sobota, 13 kwietnia 2013

Czytelnictwo rekreacyjne

Książki rekreacyjne, które czytam ostatnio: Listy wybrane Jane Austen, 30 nowel Jacka Londona.

Lubię czytać. Nie zawsze tak było. Ale nie mój rozwój czytelniczy będzie dzisiaj tematem rozważań. Coś zupełnie ciekawszego. Lubię czytać coś, co poruszy umysł, zostanie na dłużej, zmusi do refleksji. Ostatnio porzuciłam po pierwszym rozdziale coś, czego tytułu już nie pamiętam. Nie podobało mi się, bo:
· bohaterowie mieli głupie imiona,
· narracja była jakaś nieudolna (jakby jednorożec z doliny tęczy napisał, dodatkowo szczegółowe opisy zielonego groszku wyłupanego ze strączka, leżącego na porcelanowym, różowym talerzu wbiły symboliczny gwóźdź w moją głowę),
· problemy bohaterów pochodziły z kosmosu, a tematyka niby zwykła, obyczajowa (babka, którą facet puścił kantem dostała raka z powodu porzucenia, była smutna i stereotypowa -- dodatkowo oboje nosili głupie imiona...),
· znałam zakończenie.
Że też istnieją ludzie, którzy dają książkę ze słowami "i tak na końcu umarł" (niby wszyscy na końcu umrzemy, tak?).
I nie przeczytałam. Bardzo dobrze, miałam więcej czasu na naukę szydełkowania.

O problemach z kosmosu nastąpi słów jeszcze kilka.
Natknęłam się niedawno na porównanie wręcz pojedynkowe - Huxley vs. Orwell. Kto miał rację, kto przewidział przyszłość? Po pierwsze primo - Nowy, wspaniały świat i Rok 1984 to nie są przepowienie, to utwory literackie. Fakt szokujący, ale niezaprzeczalny. Możemy narysować wykres, kółeczka zbiorów, w których częścią wspólną rzeczywiście będzie hasło "antyutopia", ale poza tym jest wiele różnic, które wykluczają możliwość tak śmiesznego porównania obu dzieł. Warto dowiedzieć się, o czym pisał Orwell. Do tego przydałaby się podstawowa wiedza o życiu i twórczości. Ale kogo to obchodzi? Źle przewidział przyszłość, przemielić książki, zaorać grób.
Wszystko jest dzisiaj zawodami - kto napisał więcej książek, kto napisał grubsze, a czyje lepiej się sprzedają. A może zacząć je czytać ze zrozumieniem? To nie konkurs, kto więcej, lepiej i bardziej, tu chodzi o wartość nieobliczalną. Słowacki napisał więcej niż Mickiewicz. I co? Obaj są znienawidzeni przez szkolną młodzież w takim samym stopniu. Żeby odciążyć moja głowę, wklejam cytat.

Individual science fiction stories may seem as trivial as ever to the blinder critics and philosophers of today - but the core of science fiction, its essence has become crucial to our salvation if we are to be saved at all. - stwierdził Isaac Asimov.

Nie powiem, że się całkowicie zgadzam, ale coś tam miał na myśli, coś więcej niż "pisarze science fiction zajmują się przepowiadaniem przyszłości". Pisarze science fiction tak naprawdę opisują teraźniejszość, zieją przerażeniem w stronę czytelnika i każą zastanowić się, czy jako człowiek, humanoid i jednostka samodzielnie myśląca, idzie w dobrą stronę. Osobom leniwym polecam filmy typu Vexille, które pięknie łapią całą, rozległą i, wbrew pozorom, nieskomplikowaną ofertę tematyczną dzieł SF.

A jeśli chodzi o moje czytanie rekreacyjne - kiedyś stworzyłam listę dzieł wybitnych, bo uważałam, że muszę się z nimi poznać osobiście. Przez wiele nie przebrnęłam, innych nie tknęłam nawet patykiem, na odległość. Wcale nie muszę. Idę tam, gdzie idę, czytam to, co czytam. Jestem już w tej komfortowej sytuacji, że nie mam obowiązku zmuszać się do wytężania mózgu nad niestrawną lekturą.
Czasami zdarza mi się do czegoś zmienić nastawienie. I wtedy zastanawiam się:
· jak mogłam to przeczytać?
· jak mogłam tego wcześniej nie przeczytać?
Takich Płomieni Brzozowskiego na przykład dzisiaj bym nawet przez papier nie wzięła do ręki. Ale przeczytałam kilka lat temu. Są też "dzieła" do których jestem silnie uprzedzona, bo staram się trzymać poziom. I nie chodzi o to, że się snobuję, czy coś. Chronię mój mózg przed wpływem treści kompletnie bezużytecznych, a nawet szkodliwych, kradnących cenny czas, który poświęcić mogę na rozrywki bardziej rozwijające.

Różne dzieła wzbudzają we mnie różne uczucia. Czasami trochę niespodziewane. Rebeka Daphne du Maurier sprawia, że jestem głodna. Po poezji Julii Hartwig dobrze mi się sprząta. Roman Ingarden jest dobrą rozgrzewką przed różnego rodzaju obliczeniami, nawet rozwiązywaniem sudoku. Staram się nie patrzeć w stronę Elizy Orzeszkowej, bo strasznie mnie ludzie później denerwują.

Postanowiłam bardziej się przyłożyć do czytania listów Austen. Może uda mi się ukształtować jakiegoś plastusia udającego recenzję? Albo chociaż powybieram najciekawsze ciekawostki. Już teraz mogę przyznać, że chciałabym, żeby ktoś do mnie napisał taki list.

przykładowe książki, propozycja podania

12 komentarzy:

  1. Zacne książki, Douglasa wprost uwielbiam nawet przestałam panikować;))) Polecam Ci rzucić okiem na "Nigdziebądź" Neila Gaimana, "Galapagos" Kurta Vonneguta, cokolwiek Philipa K Dicka (nie zrażaj się licznymi ekranizacjami jego książek, te ostatnie są dużo lepsze), a jak będziesz miała dość SF to sięgnij po Johna Irvinga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam swoje odczucie, jeśli chodzi o Gaimana. I moja znajoma je podziela. On zaczyna z rozmachem, świetnie rozwija, a zakończenia są jakieś takie lekko kalekie. Ale "Nigdziebądź" mi się podobało. Philip K Dick jest dla mnie trochę za bardzo przygnębiający. W sumie można powiedzieć, że monumentalnie przytłaczający. A John Irving mnie denerwuje. Może wina tłumaczenia? Za to William Gibson się dobrze czyta.
      Dzięki za sugestie :)

      Usuń
  2. "Kobieta z wydm" - najlepsza książka przeczytana pod przymusem, jako lektura, na zajęcia z literatury na studiach. i Schmitta dostrzegam, którego bardziej niż lubię.

    a co masz konkretnie na myśli, pisząc: są też "dzieła" do których jestem silnie uprzedzona, bo staram się trzymać poziom. I nie chodzi o to, że się snobuję, czy coś. Chronię mój mózg przed wpływem treści kompletnie bezużytecznych, a nawet szkodliwych, kradnących cenny czas

    ??? jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kobieta z wydm" jest jedną z moich ulubionych ksiażek kupionych przypadkiem.

      "Dzieła", które mam na myśli, mogą być konkretnymi tytułami (jak saga "Zmierzch"), ale generalnie chodzi o grupę utworów różnego rodzaju, które nie przedstawiają dla mnie wartości jako takiej. Tematyka, fabuła i ogół koncepcji zionie stratą czasu, a nawet może czasami zaszkodzić na głowę. Trzeba sobie wybierać dobre towarzystwo. Wszystko, z czym ma się do czynienia, w jakiś sposób wpływa na sposób myślenia, a ja nie chcę się rozkupiać niepotrzebnie. Staram się szukać czegoś, co wpłynie na mnie pozytywnie i budująco.

      Usuń
  3. Właśnie tego potrzebuję, inteligentnych podpowiedzi. Bo coś tak ostatnio zwolniłam czytelniczo, idę na łatwiznę, biorę biografie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biografie też są ciekawe. Zależy oczywiście czyje... ;) Podobały mi się " Wspomnienia" Tatiany Suchotiny-Tołstoj.

      Usuń
  4. Lubię czytać książki i lubię czytać o książkach. Niesamowite jest to, że nawet, gdy książka się nie podoba, to jest o czym pisać i niesamowite jest to, że gdy natknę się na czyjeś wrażenia z jakiejś lektury, natychmiast chciałabym podzielić się swoimi. I odwrotnie - gdy przeczytam jakąś książkę ciekawa jestem, co myślą na jej temat inni. Na co dzień brakuje mi rozmów o książkach, dlatego piszę o nich na blogu - zawsze to jakaś namiastka rozmowy:) Z Twojego stosika nie znam nic, ale może jeszcze kiedyś...
    A literaturę SF uwielbiam za wyobraźnię ich autorów. Szczególnie lubię stare SF - np. Żuławskiego Trylogię Księżycową - niesamowite są koncepcje przyszłości z początków XX wieku:)
    O książkach i robótkach mogłabym bez końca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że naprawdę coś zrozumieć można dopiero po przedyskutowaniu tego z kimś, kto ma zupełnie inne spojrzenie na sprawę. Dlatego lubię czytać Twoje recenzje, i bardzo się cieszę, kiedy piszesz o książkach, które nie są mi obce. :)
      Stare S wydaje mi się mniej zmanierowane niż nowości.
      A do tematu ksiązek i robótek dorzuciłabym jeszcze włosy i też mogę bez końca :)

      Usuń
  5. Ale trzeba było napisać "ros(sss)kupiać się" (co tak syczy...?), bo to od stanu skupienia umysłu jest, a nie "rozkupiać", bo to kojarzy się z handlem. Czymkolwiek, np. emocjami też. Chyba wrócę do niektórych książek, tak apetycznie o nich piszesz ;)

    Ela

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham Cię za ulice marzycieli.
    Mon :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie spotkałam człowieka, który przeczytałby "Ulicę..." i nie zakochał się w niej :D
      Dlatego rozumiem i odwzajemniam :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.