanej (jakoś trudno mi trafić na coś, co mnie zainteresuje), wracam do tego, co sprawdzone. Może napiszę o listach Jane Austen? I Jacku Londonie. Można powiedzieć, że cofnęłam się do szóstej klasy podstawówki, ale tak się składa, że przyjaźnie się z dwiema szóstoklasistkami, czego wcale nie uznaję za jakieś dziwactwo, czy zdziecinnienie. Dziwni i dziecinni są ludzie, którzy sobie dobierają przyjaciół tylko i wyłącznie w swoim wieku. Dla mnie to kryterium najmniej istotne.
Wydaje mi się, że naprawdę powinnam książkom poświęcić chociaż jedną dłuższą wypowiedź. Albo dwie. O szablonach percepcji, między innymi. Gdybym nie miała ważniejszych spraw na głowie, zostałabym partyzantem czytelniczej interpretacji i nawet napisała serię podręczników do języka polskiego.
Zrobił się trening przed maratonem lekkoatletycznym. Skakanie po tematach to moja specjalność. Jeszcze dorzucę, że kwiecień jest moim miesiącem bezkofeinowym, już ósmy dzień poświęcam niepiciu kawy. Dopadły mnie chwile zwątpienia, nie wiem, czy to była dobra decyzja, bo pogoda jednak zachęca do cieszenia się aromatem i smakiem najczarniejszego wywaru wzbogaconego cukrem waniliowym, cynamonem, czy nawet kardamonem. Ale przetrwam. Jest jeszcze herbata. Czarna, zielona, czerwona... 

A na koniec rzecz najlepsza - jamnikowa:


6 komentarzy:

  1. Czytam Cię z zaciekawieniem od godzin wczesnorannych;) niestety niemożliwością jest pochłonięcie całej blogowej krysztallowej treści więc będę sobie dawkowała w kolejnych dniach:)Dawno tak fajnie nie czytało mi się czyichś przemyśleń (zawsze chciałam czytać w myślach). A gatki wyszły fajnie, podziękuj jamnikowi:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się treści nazbierało, to prawda :) Serdecznie dziękuję za tak miłe słowa.
      Jamnik dołącza się do moich pozdrowień.

      Usuń
  2. Lubiłam sobie pofarbować ciuchy w czasach podstawówki, szczególnie te, które sobie sama uszyłam z pieluch tetrowych (kreatywne wykorzystanie pieluch przechodziło wówczas istny boom, teraz myślę, że to dlatego, że po prostu z innymi materiałami było krucho, ale wtedy nie miałam takiej świadomości - wydawało mi się, że to taka moda po prostu)... ale gdy przypomnę sobie ile było po takim farbowaniu sprzątania i szorowania... choć mimo wszystko troszkę kusi taki powrót - zachęcająco wyglądają efekty Twojego eksperymentu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom, nie powstało dużo bałaganu. Tylko na ręce trzeba uważać. Nie pomyślałam wcześniej, co zaowocowało przepięknymi, hrabiowskimi sinymi dłońmi ;) Ale nie takie farbowanie straszne, jak je malują.
      Usilnie zachęcam do eksperymentowania :)

      Usuń
  3. Jak to się mówiło? Kto ciekawie eksperymentuje, ten interesująco żyje...:D

    Penelopa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jedzeniem i ubraniem eksperymenty jak najbardziej wskazane. Są dziedziny życia, w których bym nie ryzykowała ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.