niedziela, 30 grudnia 2012

Zakochani są wśród nas

Wszystko jest moim zdaniem.

Chciałam już do końca roku nowego bełkotu nie tworzyć, z przyczyn różnych. Ale akurat szukałam sobie jakiegoś filmu, z Moritzem Bleibtreu, ponieważ mimo niewielkiego wzrostu, aktorem jest wielkim. I świetny bardzo jest super. Nie jakiś Bard Pitt... ale co się będę tłumaczyć? Wątek tracę. Natknęłam się na tytuł następujący - "Goethe!". Sobie pomyślałam, że po polsku pewnie było "Zakochany Goethe" i miałam rację. Nie obejrzę, gdyż życiorys poety wypalił piętno na moim mózgu, bardzo mi przykro, nie lubię też takich fantasy-biografideł w stylu szalonego romansu spróchniałego pisarza. Ruszyłam za to śladem. Pierwszy był Szekspir, wszyscy pamiętamy wzruszające oczy Josepha Fiennesa (wolę Lorda Voldemorta Fiennesa).


Były Oscary, były brawa, było pięknie. Zróbmy to jeszcze raz! Ba-bach-bum! Zakochała się Jane Austen.


Anne Hathaway ma taki dziwny sposób mówienia i nie mogę jej polubić. Film widziałam, zachwycona nie jestem. Trochę maniakalny, trochę nijaki, za małe natężenie dramy, za dużo dziwnych, przekombinowanych figur retorycznych. Ale dobrze, Jane była zakochana jak ta lala, mrugała oczętami, uśmiechy słała. Film odniósł jakiś tam mały sukces, bo wystąpiła Maggie Smith.
Lecz nie było nam dość, nam niezakochanym, pragnącym miłości (o pragnieniu miłości też bym mogła napisać, połączyć oba tematy, ale zgorzkniałość by mi w głowie wybuchła) . Do zakochania jeden krok, śpiewają, i krok ten zrobił wśród kwiecistej łąki Molier z rozwianym włosiem.


Romain Duris zarośnięty jak jeszcze nigdy! Nie przepadam, naprawdę. Taki typ dla dziewcząt wzdychających w takt pieśni: My new favourite thing to do, is wasting my time on a bum like you. Picuś niedbale francuski. Ja nie mogę patrzeć. Dlatego też filmu nie zobaczę. Kumulacja jakaś.
Zapytuję więc figurkę na plakacie:
- Co tam niesiesz, panie Molier, na plecach?
Odpowiedzi się nie spodziewam, bom nie Henryk Kwiatek. Domyślam się jednak, że w torbie jest gotowy scenariusz filmu o następnym literacie szalejącym z miłości.


O, proszę, nawet czcionka tytułowa niewiele się zmieniła. Romantycznie, wall kiss w ruinach wśród padającego deszczu. Ten deszcz to chyba z załamania chmury padł. I właściwie nie wiem, czy chcę zobaczyć to w formie godzina czterdzieści. Nawet Bleibtreu mnie nie zachęca (całe szczęście, że nie on wcielił się w JWG, uff!).
Zastanawiam się, kto będzie następny? Zakochany Dickens? A może Sofokles? Chociaż dla równowagi powinna być babka.

W ramach mojego uwielbienia do zakochanych tytułów, kilka innych, które fascynują, uczą, bawią i wychowują:


Dzięki temu dowiedziałam się, jakie jest znaczenie imienia Camille. Świetna sprawa, bo zawsze mi się wydawało, że coś tam Rzymianie sobie ustrugali po łacinie, ale myliłam się. Człowiek uczy się przez całe życie.

Bardzo ładny tytuł można też zepsuć w sposób następujący, zakorzeniający się w popkulturze i niemożliwy do zapomnienia:


Dlaczego, why, por qué? Bo "Lady and the Tramp" nie brzmi po polsku. Dama i łajza. Rzeczywiście nie ma magii chwytliwości. Ale... Primo - to były też swego rodzaju osobiste nazwy stworów, secundo: tworząc "Zakochanego kundla" stawiamy postać Trampa w uwypukleniu, pomijamy Lady, czyniąc z niej mniej aktywnego bohatera. Percepcja zostaje zaburzona.

Czepiam się, czepiam się, la la la...

A na koniec najlepszy z najlepszych, mistrzostwo świata, szklana pułapka i wirujący seks zakochanych (tutaj mi niepokojąco zabrzmiało...):


Bond naszych czasów w filmie dla cierpliwych. Długo zastanawiałam się kto taki film pokarał tytułem przerażająco odklejającym się od właściwego. Bo naprawdę "Flashbacks of a Fool". Jest głupiec oryginalnie, ok. Ale bohater jest pisarzem, więc nie żałujmy, dostrzelmy do głupca zakochanie. I jedziem z koksem, panie Zdziśku! Innego wytłumaczenia nie znajduję. Czy Bond udający pisarza był zakochany? Owszem, zdarzyło się. Więc nikt nie skłamał, proszę państwa.

Zabrzmię więc ostatecznie. Panie tłumaczu tytułów! Ty skajfolu*!

*wraz z siostrą stwierdziłyśmy, że skyfall brzmi jak polskie obraźliwe, ordynarne wyzwisko.

8 komentarzy:

  1. Jakoś tak dziwnie, ale nie oglądałam tych filmów ;).
    A biorąc pod uwagę,że po szwedzku(?) skyffall to ulewa, a w zależności od kontekstu zahacza o rynnę to i do rynsztoku blisko.A tłumacze stamtąd też czerpią natchnienie ;).
    Jakby nie było, nie dość, że czasami(często) filmy nie do obejrzenia, to tłumaczone w ten sposób tytuły też nie zachęcą.

    Graszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet o Szekspirze? Warto chociaż ten, bo Colin Firth jest czarnym charakterem.
      Ja coraz częściej oglądam filmy/seriale bez tłumaczenia, ale mam limity mózgowe, i egzotycznych produkcji sobie nie pooglądam.

      Usuń
    2. No tak jakoś...Zapóźniona jestem .
      Może odrobię te zaległości, gdy na emeryturze będę :D.

      Graszka

      Usuń
    3. Do emerytury więcej zakochanych się nazbiera, można będzie seriami oglądać ;)

      Usuń
  2. No tak, jeszcze był "Szopen. Pragnienie miłości":) Ale ja żadnego z tych filmów nie obejrzałam. Niby lubię biografie, ale niekonieczne romantyczne. Romantyczne to lubię komedie...
    A ostatnio na moim ekranie rządzą bohaterowie CSI... Lubię ich, bo rozwiązują ciekawe zagadki i na żadne romanse czasu nie mają;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pragnienia miłości są chyba trzy. Poza biograficznym Fryderykiem, jest meksykańskie "Pragnienie miłości" i w marcu do polskich kin trafi Freida Pinto pragnąca miłości na podstawie "Tessy d'Urberville".
      W ubiegłym roku oglądałam CSI, zagadki całkiem niezłe. Teraz tkwię w kostiumowych serialidłach. I szukam sobie jakiegoś nieromansowego sf.

      Usuń
  3. I "Eternal Sunshine of the Spotless Mind", czyli "Zakochany bez pamięci".

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.