poniedziałek, 24 września 2012

W zdrowiu i w chorobie

Sezon jesiennych chorób uderzył z siłą huraganu. Choroby nie są jakieś szczególnie wyszukane - ot, przeziębienie, zbolałość kości, takie tam. Za to liczba zachorowań przeraża. Tu jeden, tu drugi, wszyscy chorują, cały ekosystem, całe rodziny. Nie chcę być gorsza, więc choruję i ja.
Teraz pradawna, najprawdziwsze prawda - nie lubię chorować. Straszliwe marnowanie czasu. A wiadomo, czasu nikt nigdy nie oddaje. Traci się życie bezpowrotnie. Swoją drogą chorowanie nigdy nie jest stylowe, zawsze chorują ze mną moje włosy, wyglądam jak urodzone nieszczęście i denerwuję się jeszcze bardziej. Próżność, można powiedzieć, ale przecież jedna trzecia pewności siebie i dobrego samopoczucia człowieka to jego wygląd... ;)
Nie lubię też całego procesu zażywania środków leczniczych. Pije człowiek te rozpuszczalniki, łyka pigułki i znowu się denerwuje. Nerwowa jestem w chorobie jeszcze bardziej niż w życiu normalnym (o ile można je tak nazwać...).
Żeby umilić sobie słabowanie, postanowiłam ręcami swymi choremi wykonać przysmak pitny.
Tutaj przepis prawdziwy:


W skrócie, jeśli komuś nie chce się oglądać: składniki - imbir i miód (1:1). Imbir obrać, zmiksować, wymieszać z miodem i gotowe. Herbatka na ciepło: 2-3 łyżeczki mazi na kubeczek, zalać zagotowaną wodą. Na zimno: 2-3 łyżeczki zalać zimną wodą, dodać lodu. Zalecane spożycie z orzechami piniowymi. Ja oczywiście nie posiadam, więc piję bosą herbatę.

A tu mój komentarz. Obieranie imbiru tylko wygląda beztrosko. Wcale nie jest takie łatwe. Primo - sok zalał mi oczy (ale na szczęście nie ma właściwości cebulowych). Mój imbir był też lekko przestarzały, więc nie skórował się gładko i przyjemnie. Dlatego rada - należy zakupić kłącza młode. Może krzywdzenie pełnoletnich gwarantuje czystość sumienia, ale trwa dłużej. Łyżeczka jest zdecydowanie najlepszym narzędziem. Z miodem też były przeboje, ponieważ niestety dysponowałam zastygniętym, w formie stałej. Rozpuszczenie trwa. Nie chcemy zagotować przecież. Zagotowany miód traci właściwości. Śmieszne, bo przecież jeśli zaleję gotową maź imbirowo-miodową wrzątkiem, zabiję te właściwości bardzo szybko... Ale mniejsza o to, miód rozpuszczał się w warunkach komfortowych. Po wymieszaniu okazało się, że powstała nadwyżka produktu, dlatego burza mózgów wywołała hasło "pasteryzacja". I będzie stał sobie, w słoiczkach, czekał na chwile słabości psychofizycznej lub inne okazje.


8 komentarzy:

  1. Dobre fluidy i wyrazy współczucia ślę. Ja należę do tych, co to złego diabli nie biorą i choruję raz na rok. Jeden dzień:P ale przepis na uzdrawiający napar się przyda, bo a nuż kosmos będzie chciał moją wytrzymałość na deszcz sprawdzić i powali mnie na pysk do łóżka:D
    Zdowiej, trzymaj się i pogłaskaj parówki:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Najbardziej cierpią właśnie burki, bo na spacer trzeba iść, a ludziom leniwym chorować się zachciało ;)
      Ja w tym roku dopiero zaczęłam łapać różne wredne przeziębienia i grypy, odporność mi się chyba zestarzała. Daję sobie jeszcze jeden dzień i to musi się skończyć. Akurat jest pogoda dobra G-jamnik miał zostać zabrany do lasu, nad jezioro i do wszystkich tych najlepszych miejsc spacerowych. Tak być nie może. Poza tym odkryłam, że umie na smyczy przy rowerze wędrować, więc tragedia z tą słabowitością.
      Nie dam się! Ozdrowieję! Fighting!

      Usuń
  2. Szybkiego powrotu do zdrowia i przyjemnych spacerków po ozdrowieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Myślę, że będę żyła ;)

      Usuń
  3. Mnie też wirus poniewiera. Jak zwykle we wrześniu. To przez rower i moje letnie przyzwyczajenia - niedosuszone włosy i gołe nogi, bo przecież po południu się ociepli... Ale z lenistwa nic nie biorę. Zresztą ostatnio po badaniach lekarka powiedziała mi, że wyniki mam rewelacyjne więc skoro tak, to niech się ciało samo broni. Ja postanowiłam mu jedynie w tym nie przeszkadzać (basen - stop, rolki - stop). Siedzę grzecznie pod kocem i dziergam (żeby czasu nie marnować;)).
    I zwykłą herbatę z lipy piję.
    No to zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lipa też dobra :)
      Słońce się ostatnio u mnie pokazało, więc pomyślałam, że najlepszą obroną jest atak, więc co tam szkodzi, przewietrzyć się trochę ;) Ja też trochę zaniedbałam dosuszanie włosów i nie zwróciłam uwagi, że już wypada się ubierać bardziej jesiennie.
      Dzięki za miłe słowa. Zdrowie moje od razu szybciej wraca ;)

      Usuń
  4. Póki co pozostaję autseiderem i choróbska mam gdzieś, ale na pewno nie w nosie :) Nie wiem, jak długo stan tem się utrzyma, ale cóż, carpe diem :)
    Za to Tobie życzę szybkiego powrotu do zdrowia, co imbir faktycznie powinien, z mojego doświadczenia, ułatwić. Tylko strrrasznie grzeje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby choroby omijały Cię jak najdłużej, albo nawet pominęły całkowicie! :)
      Ze mną już lepiej, dawna jakość życia powraca spiesznym krokiem.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.