wtorek, 26 lutego 2013

Let's talk about the weather, and the snow

Zauważyłam, że wiele osób niezadowolonych jest z obecnego pogodowego stanu rzeczy. Ja też do końca się nie uśmiecham. Ale walczę z zimą łopatą osobiście, to nie tak, że tylko płaczę bezsilnie, a łzy moje, jak diamenty, perły nawet, w locie zamarzają i spadają na ziemię z cichym westchnieniem... Niekoniecznie mi się podobała awaria ogrzewania (dobrze, że już zażegnana). Takie rzeczy tylko zimą! Bo dlaczego na przykład wiosną, albo jesienią? Sroga surowość zimy podkreślona wychłodzonymi pomieszczeniami mieszkalnymi jest o wiele bardziej drastyczna. Bądź jak John Rambo, przetrwaj w warunkach, w których Wikingom siniały gałki oczne! Przykładów niedogodności jest wiele, i jestem przekonana, że każdy może dorzucić swój unikalny powód, dlaczego zima wyczerpała jego zasoby optymizmu.
Ale ja się nie poddaję. Zaciętość mam we krwi barbarzyńskiej, litewskiej, wymieszanej z nawet-dalej-niż-litwesko-wschodnią. Tu się nie płacze. Podstawowa zasada - nie dać się zastraszyć.


Zepsuty przeze mnie obraz namalował Ilja Repin.

Trochę męczy mnie brak kolorów. Ale na to też znalazłam sposób. Trochę już przeterminowany, bo oto nastały roztopy, temperatura znacznie się podniosła i prawdopodobnie właśnie jesteśmy świadkami powolnego nadchodzenia wiosny. Nawet mój parapetowy hiacynt, Cypisek, przygotowuje się do rozkwitu.

Potrzebujemy kilku zupełnie zwyczajnych baloników oraz jakichkolwiek kolorowych farb i wody. Wlewamy farbę do pustego balona, napełniamy wodą, zawiązujemy, troszkę bełtamy, po czym wystawiamy na działanie niskiej, zewnętrznej temperatury i przysypujemy śniegiem. Najlepiej operację przygotować porą wieczorową, przez noc woda zamarznie. Rano zdejmujemy gumową powłokę i oczom naszym ukazuje się następujący widok:




Uwaga! Jeśli kule nie zamarzły przez noc, przetrzymać je na mrozie dłużej. Niech pożałują, że leniwie nie chcą przejść w stały stan skupienia. Można im jeszcze pogrozić, podźgać palcem w celu zastraszenia. Niech je zmrozi!

A teraz wykonanie w wersji obrazkowej (klik! na obrazku powiększy go):


Pomysł skradziony. Klik! Klik! Klik!

Dla serc ogrzania - jamniki, bo dawno już nie było. A dokładnie Pani Żujka, która jak na hrabinę przystało, jest uosobieniem stylu i klasy. Wcale się nie znęcałam, nikt nie ucierpiał, nikt nie płakał. Trochę modelka plus size, ale jest zima, nie będę piesi do intetsywnych ćwiczeń zmuszać. Siebie nie zmuszam, więc jakim prawem inną jednostkę?




8 komentarzy:

  1. Panterkowa Pani Żujka! toż to klasa nad klasą:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Szalenie do twarzy Pani Żujce w panterce, a Tobie bardzo do twarzy z Panią Żujką:) Musiałam się mocno powstrzymywać, żeby nie spieszczać i nie "gugać" do monitora;)
    A kolorowe kule na śniegu to pomysł pierwsza klasa! Na przyszłą zimę udekoruję tak swoje podwórko. Już się nie mogę doczekać kolejnej zimy:) (nie wierzę, że to napisałam, kolorowe kule dziwnie na człowieka działają...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :D Ja do niej "gugam" codziennie :)
      I udało mi się! Największa przeciwniczka zimy już czeka na następną :D

      Usuń
  3. Jamnik w kamuflażu pantery :D Doszyj jej jeszcze futrzany kołnierzyk, będzie jak hrabina :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nawet mam odpowiednie futro :D

      Usuń
  4. Heh, jaka elegantka w panterce. Pomysł z kulami świetny, szkoda że nie dojrzałam tego posta kiedy był mróz, zrobiłabym takie z synkiem, ucieszyłby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłam, w styczniu może? Bo kule szybko przestały istnieć. Musimy czekać na następną zimę.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.