czwartek, 26 stycznia 2012

świeć, mała, świeć

Nie wszystko krysztally, co się błyszczy.
Mniej literek, więcej obrazków, taki jest pomysł. Ale najpierw niestety literki muszą nastąpić.
Poniższe ryciny powinny przybliżyć koncepcję krysztallów. Krysztally to wszystko, co mi się podoba, a nie służy dobru, nie ma wartości pozytywistycznej, jak nauczycielka Stasia, która z tej swojej użyteczności umarła na zapalenie płuc, czy inne schorzenie. Krysztally są jak Borg - wszystkie się łączą w kolektywną całość, są dziełem nieskończonym, wciąż w budowie, połączone wspólną świadomością (jak, głupia, mogą mieć świadomość martwe przedmioty? pytam siebie, ale tak na marginesie).
I to już ostatnie przygotowanie propagandowe, następny post będzie przejściem do konkretów.





(Nadal nie potrafię robić ładnych zdjęć!)

wtorek, 24 stycznia 2012

krystallizacja

To nie jest kontynuacja, jak kolejny film o Rambo. To niby coś nowego, bardziej ukierunkowanego, bardziej wystaranego i z inną koncepcją.

Czym są krysztally? Trudno powiedzieć, dokładna definicja nie została jeszcze opracowana. Sama nazwa powstała tak dawno temu, że została w którymś momencie zapomniana. Kto ma wiedzieć, kiedy co się zdarzyło, ten wie... Aż tu nagle krysztally zostały przypomniane, chociaż właściwie zawsze gdzieś funkcjonowały, na marginesie, co jakiś czas popiskiwały cichutko. Wystarczyło sięgnąć, nawet nie bardzo daleko. To jest geneza. Co mają wspólnego z kryształami? Wymowę. Chociaż krysztally są bardziej patetyczne, natchnione i okrutnie przez to śmieszne.

Jaka będzie ich przyszłość? To dopiero nastąpi. Są plany, są pierwsze zalążki, nasiona i doniczki gotowe do hodowania ich. W dalszym ciągu zostają na marginesie, tylko margines trochę się poszerzył. Można o nich powiedzieć, że są agresywne - wyparły całkiem dużą zorganizowaną grupę, zamknęły jej członków w pudełkach i wrzuciły na najwyższą półkę w szafie.

Resztę czas pokaże.