wtorek, 13 marca 2012

die Young

Pierwsze, co pomyślałam, widząc powyższy tytuł. Gdyż jest to tytuł piosenki. Taki facet w kapeluszu, to znaczy to nie kapelusz, tylko inne tam coś. The Sweet Serenades. Pomyślałam tak, jak pomyślałam, bo kupuję odżywkę dla sztrapacirtnych włosów. Że po niemiecku, germańska pieśń wychwalająca młodość, czy coś... Słabe to "Die Young" właściwie.
Tu miałam wstawić coś o młodości. Jak miałam dwadzieścia jeden (w pięćdziesiątym drugim chyba i to tysiąc osiemset), kupiłam koleżance książkę takiego pisarza, co się zabił, a był młody. On już będzie forever young, ja już nie.
Taki wstęp bez sensu. Teraz się sens zaczyna.
Kupiłam jakiś czas temu sukienkę (ja tak to widzę), teraz ją poprawiam. Mam lekki dylemat, ale myślę, że wybrnę i znajdę rozwiązanie. Zastanawiam się, czy wzory elfopodobne zasiać po obu stronach, czy dookoła, czy tylko z jednej strony otworu na łeb. Wygra chyba opcja dookoła. Na bogato. Jak się żenić, to się żenić!


Klik na zdjęciu powiększy je.

Tak naprawdę, to dens, dens, dens, de-dens!
I jeszcze na koniec o czymś, czego bardzo nie lubię, co doprowadza mnie do wściekłości. Liczba mnoga. Ludzie mówią i piszą: pancakesy, cupcakesy, simsy, transformersy... Jakby już bez tego "y" nie wystarczyło.
A na całkowity koniec - trafiły się nowe ciastka do upamiętnienia i Goldie aka Karolina w sukience ukradzionej Victorii. Mam już nawet plan na więcej zdjęć i takie tam artyzmy wydumane.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.