środa, 6 marca 2013

Wiosna!


Obiecywałam sobie, że nie będę tego robić, a tu jednak - znowu inspiracje. Tym razem trochę inaczej niż poprzednio, ale zawsze to jakieś złamanie własnych zasad. Będę musiała te zasady trochę zmienić. Co jakiś czas pozwolę sobie takie rzeczy zamieszczać. Ja tu rządzę, nie oszukujmy się. Byle nie za często. Raz na pół roku? Raz na rok? Raz na nową porę roku? W opanowanym stopniu.

 Wszystkie obrazki są kradzione. A co? Zupełnie nie moje, ale odkąd pinuję (tutaj można zobaczyć efekty), wzrósł mój poziom kreatywności i chce mi się nie tylko sprzątać, ale i ozdabiać przestrzeń osobistą. Bo zaczyna się pora wprowadzania zmian, mycia okien i sadzenia kwiatów. Trzeba też wywietrzyć głowę.

Na początek moja ostatnia obsesja spożywcza - smoothie. Bo warto dzień rozpocząć od czegoś wartościowego. Witaminy i minerały, owoce, warzywa, kostki lodu, pławienie się w kefirach i nikt się nie skrzywi, gdy doda się kiwi. I oto znalazłam prosty przepis na nieskończoną liczbę kombinacji. Klik na obrazku powiększy.

Podobno smoothie jest pokarmem dietetycznym, wspomagającym pozbywanie się nadliczbowych kilogramów, ale ja nie potwierdzam ani nie zaprzeczam. Zawsze można przekonać się na własnej skórze.

Żeby nie było, że dyskryminuję i prześladuję osoby, które nie władają językiem angielskim, oto moje uproszczone tłumaczenie wraz z lekką nutką interpretacji:

1. Owoc: wybierz 2 typy. Może być świeży lub mrożony. Najlepiej ulubiony. Przykład - mandarynka i truskawka (musi być mrożona, bo znajdź, człowieku, o tej porze uczciwą truskawkę). Warzywa również są mile widziane. Zależy od upodobań.

2. Baza: woda, sok, mleko lub coś takiego. Rym się w miarę udał, uff... Moim odkryciem jest mleko kokosowe. Nie śmierdzi typowo dla kokosowych produktów (nie lubię tego zapachu obecnego w wiórkach, ciastkach i innych słodyczach), jest smaczne, pożywne, a do tego, tak słyszałam, zdrowe i dobrze wpływa na włosy, skórę i samopoczucie. Same plusy.

3. Zagęszczenie: jogurt, lód, masło orzechowe. Można też nawrzucać zarodków pszenicznych, czy kokosowego wnętrza. Zauważyłam, że problemem jest kupienie dużego naturalnego jogurtu. Może to regionalny niedobór, nie wiem. Ale zawsze jest kefir i maślanka, na szczęście.

4. Smak: figi, cukier, miód, zioła (mięta, bazylia), syropy i ekstrakty. Co tam tylko się wymarzy lub jest pod ręką.

5. Coś wyjątkowego: składnik w celu nadania specjalnych właściwości. Coś zdrowotnego, energetycznego. Jak witaminy, tran, pełnowartościowe kakao, pierzga pszczela (chodzi o te pyłki, których nie znoszę, ale zamaskowaną przepysznym owocowym smakiem mogę wcinać - czastem trzeba się oszukać).

Wszystko razem mielimy, blendujemy. Ja nie lubię zbyt dokładnego rozdrobnienia, lubię kawałki natury pływające pośród niezbyt gęstej masy. Ale to też kwestia gustu. Wymarzony przepis leniwej pani domu! Bam ratatata! Poza tym obrazek wybitnie nadaje się na przyozdobę lodówkowych drzwi.

Przechodzimy do kolejnego zgapienia, kolejnego obrazka pełnego inspiracji. Również z serii pierwszej pomocy dla leniwej pani domu. Wiele ozdobników jest na świecie, wiele funkcjonalnych rozwiązań w kuchni, ale geniusz grabiowego wieszaka podbił moje serce od pierwszego wejrzenia. I nie tylko chodzi o kuchenne sprawy. Takim grabiom można znaleźć wiele zastosowań. Hipsteria na salonach. Znajdę tylko jakiś antyczny egzemplarz i obowiązkowo wieszam na ścianie. Może bym tylko odmalowała na kolor zgodny z wystrojem wnętrza, ale poza tym - perfekcja. Gdzieś w garażowych rupieciach podobno poniewiera się odpowiednia sztuka. I jest motywacja, żeby zrobić porządek. Ale to nastąpi, kiedy będzie naprawdę ciepło.

Królikowych inspiracji nazbierałam zbyt wiele, żeby wybrać coś wyjątkowego. Poza tym powoli zbieram własne stwory, które w odpowiedniej chwili zostaną przedstawione. Conajmniej dwa dokonania leżą rozbabrane i czekają na zakończenie, więc będzie jeszcze czas na takie rzeczy. Jestem też po pierwszej próbie pieczenia drożdżowych bułek ukształtowanych na wzór długouchego gryzonia. Niezbyt się udały, ale pierwsze śliwki robaczywki, trochę ćwiczeń i za którymś razem musi się udać. O sukcesie w tej kwestii będę informować, bo chwila wiekopomna warta jest uwiecznienia. Poza tym sposób jest śmiesznie prosty (szkoda tylko, że mi nie wychodzi...), więc ciąg dalszy królikowych dywagacji z całą pewnością nastąpi.

Wspominałam już o mojej obsesji kokardkowej (tutaj i jeszcze tu). Kokardek nigdy za wiele. W każdej formie, każde możliwe zastosowanie. Małe, duże, różne. Do włosów jak najbardziej. Muszę wyprodukować kilka nowych, z materii lżejszej, z kolorowych wstążek na przykład, i nie rozstawać się z nimi już nigdy. Przynajmniej do końca tej wiosny. Z jednej strony można sobie pomyśleć - stara baba i stroi się w kokardki, znalazła się królewna Śnieżka... Ale przecież to jest ładne, poprawia humor i służy jedynie rozsiewaniu dobra oraz radości. Więc dlaczego myśleć negatywnie? Nie wolno, zakazane, grozi zgorzknieniem, a krzywienie się brzydkimi zmarszczkami twarzy do końca życia. Poza tym - ja wyglądam młodo. W sumie nie mam wyboru. Nikt nie ma, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Ale zastanówmy się - mamy różowe dowody osobiste. Jak można być poważnym, jeśli z założenia poważny dokument jest różowy? Nie da się.

Znalazłam też ciekawy sposób na stworzenie kokardki. Jeszcze nie wypróbowałam, ale to tylko kwestia czasu. Wszystko jest kwestią czasu... ;)

Co jeszcze?
Na pewno będę malować kamienie. Tak się składa, że mam kilka nadbałtyckich, wyprasowanych przez morze.
Chcę zrobić kilka świeczników. To dziwne, ale nie mam pojęcia gdzie się podziały wszystkie moje akcesoria świecące. Został mi tylko jeden szklany kwiatek. I jak tu wieczorny klimat wytworzyć? Bez atrakcyjnego, kolorowego świecznika? Banał i kicz, ale ja lubię kolorowe światełka.
Kilka lumpidełek czeka na transformacje. Mam też całkiem nowe, zdrowe pantalony, które postanowiłam zafarbować. Trochę brakuje mi odwagi, żeby się za to zabrać, ale któregoś dnia wezmę głęboki oddech i zmierzę się z tym trudnym zadaniem.
Zbuduję zamek w ogródku, wśród kwiatków.
Zrobiło się trochę postanowieniowo, więc korzystając z okazji - będę częściej chodzić na długie spacery, więcej kręcić hulahopem, skakać na skakance i tańczyć. Bam ratatata!


To jeszcze nie koniec. Pojawiały się już porady jak znaleźć męża, a dzisiaj coś zupełnie przeciwnego - jak się nie znajdzie z całą pewnością. Bo moje życie jest takie horrendalne (z "horrendalnym życiem" wiaże się długa opowieść, innym razem może)... Przykładowy dialog.
- O, masz tyle lat, co moja siostra, która wyszła za mąż - zauważamy radośnie.
- A ty? - pyta nasz potencjalny książę.
- A ja jestem mądrzejsza.
Od forever alone wolę forever not yours. Lepiej brzmi.

Ku uciesze tłumu (Kas), powraca Kącik Kradzionego Zdjęcia. Lee Min Ho, proszę państwa:


6 komentarzy:

  1. Wiosenne postanowienia są lepsze niż noworoczne - z wiosennym entuzjazmem chyba ich łatwiej dotrzymać. W każdym razie mnie jest łatwiej:) Marzec zawsze jest moim miesiącem postanowień i zmian. Choć w tym roku zaspałam trochę... Żadne nowe postanowienia mi się w głowie nie pojawiły... Dlatego dzięki za inspiracje:) Smoothie wydaje się bardzo ciekawą i smaczną propozycją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jest czas na marcowe postanowienia! Ja uważam, że zawsze jest dobra chwila, żeby zmienić coś na lepsze. Ale wiosną rzeczywiście łatwiej :)

      Usuń
  2. Lee Min Ho jak zawsze uroczy, choć ostatnio trochę go przedawkowałam i mam dość. Ale może mi się odmieni za jakiś tydzień ;) I nowy serial z nim znajdę. Np. ten, z którego pochodzi to zdjęcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To śmieszne jest trochę, nosi tytuł "Sin-eui" albo "Faith" i opowiada o lekarce, która przenosi się w czasie. Ja mogę polecić "Gaeinui Chwihyan", gdzie Min Ho jest architektem, który ma bardzo utrudniane życie.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.