niedziela, 25 marca 2012

Nad błękitnym Nilem


Czasami wystarczy kamień, którego rzuci ten, co jest bez winy, i robi się lawina (la wina). W tym przypadku kamieniem było Życie bez poezji. Veni, vidi, z podboju nici. Ale po nitce do kłębka. Myślę sobie, jaki Świetlicki? Co to ma być? To znaczy pewnie, w Top Fajf by się znalazł, moim oczywiście, ale nie na szczycie samym. Zaczęłam zatem układać ten top.

Oto prezentuję dzisiaj nagle i niespodziewanie moją listę osobiście prywatną. Pięciu najlepszych poetów polskich zdaniem moim. Ale XIX wiek i w dół odpada. Nie będzie ekshumacji, bo zajęłoby to zbyt dużo czasu, a poza tym młodzież wie, w szkole jest to wcześniej, dopiero XX wiek się po macoszemu traktuje, olewa i tłucze Żeromskiego, Baczyńskiego i Miłosza. Olewamy tych panów. Chociaż Miłosz ma u mnie miejsce na półce za "Dolinę Issy". Ograniczam się do polskich poetów dlatego, że poszerzanie skali o świat cały byłoby dużym utrudnieniem. Musiałabym mózg rozruszać, pewnie wypisać chociaż 10 nazwisk różnych, a nie mam cierpliwości. Moje oko czytelnicze widzi więc tak:

1. Julia Hartwig.

Coraz wyżej

Urodzeni na śmietnisku
ofiary siedmiu plag
obwołujemy co dzień zwycięstwo
Jeszcze dzień Jeszcze trwam
A śmietnisko rośnie i unosi nas w górę
ku nieśmiertelności

2. Edward Stachura. Drażnił mnie niesamowicie, ale już dorosłam do niego.

3. Julian Tuwim. Za osobowość i różnorodność. Taki człowiek kwiaty by dostał ode mnie. Albo szklankę wódki. Gimnazjaliści mają ekscytację, ale bez przesady. Też mi odkrycie. Po tylu latach się dopiero zorientowali?

4.  Marcin Świetlicki. Byłam kiedyś wielką fanką i przez to trzy razy musiałam nosić pracę zaliczeniową. Wszystko przez odwołania do Świetlickiego. Miało być o Balladynie, czy innym gamoniu.

5. Chciałam Zbigniewa Herberta, ale nie od strony poezji, więc się nie liczy. Kogo by tu wybrać? Myślę sobie, myślę. Gałczyński by się nadał. Albo Ginczanka. Zostawię wolne miejsce. Był też taki jakiś poeta, com szalała w młodości, ale szybko umarł i nie pamiętam już nawet.

Ja sama pisałam kiedyś też, owszem, poezję. Ale świat nie jest na to jeszcze gotowy. Poza tym nie mam czasu dobrze pomyśleć, zbudować jak należy. Z pamięci niczyjego niczego nie powiem, może Norwida troszkę, ale po doświadczeniach z "Litwą, ojczyzną moją" Mickiewicza, przeszła mi ochota na uczenie się. Jeszcze urywki z Witkacego znam, ale to z dzieciństwa bardzo młodego. Jedne dzieci śpiewały "Poszła Ola do przedszkola", a ja wraz z siostrami mojemi miałam inne rozrywkowe piosenki. "Małą Syrenkę" Disneya i "Szaloną lokomotywę" Grechuty znam na pamięć. Lecz o tej Litwie opowiem. Wiadomo, wszyscy w którymś momencie się tego uczą w szkole. I jest kawałek o "szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych" pagórkach i łąkach. Otóż rzeki mi się pomyliły. Moje się rozciągały nad Nilem. Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego dostałam tylko 3 za recytację.

6 komentarzy:

  1. Ambitny temat.Niemalże każdy ma swoją listę. Niektórzy mogą się godzinami wykłócać o to co poeta miał na myśli. Ja wiem, Ty nie o tym.
    Kiedyś byłam na spotkaniu z poetą, który to sam objaśniał co miał na myśli pisząc swoje wiersze i zrobił to tak nadzwyczajnie, że już nie chciałam go czytać ani zapamiętać jak się nazywał( a wcześniej wydawał się wręcz inspirujący).
    Bardzo podoba mi się "styl, którym piszesz". Dzieci w szkołach będą się uczyć co znaczy "styl krysztallowy"- ale Cię polubią, nie bój się.
    To taka moja przepowiednia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie napiszę niczego poważnego, żeby do tej szkoły właśnie nie trafić. Aż tak podła nie jestem, a poza tym szkoła niszczy literaturę.

      Usuń
    2. Żyję nadzieją, że otworzą kiedyś szkołę z "ludzką twarzą", do której dzieciaki z radością w oczach i na twarzach będą gnały...
      Przyjdzie taki czas, ze będzie po prostu zwyczajnie pięknie.A ludzie przestaną kochać niszczyć.

      Usuń
    3. Teraz się szkoły raczej zamyka. Szkoła z ludzką twarzą to oksymoron.

      Usuń
  2. Krysztale mój, cieszę się, że moje rozkminy zainspirowały tak świetny post!:)Stachura nadal mnie drażni - może dlatego, że były zbyt modny w mojej szkole, a moja najlepsza przyjaciółka wciąż się nim zachwycała i nie dała mi w spokoju czytac klasyków literatury - tak ją ten modny Stachura, którego kieszonkowy tomik krążył po całej budzie (i który perfidnie sobie przywłaszczyła) spaczył:)

    Co do wyjaśniania, co poeta miał na mysli, to przez to znielubiłam lekcje języka polskiego i przez całe liceum poświęciłam na jego naukę jedną noc (przed maturą) - nie licząc czytania lektur, ale to nie nauka. Odkąd sama coś tam popisuję, dobrze w końcu wiem, że poeta na myśli nie ma zwykle nic, a jeśli coś ma, czego nie widać na pierwszy rzut oka, to niechybnie i tak już nie pamięta. Zawsze uważałam, że interpretowanie literatury, tak jak się to w szkole robi, zwyczajnie ją zabija. Czy coś nie może być po prostu piękne i robić wrażenie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój ulubiony profesor już na pierwszych zajęciach powiedział, że nie jest ważne, co poeta miał na myśli, czy chciał nam powiedzieć. Skupić się trzeba na tym, co powiedział. Reszta to nadinterpretacja. A nadinterpretacja jest grzechem.
    Szkoła niszczy, rzeczywiście zabija, bo nauczyciele każą interpretować według wzorca. Zamiast dać narzędzia i wykształcić zdolności, wpycha się wszystko w maszynkę, taką jak się mięso na mielone robi, i rozbija się, błoto i wodorosty maziste wytwarza z całkiem dobrej literatury. A zrozumieć przecież można bez tego. I wtedy rzeczywiście coś jest piękne i robi wrażenie tak po prostu. Jak samochód, taki ford futura. To nie koło tego samochodu jest fajne, ale całość. A jak się zgniecie machinerią gniotącą na złomie, to już nie będzie ford futura.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.