poniedziałek, 28 maja 2012

Into a glow

Biedna moja tonnerka. Męczę ją, dręczę, po kątach różnych noszę. Lalki kolekcjonerskie powinny w gablotce stać i z wyższością spoglądać na świat. Istnienie Little Joan polega na zupełnie innym spoglądaniu na świat. Ona uczestniczy.
Zdjęć powstało sporo, dlatego zgromadzony materiał podzieliłam na nierówne połowy. Jak łatwo odgadnąć, dzisiaj część pierwsza.


Klik klik klik na zdjęcia, by uczynić je większymi. Sukienki są stare, niczego nowego w ostatnim czasie nie szyłam. Nowością jest tylko wieniec z polnych kwiatów. Przed chwilą wiedziałam nawet, jak te niebieskie się nazywają i chciałam się tą wiedzą podzielić. Jeśli ktoś ma pojęcie, proszę się nie krępować, może to ułatwi mi zapamiętanie nieskomplikowanej nazwy. Coś na "p", wydaje mi się.







Zdjęciami na tle krzaku bzu (krzak prawdopodobnie nazywa się bez millera, czy inny chaszcz, ale google jest w tym momencie mało pomocny, więc informacja niepotwierdzona) trochę się powygłupiałam. Mamy klimatyczny artyzm, kolorki, szał i różne romantyczności. Proszę tylko bez ślubnych skojarzeń.

4 komentarze:

  1. na przedostatnim zdjęciu, w tym krzaku bzu, Joan wygląda, jak...żywa:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Romantycznie jak najbardziej - mnie się ze Świtezianką skojarzyło, żadne tam ślubne klimaty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świtezianka brzmi bardzo dobrze ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.