sobota, 9 lutego 2013

Zima

Adresatami poniższych treści są w dużej mierze znajome mi osoby, płaczące na odległość z tęsknoty.

Trochę o zimie, krótka przerwa między różnego rodzaju robociznami ręcznymi. A już mam cały zapas następnych do uwiecznienia foto-foto. Formy małe, większe, utylitarne i całkowicie pozbawione zastosowania. Chciałam zrobić konkurs z nagrodą typu ostatniego, ale nie mam pomysłu, jakie mogłoby być zadanie. I nie miałabym czasu rozpatrywać, a gdybym powołała bezstronnego sędziego, obraziłby się, że nie może brać udziału, bo nagroda bardzo w typie mojego rozstrzygającego głosu zewnętrznego... Ale o tym następnym razem.


Dla wszystkich załamanych zimą, kwiatek kamikaze, który zakwitł na początku lutego w przydomowym ogródku Pani Matki. Czyli wiosna się zbliża, jeśli roślina poczuła się na siłach. Albo jakiś botanik-psychiatra powinien złożyć wizytę.


Kolejna sprawa - staram się jednak nie marnować pogody (której i tak nie ma, bo tylko szaro, buro i ponuro z przerwami na opady śniegu i mikroprzebłyski słońca), bo raz do roku jest sezon na chodzenie po lodzie (co jest bardzo nieodpowiedzialne, ale nie pcham się na głębinę, to była tylko duża kałuża). Na łyżwy jakoś mnie nie zanosi w ostatnim czasie, toteż ubolewam i rekompensuję to sobie oglądaniem takiego jednego pana. Coś w stylu I feel too fat to go to the gym, so I sit at home and watch keep fit videos. Mam jeszcze zaplanowaną aktywność estetyczną związaną z mrozem, ale muszę na porządny spadek temperatury poczekać. Chyba jeszcze w tym roku nastąpi...


Rozpoczynam również kolejny rozdział królikowych poczynań. Ulepiłam bałwana, pierwszy raz od kilku długich lat. Jednak chciałam, żeby był unikalny i nawet planowałam gdzieś w najwyższym punkcie szczerego pola to zrobić, żeby był taką fortecą wśród pustkowia, ale pogoda nie sprzyjała, nie chciało mi się iść nigdzie bardzo daleko, bo jeszcze bym zabłądziła i zamarzła jak nieudana ekspedycja polarna. Nie... Ja nigdy nie błądzę, ja zwiedzam.


Zima to również czas niesprawiedliwości oraz skrobania szyb pośród mrozu. Tu też powstają króliki. Dzieła sztuki nie dokonałam, ale jeszcze kilka przymrozków i narysuję coś ładnego.


Tak o niczym dzisiaj. W nadchodzącym tygodniu będzie już tematycznie. Kulinarnie i rękodzielniczo. Trochę się zbiera zagadnień.

6 komentarzy:

  1. Fajne te króliki:) Mój ostatni bałwan powstał rok temu, lepiłam go z koleżankami mojego syna. Ledwo go spuściłam z oka (bałwana, nie syna), a przyszła zła młodzież i rozniosła go w strzępy. NIGDY więcej! - powiedziałam sobie. Tyle roboty na nic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niszczenie bałwanów to wandalizm, który powinien być surowo karany. Taka tępa agresja.

      Usuń
  2. To bardzo sympatycznie z Twojej strony, że pokazujesz zimę zabawną, ale ja i tak mam jej serdecznie dość. Jeśli nie mrozami i lodem dobija, to opadami, ledwo parę kilo śniegu się roztopiło, to w ostatnich dniach spadło kolejnych parę ton....
    Ten kwiatek to zdecydowanie wariat! Kto to widział się pchać do rozmnażania w taką pogodę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wszystko się kiedyś kończy, a wiosna coraz bliżej :)
      Do wad zimy dodam jeszcze, że do szaleństwa doprowadzają mnie elektryzujące się włosy (2 tony odżywek i preparatów zapobiegających, a i tak wpadają w stan nieważkości).

      Usuń
  3. Króliki pojechały po całości:D Królikową zimę to ja nawet lowe:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jakoś walczyć z niesprzyjającymi warunkami ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.