czwartek, 22 listopada 2012

Narcyz i Złote Róże

Haneczka domaga się nowego posta. A ja, jak na złość, mam sto milionów innych rzeczy do zrobienia. Dlatego dzisiaj będzie bardzo nietreściwie.
Ostatnio najwięcej maluję i to właśnie pożera mój tak zwany wolny czas. Przy okazji obrazek poświadczający:


Mam kilka zaczętych tematów, które powinnam skończyć, ale szybciej będzie, pomyślałam, jeśli zacznę coś zupełnie jeszcze innego. Dlatego oto, proszę państwa, dzisiaj występuję ja we własnej osobie w odmianie nieczęsto spotykanej - udaję faszonistę.
Nie jest to stylizacja jakaś specjalnie ekskluzywna. Chciałam się jednak pochwalić torebką, którą ustrzeliłam w lumpku ponad miesiąc temu. Prawdziwa skóra, dobra pojemność i wymarzona forma. Za całe 15 złotych polskich. Szał Mariana. Bardzom kontenta.
Poza tym ostatnio znalazłam sposób na przyozdabianie włosów. A ponieważ często czeszę się tak, jak na poniższych obrazkach widać, ożywiam maczupikczu upięte na czubku rubasznego czerepu, żeby nie zemrzeć ze znudzenia. Różyczki są w zamiarze producenta guzikami. Będę musiała kiedyś ozdabianiu włosów poświęcić więcej uwagi. Kolor włosów też mam nowy, jeśli ktoś zauważył. Takiego brązu chyba jeszcze nie było. Podoba mi się bardziej niż rudy, więc póki co pozostanę mu wierna.

Teraz o pogodzie, żeby objętości tekstu dorobić. Dziwuję się niepomiernie, kiedy spozieram po cudzych blogach, że już zima, sezon śnieżny, i inne takie wypadki meteorologiczne. U mnie codziennie mgła i szarość, ani mrozu, ani niczego. Takie dziadu, doprawdy, jak na obrazku. Niby północ, biegun zimna niedaleko, a wcale nie odczuwam jakoś szczególnie, że się zima jakaś zbliża. Nawet czapki nie noszę. Ale to z dwóch powodów. Primo - brak zimna właśnie. Secundo - gdzie ja taki włos zmieszczę? Podobno się nie powinno rutynowo czesać, trzeba zmieniać, różnorodność uprawiać, ale tutaj w tym miejscu przyznaję - nie chce mi się. Wiem, że mój wielki łeb lepiej wyglądałby w otoczeniu delikatnych, romantycznych, trochę niedbałych loków, ale brakuje mi cierpliwości. I tu wracamy do pogody - rozwietrzanie listopadowym wiatrem niszczy i nadwyręża włos, więc udaję, że mi szkoda roztrwaniać, dlatego zbijam w kulę na czubku czachy. I tak patrzę na te zdjęcia, i dostrzegam, że mam grzywkę źle zrobioną, ale da się to uratować. Bo ona się nie układa. Skupia mi się na środku czoła i nie chce rozejść się na boki, żeby estetyka była. Trzeba będzie dociąć trochę. I tak już muszę skrócić, więc nie rozpaczam. Wszystko jest do zrobienia. Właściwie moje włosy dość źle zniosły ostatnie farbowanie i chyba szkodliwość dotarła do mojego mózgu, ponieważ od dłuższego czasu cierpię z powodu niekończącej się głupawicy. Ale to już inna opowieść.

Pozdrawiam Haneczkę!



Odzienie jest nie do podrobienia, ponieważ dość nawet trudno opisać mi pochodzenie niektórych elementów. Wszystko zostało kupione dawno temu lub w lumpie. Nihil novi.
Sukienka - Fransa; sweter, naszyjne omotanie, torebka - lumpek (nawet jeden i ten sam); różyczki do włosów - guziki z pasmanterii; kurtka - a bo ja pamiętam?; obuwie - rok temu w Deichmannie; skarpetki - nie wiem, ale są ciepłe, różowe w serduszka i gwiazdki; legginsy, kolczyki, rękawiczki z królikiem - dostałam.

8 komentarzy:

  1. Ozdoba włosów fantastyczna.
    Ja okrutnie interesownie - gdzie jest pasmanteria z takimi guzikami? W mojej pasmanterii taki standard guzikowy, że oczy same się zamykają na ich widok, a potrzebuję guzików do "nowworobionego" swetra.

    Przyjemnej pracy twórczo-artystycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu pojawia się problem - guziki kupiłam na przecenie likwidacyjnej. Pasmanteria już nie istnieje, jakiś niepotrzebny sklep z artykułami rowerowymi zrobili na jej miejscu. Ale jeśli chodzi o ciekawą różnorodność - polecam ŚwiatPasji.pl, poza tym na allegro widziałam kilka godnych uwagi. Życzę poszukiwań zakończonych sukcesem!

      Usuń
  2. Ty jednak przemyśl, czy aby w roli faszonistki nie występować częściej, bo znakomicie Ci to wychodzi! Lumpkowe strzały baaardzo trafione i bardzo dobrze Ci służą:) Przede wszystkim torebka, ale i sweter wart osobnego zachwytu (na czymże innym skupić by się mogła miłośniczka dzianin;))
    A jeśli o kolorach włosów mowa, to przyznam się, że ja w ciągu swego życia eksperymentowałam z wszystkimi już chyba... Niektóre wybory były zupełnie nietrafione, co dobitnie widać na starych zdjęciach, ale cóż... Każdemu mogą się zdarzyć błędy i wypaczenia;) Zresztą włosy odrastają (zazwyczaj), więc też nigdy z ich powodu nie rozpaczałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyślę to :) Chociaż chyba jednak za słabo ozdobna jestem na bycie pełnoetatową faszonistką ;) W swetrze zakochałam się od pierwszego wejrzenia, jest idealny, naprawdę.
      Też jestem zdania, że płacz nad włosami nie ma sensu. A moje dodatkowo rosną dość szybko, więc nie narzekam. I próbowałam różnych kolorów - od blondów, przez rude, czerwone, złotawe aż do brązów. Naturalny też mam jakiś brąz, coraz bardziej urozmaicony srebrem (takie geny...), ale obecnie dotarłam do najciemniejszego punktu w mojej karierze. I chociaż bałam się trochę, bo bladość uwydatnia, to nie jest tak źle - dawno nie byłam aż tak zadowolona.

      Usuń
  3. Tylko się nie złość na mnie, ale znów Cię nagrodziłam:) Ale co ja poradzę, że ZASŁUGUJESZ?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Postaram się coś napisać :)

      Usuń
  4. Włos i grzywunia - znakomite:D Choć ja i tak czekam na powrót rudości;) A torebka to już w ogóle szał w trampkach i kaloszach we mgle:D No i ozdoby kwiatowe w swej krasie prawdziwe kwiaty o zazdrość przyprawiają;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiaty we włosach muszą być, żeby jesienną ponurość rozproszyć ;) Rudy kiedyś wróci...

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.