czwartek, 23 lutego 2012

be my Caroline



Ja jestem różne święta w stanie zrozumieć, że sobie ludzie robią, może potrzebują, ja nie potrzebuję świąt, bo ja mam całe życie jak festyn cudów, a poza tym świętowanie jest moim osobistym zdaniem śmieszne, bo jestem starą malkontentką i mizantropem od czasu do czasu, czego się wstydzę, ale tylko mizantropii, gdyż nie wypada w mojej sytuacji życiowej brzydzić się taplania w istnieniu społecznym, aczkolwiek powoli kończą mi się pomysły, żeby jeszcze przez chwilę to zdanie pociągnąć, a ja bardzo lubię takie długie zdania, więc dodam, że walentyncy walentyncami, lecz przecież są inne noce i dnie, można sobie wymyślić dzień czegoś lub kogoś, toteż pytam: dlaczego sobie nie zrobić czasami jakiegoś dnia dobroci, albo dnia innej rzeczy czy też osoby, może to nie jest zły pomysł z założenia, zły on będzie jeśli się go zrealizuje... Oddech. Kochać trzeba nie tylko przez jeden dzień w roku, przypominają sobie, ot, że trzeba kwiat dać, i wszyscy jak jeden mąż wędrują po ten kwiat do kwiaciarni, całe miasto w kwiatach, cały świat, czekoladki, kartki, misie, serca, gołąbki, jednego dnia wszyscy, bo gazeta napisała, radio powiedziało, telewizor pokazał, jak z tymi pączkami, ja jem pączki, jak mam ochotę, a nie, że święto, ja właśnie nie jem tylko w święto, nigdy mnie z pączkiem w święto pączka nikt nie zobaczy, tak specjalnie, każdego innego dnia, ale nie wtedy.
Tytuł całości zgapiony z żałosnych kartek, które wręczają sobie osoby płci różnej, czasami nawzajem, czasami nie wiem, nie ogarniam, na różne sposoby sobie wręczają, innym wręczają, wręczają, wręczają, że weź, ej, bądź, o ja cię, no proszę, pliz, nie bądź taki, nie bądź taka, bądź jak proszę, weź to serce, wyjdź na drogę, zrób to dla mnie, you can do it. No i takie kartki z sercem, bo przecież you'll be in my heart, my love, my kiss, my heart, will you still love me tomorrow, albo love somebody, zwyczajnie tak, bo all you need is love, zawsze. A tu nagle taki malkontent, mizantrop i czarne chmury, chociaż powszechnie rozlega się: Gdzie jest Krzysztof? Gdzie Krzysztof? Starostecka w spazmach, ale nie, malkontent, mizantrop, gradowa chmura, jak ten cyniczny von Ansbach, uśmiecha się ponuro nad rodową filiżanką gorzkiej herbaty trzymaną w dłoni udekorowanej herbowym sygnetem złośliwości.... Tyle wstępu. Tylko jeszcze przyznam, że von Ansbach zawsze był jedną z moich ulubionych postaci. Dlatego dzisiaj przedstawiam Karolinę von Ansbach. Taka oskarowa, bo wiadomo, i ozdobna, gdyż knujące postacie w Prusiech zawsze ozdobne były. I co teraz, Krzysztofie?





Klik! uczyni zdjęcia większymi. Teraz trochę z estetyki się będę tłumaczyć. Oczywiście zimny kolor jest symboliczny - von Ansbachy są wyrachowane i po trupach do celu. Złe, zimne, podłe. Poza tym, jak doskonale widać na zdjęciu przedostatnim, w takich okolicznościach kolor oczu lalki jest wydobyty bardziej. Zabieg jest celowy całkowicie. Metaforycznie i pod innymi względami. Efekt mroczności i takiego obscure także był zamierzony. Gdyby nie, wybrałabym jakieś nieefektowne, jednokolorowe tło. Ale chodziło o lekką Alicję w norze królika. Ciemność wnętrza, prawda, metafora kolejna.

10 komentarzy:

  1. Ja nie lubię walentynków. To jest chyba najgorszy uświąteczniony dzień w całym roku. Genralnie wzbiera we mnie jakaś mdłość i takie tam niedobre odczucia. PrzeSadyzm sercowy i sztuczność. A w uczuciach wszak sztuczność niewskazana:)
    Za to tłustymi czwartkami nie wzgardzę, ale w tym roku dlatego, że jak przeszłam na dietę to pączusia w ustach swych nie miałam przez miesiąców prawie 5:P I tęskniłam bo zaparłam się jak osioł, że schudnę, a jak się zaprę to nie ma wiadomo czego we wsi;)

    Karolina piękna, że ach:) i ma fantastyczną fryzurę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są wszystko święta jakieś rzymskie, skalkowane, przez Horaców obmyślone. Walentynki są od fauna, co strzegł płodności, jakieś dziadostwo. A tłusty czwartek polegał na tym, że karmili pączkami gladiatorów, a później dzikie zwierzęta gladiatorami, a później wrzucali rekinom te zwierze, a na końcu same Horace podsmażały sobie rekiny i wcinali. Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy. Rzym był zły. Przez nich musiałam się deklinacji stu uczyć i nigdy im tego nie wybaczę. Dlatego tym bardziej ich święta są podłe.
      Fryzurę Karoliny testowałam najpierw na sobie - kilka wsuwek, specjalistycznych gwoździ i lakier do włosów. Da się nosić nawet na człowieku.

      Usuń
  2. A bo ludziom wmówili, że symbole są ważniejsze i stąd te różne wariactwa. Dni ważniejsze od dni, rzeczy od ludzi...A potem jeszcze można hasłami "poczarować", że to dla dobra , że w trosce o...A potem zbombardować, znowu "poczarować",zamydlić oczy i poprowadzić...owce na rzeź.Ot durny "tenświat", bo czerwony to taki ładny kolor...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż właśnie - to wszystko jest wmówione. I bez zastanowienia ludzie kultywują tradycje. I wpadają do lawy, jeden za drugim. A jakie koszta przy tym!

      Usuń
  3. Walentynki to kupa. I wiadomo, że chodzi o pieniądze. A Rzymianie umieli tylko pisać głupie prawo, które musiałam wkuwać, i robić niewolników z mądrzejszych od siebie (chociaż w dzisiejszych czasach dziwnie się mówi tak o Grekach). No i w dodatku dali się rozwalić barbarzyńcom od środka, idioci.
    Ale pączka, to przyznaję się bez bicia, zjadłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pisaniu głupiego prawa nikt im chyba jeszcze nie dorównał. Oni do wszystkiego jakieś zasady spisywali. Nawet taki Horacy (tego pana to ja naprawdę nie lubię, to pewnie on w wolnych chwilach wymyślał święta różne) napisał przeodkrywczy "List do Pizonów" który wlecze się za ludzkością do tej pory. Rzymianie! Te ich ustroje, literatura, wojny, prawo, deklinacje, koniugacje, legiony, noże w plecy, święta, spiski, żony, matki, cesarze... Nie przepadam.

      Usuń
  4. Bo to nie chodzi o miłość, tylko o to, by znaleźć kolejny - konieczny i niezbędny powód do wydawania pieniędzy...

    Hm... myślę, że ostatnimi czasy przebijam Cię w malkontenctwie i mizantropii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest z nami tak źle ;)
      To jest uzasadnione malkontenctwo, a mizantropia jest alergiczną reakcją na różne zjawiska. Grunt to samodzielne myślenie.

      Usuń
  5. Jak ja Was lubię, KOCHAM po prostu! Wasze mizantropijno-malkontenckie zrzędzenie, złośliwości, jadowity dowcip... No po prostu żyć, nie umierać. Poproszę o następną porcję. Uchachałam się bardzo. Cudnie jest żyć, wiedząc, że są jeszcze używacze mózgu. Pozdrawiam autorkę i komentujące(-ych)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terfniś ukłania się pięknie i dziękuje za miłe słowa :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.