poniedziałek, 21 stycznia 2013

Odłamki poswetrowe

Maszynka zdjęciorobna została mocno kopnięta w swoją nieposłuszną istotę, trochę przy niej pomajstrował samorodny specjalista i oto działa jak należy. W końcu! Z tej okazji kilka obrazków prosto z okna. Ale już oto zabieram się za upamiętnianie swetra. Czekam na chwilę, kiedy będę dobrze wyglądać (to nigdy!) lub chociaż osiągnę stan ogarnięcia wizualnego, tak w miarę...
Teraz będzie o włosach, bo to podnosi mój czynnik niefotogeniczności. Zrobię sobie grzywkę, pomyślałam jakiś czas temu. Nad tym myśli się długo, bo to jest zobowiązanie. Odcinając sobie długość nad czołem podejmujesz się czesać to w zdrowiu i w chorobie, układać w biedzie i bogactwie, nie opuścić aż do odrośnięcia. Ja powoli wyczerpuję wszystkie pomysły, nie podoba mi się, co mam dookoła twarzy, nie wiem, co robić, chcę rozwodu. Niby zaczesuję go góry, ale to niczego nie ułatwia, niczego nie zmienia.

Ze swetra zostały resztki, które urzeczywistniły się w formie miniaturowych czapek. Nie lubię czapek sama, tu wraca temat włosów, bo ja sobie poukładam, przyczeszę, a czapka zepsuje zamysł. Ale koniec marudzenia.

Małe czapki ozdobiły 4 małe głowy. Zima, zima, zima.









wtorek, 15 stycznia 2013

I get a little warm in my heart when I think of winter


Tytuł ukradziony od Tori Amos, z pieśni ludowej zatytułowanej "Winter". Trochę do treści nie pasuje, ale trzeba sobie radzić.
Zdjęcia dzisiejsze, jak nigdy, na świeżo.
Tematem przewodnim jest spacer z jamnikiem. W trakcie przechadzki okazało się jednak, że posiadam zdolności nadprzyrodzone i potrafię latać. Pora niezbyt sprzyjająca dokumentacji fotograficznej, bo nie dość, że pochmurny dzień, to jeszcze jego ostatnia w miarę jasna strona. Trochę za późno, żeby iść na sanki. Bo ja mam do ekstremalnie najlepszej trasy saneczkowej spory kawałek.
Gustawek śliczny jak zwykle, ja też jak zwykle, tylko bez przymiotnika. Przeglądałam, co tam aparat ze spaceru przyniósł i jedno zdjęcie bardzo mi się spodobało. Tak półszafiarsko więc. Poza jakiej nigdzie jeszcze nie było. Taka gustowna stylizacja, żal chować przed światem.

moja ulubiona czapka - Mama udziergała; wełniany sweter w owieczki - lumpek; kamizelka-baleron - lumpek; śniegowce - prezent od Taty; legginsy - hurtownia odzieży różnej; rękawice - skradzione bratu