niedziela, 15 kwietnia 2012

Bez skrzydeł ponad samolotami

Na na на...
Jak się zna za dużo Ań, robią się problemy. Wszyscy zawsze myślą, że to jedna Ania, a to na przykład trzy Anie, albo i więcej. Zatem każda moja Ania jest otagowana w odpowiedni sposób. I ja głośno myślę, że muszę Ankę namówić, ale myślę, że Ankę C, dużo ludzi myśli, że Ankę A, a jeszcze kilka ubzdura sobie, że Ankę B. Losie! (Albo z kreseczką...) I po co się wtrącać, domyślać? Ania jest imieniem popularnym, niestety. Żeby utrudnić życie jeszcze bardziej - moja siostra ma na imię Ania, i jeśli ja mówię o jakiejś Ani, domyślnie oczywiście siostra. Nie, proszę szanownych, wcale nie! Nie samą siostrą człowiek żyje. To jest straszne, jak się człowiek zaprzyjaciółkuje z kimś, kto ma na imię jak siostra. Koszmar. Ja się już wcale nie będę imiennie odzywać. Tytuły szlacheckie miały jednak sens. To znaczy, że Izoldy miały swoje przydomki. Była Izolda Blondyna, była Izolda Tipsiara. I nikt się nie pomylił. Nigdy.

Dla przerwania smutku narzekań i niedomówień: kolorowe zdjęcia broszy skręconej dosłownie w 3 minutki. Potrzebowałam czegoś, co przyozdobiłby zgrabny żakiet podkreślający mój brak figury. Się narodziło:





Tradycyjnie klik na obrazku powiększy go. Jej ozdobność nazywa się Lecę w kosmos.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Wonderful wonderful life


Lubię piosenkę "Forever Not Yours". To straszne. Lubię dużo strasznych piosenek. Wstęp ten wprowadza w klimat słoneczny lekko, ale nie za mocno. Na tym oto właśnie wstępie podziękowania za zdjęcia (teraz głosem "stop pneumokokom"), gdyż nie są moją własnościom - stop pneumokokom, nie kradnij zdjęć, lecz jeśli ktoś ci je podaruje, lansuj się jak trza. (Koniec "pneumokoków".) Kolejne ukażą się następnym razem. Będzie szał Mariana. Ale to ja, tak, to moja osoba występuje na wspaniałym tle jeziora Kirsajty (strzelam, że Kirsajty, bo nigdy nie pamiętam).

Radosny przytup dnia powszedniego - konsumencka opinia liczy się. Jakiś czas temu napisałam do producenta mojej ulubionej mąki. Odpowiedzi nie otrzymałam, ale zauważyłam, że sugestia moja wcielona w życie została. Chodziło mi o to, że torebki były zaklejane zbyt mocno i przy otwieraniu rwały się straszliwie. Teraz z czystym sumieniem mogę polecać mąki jako idealne inside and out. Produkt jest jednak regionalny i raczej niedostępny na terenie całego kraju. Mam nadzieję, że lokalny młyn urośnie w siłę i dizajnerskie opakowania zagoszczą pod każdą strzechą. Na zachętę wrzucam zdjęcia ukradzione ze strony producenta:



Kolejne radości. Teraz te niekoniecznie zrozumiałe dla ludzi o mózgu niezmąconym azjatyckim popem. Po doskonałym Tablo odnalazłam kolejną porcję dźwięków, na których ucho zawieszam z przyjemnością. Recenzji pisać nie zamierzam, bo z tym u mnie jak z interpretacją wierszy - radzę sobie tylko z Puszkinem. Warto zatem posłuchać samodzielnie i przekonać się, czy kłamię, czy gust jeszcze mi się nie przemielił. Nienachalnie zachęcam: Nell - Beautiful Stranger.

Mieniących szkiełek ciąg dalszy, czyli fragment postępów w koralach koloru różnorodnego:


Po weekendzie zrobię zakupy, które planuję już od pokoleń i naszyjne ozdoby zostaną ukończone.
Przy okazji robienia porządków w moim archiwum rupieci, znalazłam jeszcze trochę koralików, które z pewnością zamienię w podobne cukierki.

Przyczajam się na jakiś film/serial kostiumowy, najlepiej europejski, ale jeszcze nie znalazłam niczego ciekawego. Interesuje mnie akcja rozgrywająca się w XVIII, XIX, lub na początku XX wieku. Jeśli komuś zaświta coś w mądrej głowie - proszę się nie krępować.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Mejdżer Kałalski

Udawałam już, że piszę recenzje filmów, to teraz coś podobnego. Jest sobie taka pani piosękarka, Katy Perry, i sobie śpiewa, co nie? I któregoś razu zaśpiewała pieśń zatytułowany "Part Of Me". Brzmi jak wszystkie jej pozostałe utwory, ale z brzmieniem nie będę dyskutować. Niech sobie będzie. Jest za to jeszcze music video. Skupię się na historyjce tam zawartej. Tutaj link, jeśli kogoś interesuje i chce się zapoznać. Ja i tak opowiem.
Mamy takie coś: jest sobie kobita, girl amerykański, co się rozczarowuje związkiem z facetem-kłamczuchem. Tam ją pozdradzał, czy coś. No i uderza w płacz wewnętrzny, zrywa, zostawia go. Wiekuiście. Piosenka jest w sumie o tym, że ona taka niepodległa, niezniszczalna i chłop jej nie unicestwi. Co robi bohaterka? Kupuje piwo i orientuje się w ogłoszeniu: Wstąp baba do woja. Wstępuje, a co? Silna jest, independent! Rzeczywiście, piękny pomysł. Takie decyzje podejmowane pod wpływem emocji i żalu działają na mnie odchudzająco. Żal ściska pewną część ciała, w której gromadzę muzykę Rihanny i Katy Perry właśnie. Katy podobała mi się jako ufoludek. Tylko.
Zapomniałabym! Bohaterka obrzyna sobie włosy tępymi nożycami, co każdy nawet podrzędny psycholog uznałby za akt samookaleczenia. Jest mi źle, jest mi smutno, ciachnę po kłakach. I to jest destrukcja, niszczenie się. Ja planuję taką destrukcję, btw, ale to nie będzie samookaleczenie, bo ja planuję, wybieram koncepcję, chcę jakoś z sensem się ostrzyc, a nie takie w kiblu na stacji benzynowej. Kto zainteresował się, niech poszuka sobie o rytualnym obcinaniu włosów. Czy żałoba, czy jakieś inne przykre wydarzenie, wiele systemów to kultywuje. Bardzo śmieszne, moim zdaniem, chociaż nie należy się śmiać.
Bohaterka porzuca sukieneczki, odziewa się w groźny mundur i rozpoczyna trening. Demi Moore, heh... Też mi zemsta na facecie zdradliwym. Jeszcze tylko dodam, że ktoś te garście włosia musi posprzątać. Rozrzucanie ich po całej przestrzeni szaletowej jest wyrazem szacunku dla ekipy sprzątającej. Poza tym osoba odpowiedzialna za porządek nie wchodzi do kibla po każdym kliencie. Wyjdzie taka bohaterka, po niej ktoś inny tam się znajdzie i co? Ja mam koleżankę, która ma fobię, panicznie boi się włosów ściętych, wolnoleżących. Chyba by na zawał zeszła. Bardzo nieodpowiedzialne zachowanie.
Sprawa kolejna - bandażowanie cycków. Czy my jesteśmy w Chinach, w filmie o Żebrowskim-sybiraku? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że kobiety-żołnierze takie średniowieczne metody stosują. Tak brzydko jeszcze to zrobiła. Przecież niewygodnie. Są sportowe staniki na świecie. Przemysł bieliźniany to nie tylko diamentami wysadzane Victoria's Secret do których trzeba stelaż z husarskimi skrzydłami nosić.
Co mnie razi w wojskowych filmach? Ja nie wiem, czy to taka hollywoodzka maniera, czy tak jest naprawdę... To krzyczenie do ucha i odkrzykiwanie. Ja nie rozumiem.


Są wozy opancerzone, są helikoptery, jest musztra i wszystko. Szał Mariana, jednym słowem. Dwoma.
W tych wszystkich ćwiczebnych i bitewnych okolicznościach bohaterka ma twarz przepięknie wyszpachlowaną, mucha nie siada.
Pojawiają się również przebłyski z jej przeszłości ze złym chłopem. Była szczęśliwa, całe serce mu na pożarcie oddała. Ale nie tak do końca całe. Bo przecież jej nie odbierze czegoś tam, nie dała się, odeszła i została prawdziwą bohaterką, co tańcuje sobie pod flagą imperium amerykańskiego. Jeździ z brygadą z refleksją na twarzy, aż w końcu zaczyna się uśmiechać. Cały swój gniew i frustrację ukierunkowała. Poświęciła to, by zostać wzorową żołnierką. A ten facecik śmieszny jest, gdyż listy pisze literami tak ogromnymi, że nawet sześciolatek by się śmiał.
Nie ze mną te numery. Całość jest słaba. Bardzo. Nie trafia do mnie, nie przekonuje.

Margines: Ktoś mi powiedział jakiś czas temu, że jeśli zacznę słuchać k-popu, nie będzie już powrotu. Rzeczywiście, nie ma.