czwartek, 7 marca 2013

Superwoman

Nazwisko Clarka Kenta znane jest chyba każdemu. Jego siostrą była Petula Clark, a bratem Rolfe Kent. W wolnym czasie zajmował się ratowaniem małych kotków z pożaru oraz innymi czynnościami superbohaterskimi.

Piosenka, klik, klik, klik.

Ja supermoce straciłam w momencie, kiedy przyszło mi się zmierzyć z arktycznym wiatrem. Aż zyskałam szacunek dla heroicznego czynu Kate Upton, która hasała wśród pingwinów. Trochę to jednak głupie, bo można jej było dokleić tło, bez narażania jej życia i zdrowia. Przecież żyjemy w epoce fotoszopa gładzonego.

Kilka słów na temat, bo nie można pozwolić, żeby taka okazja uległa przegapieniu. Kultura indyjska wytworzyła boginię Lakszmi, żonę bossa, miłą i sympatyczną. Znakiem rozpoznawczym były cztery ręce. Ja doszłam do wniosku, że bogini ta została stworzona na obraz i podobieństwo kobiety. Zwykłej, każdej, przeciętnej. Lakszmi to matka, żona, ma te cztery ręce, więc z powodzeniem może pełnić rolę wszechstronnie zasuwającej kobiety socjalizmu. Niestety, życie to nie mity i legendy z krainy bollywoodu, kobieta w formie naturalnej posiada tylko jedną parę rączek. Ale dziarsko dotrzymuje kroku Lakszmi, biorąc na siebie jeszcze więcej obowiązków, niż estetyczne stanie na kwiecie lotosu. Jednak nikt nie powie, że superwoman. Wszystkie zjawiska są całkowicie normalne.
Jeśli natomiast jakiś pan wykonuje czynności od wieków przypisane czterorękiej płci lub bez problemu odnajduje się w lawinie codziennych, upierdliwych zajęć, okrzyknięty zostaje supermanem. Dlaczego kucharze-mężczyźni są sławnymi kucharzami? Bo to wielkie dziwo, aż trzeba w telewizorze pokazać. Że baba gotuje? One zawsze gotowały...
Zastanowiłam się przez chwilę, jak wyglądają stereotypowe (stereotyp jest zły, ale w tym przypadku służy uświadomieniu sobie) listy codziennych czynności "nie chcem, ale muszem" dla pani i dla pana. Nie pisałam na kartce, ponieważ trzeba szanować papier i nie marnować go na głupoty. Łatwo sobie jednak wyobrazić poszczególne objętości.
A przecież dzień składa się także z innych rzeczy. Milion małych kamyczków układających się w charakterystyczne S.

(Prasować będę tylko w chwilach ostateczności. Superbohaterowie muszą mieć jakieś słabości.)




Tradycyjnie - otwór nagłowny został powiększony. A przepiękne drechołaki pochodzą z lumpka. Więcej ciekawostek:
 - wydziergałam kolejny sznurek, tym razem zbyt krótki (bo z resztek ostatecznych), żeby zrobić z niego ozdobę naszyjną, ale po to człowiek ma nadgarstki, żeby owijać różnymi akcesoriami.

13 komentarzy:

  1. Jak Ty to ładnie napisałaś. Zgadzam się w całej superozciągłości. "Milion małych kamyczków..." - poezja opisująca prozę kobiecego życia! A poza tym, jesteś Chinką! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja jestem człowiek wschodu, wmawiam ludziom, że moim przodkiem był Czyngis-chan. Poza tym - kto mi udowodni, że nie był? ;)

      Usuń
    2. Nikt by nie śmiał :D

      Usuń
  2. Lista "nie chcem ale muszem" dla pana zaczyna się od "wstać", zaraz potem jest "wziąć prysznic". Przepraszam, musiałam. Zresztą, internet zniesie wszystko, nie wymaga ofiar z drzew, więc mogę ;)
    Fotka nr 2, gdzie lewitujesz, fajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, czasami tak wygląda ta ich lista ;)
      To nie lewitacja, I can fly, jak superman.

      Usuń
  3. Ech, czasem przydała by się dodatkowa para rąk by sprawniej ogarniać plan zawładnięcia światem. chciałabym umieć dziergać... poczułabym się bardzie łonder niż zazwyczaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę nie jest trudne. W sumie ja opanowałam tylko podstawy, teraz się uczę różnych komplikacji i dopiero teraz się rozdział z łonder w tytule zaczyna.

      Usuń
  4. Sytuacja i postrzeganie kobiet w społeczeństwie, to jedne z bardzo nielicznych tematów, które są w stanie doprowadzić mnie do pasji... Wypowiedzi typu: mężczyźni są najlepszymi kucharzami, jest mało kobiet w polityce, bo kobiety nie interesują się polityką.... itp. doprowadzają mnie do szału. Najgorsze, że wypowiadają je nie tylko mężczyźni, ale i same kobiety również...
    A ja mam wstrętny charakter i nigdy, przenigdy, nie przejdę obok takich słów obojętnie. To moja osobista misja - wytykać ludziom stereotypy w myśleniu (dzięki czemu wrażliwsza też jestem na własne stereotypowe myślenie). Robię to na taką maleńką skalę i czasem bardzo mi szkoda, że nie ma takiej SUPER-bohaterki, która zrobiłaby to bardziej, lepiej i szybciej... I bardzo mi przykro, że większość SUPER-kobiet jest społecznie zmuszona do zużywania wszystkich swoich mocy na codzienne "nie chcem, ale muszem". A jeszcze bardziej mi przykro, że ten przymus jest z nimi tak zrośnięty, że im samym nie wydaje się możliwe, że można inaczej...
    A można. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działanie na maleńką skalę przynosi czasem większe efekty niż szeroko zakrojona akcja.
      Szkoda tych wszystkich superbohaterek, które codziennie się spotyka w przebraniu Clarka Kenta. Bo uświadomić sobie należy, że to nie Clark przebierał się za Supermana, proces był zupełnie odwrotny. On był z urodzenia super, ale żeby dopasować się do społeczeństwa, został niepozornym okularnikiem.

      Usuń
    2. Jejku, nigdy nie spojrzałam na to od TEJ strony! Ale masz rację... I w głębi duszy Superman to kobieta, bo to kobiety z NATURY są takimi cichymi i skromnymi bohaterkami;) Prawdziwy mężczyzna z pewnością nie wytrzymałby, żeby się nie pochwalić przed światem swoimi supermocami;)

      Usuń
    3. Ciekawa interpretacja nam wyszła :) Niby prosta historia kosmicznego osiłka wychowanego na Ziemi, ale ten głębszy sens zaskakuje.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.